Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Doll Domination [Polska cena]
Średnia ocena z 4 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
The Pussycat Dolls
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2008
- Nr katalogowy:
- 1787127
- Sprawdź inne tytuły:
-
The Pussycat Dolls
Przy Doll Domination The Pussycat Dolls współpracowały z najlepszymi światowymi producentami: Timbalandem, Cee-Lo czy Sean'em Garrett'em. Pierwszym singlem z albumu jest When I Grow Up, który ma w sobie tyle ognia, że tuż po premierze stał się hitem na całym świecie.
| Posłuchaj utworów: |
MP3 |
WMA |
| 1. When I Grow Up |
 |
 |
| 2. Bottle Pop |
 |
 |
| 3. Whatcha Think About That |
 |
 |
| 4. I Hate This Part |
 |
 |
| 5. Takin' Over The World |
 |
 |
| 6. Out Of This Club |
 |
 |
| 7. Who's Gonna Love You |
 |
 |
| 8. Happily Never Affair |
 |
 |
| 9. Magic |
 |
 |
| 10. Halo |
 |
 |
| 12. Elevator |
 |
 |
| 13. Hush Hush |
 |
 |
| 14. Love Teh Way You Love Me |
 |
 |
| 15. Whatchamacallit |
 |
 |
| 16. Im'm Done |
|
|
- Doll Domination [Polska cena]
- Wykonawca:
-
The Pussycat Dolls
Bardzo fajna!
(2009-03-04)
Ashley
Roberts
Więcej o recenzencie
Album "Doll Domination" jest bardzo fajny! Najfajniejsze piosenki z albumu to: "When I Grow Up", "Happily Never After", "Whatcha Think About That", "Whatchamacallit", "Bottle Pop", "I Hate This Part" i "Halo". Mamy również udane piosenki tj. "Elevator", "Hush Hush", "Love The way you love me", "Takin over the world", "Out Of This Club" i "In Person". Mam swoje ulubione piosenki, właściwie to są "Who's Gonna Love You" i "Magic". Piosenki tj. "I'm Done" nie wpadła mi w ucho. Z niecierpliwością czekam na kolejny album "Pussycat Dolls". Polecam!
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Zero dominacji w Doll Domination?
(2009-01-10)
IAMMRM
Więcej o recenzencie
Śmietanka wybitnych producentów muzycznych Timbaland czy Cee-Lo tworzyło album "Doll Domination" The Pussycat Dolls. Długo zapowiadany materiał po PCD miał być czymś nowym i świeżym. Dziewczyny miały zdominować cały świat. Niestety, po przesłuchaniu krążka dochodzimy do wniosku, że ta płyta nie jest taka świetna jak były jej zapowiedzi. Nicole Scherzinger przed albumem "Doll Domination" nagrywała solową płytę, wydała kilka singli, lecz niestety nie cieszyły się one wielką popularnością. Aby odbudować sobie miejsce w branży muzycznej nagrała płytę pod marką Pussycat Dolls. Słuchając płyty można odnieść wrażenie, że jest ona nagrana z przymusu. Każda piosenka jest napisana i odśpiewana bez wkładu energii, serca czy chęci. Nowy krążek różni się od już legendarnego PCD, na którym dziewczyny tryskały energią, pomysłami i prawdziwą dominacją. Tego brakuje nowemu krążkowi. Jedynym kawałkiem utrzymanym w klimacie Pussycat Dolls jest pierwszy wydany singiel "When I Grow Up". Słuchając "Bottle Pop" z gościnnym udziałem Snoop Doga przypomina się wielki hit Bottons. "Doll Domination" głównie promuje Nicole Scherzinger, mamy uczucie, że to jest jej solowy projekt a nie Pussycat Dolls. Tylko ona śpiewa i zaproszeni goście m.in. Missy Elliot. Jak widać Timbaland i reszta wielkich producentów spisała się na medal, tworząc dla nich muzykę. Stworzyli oryginalne kawałki, lecz dziewczyny tego nie doceniły i nie wykorzystały. Niestety, bo to mógł być dobry album na wysokim poziomie.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nic dwa razy...
(10.11.2008)
Andrzej
Cała
Infomuzyka
Więcej o recenzencie
Gdy włączam taki album jak "Doll Domination" nie oczekuję wybitnych tekstów, niezwykle wirtuozerskich kompozycji i zapierającej dech w piersiach oryginalności. Chcę jedynie (tak jak było przy debiutanckim albumie dziewczyn "PCD") kilku z miejsca wpadających w ucho hitów, przyjemnego brzmienia i udanego jako całokształt produktu. Niestety - nawet tak niewielkie oczekiwania, czasem okazują się za wysokie.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ten album został nagrany tylko dlatego, że nie ukazała się (po niewypale pierwszych czterech singli) solówka Nicole. "Doll Domination" miało pewnie na nowo przywrócić audytorium pannie Scherzinger i na nowo dać jej szansę na autorskie dzieło. W efekcie pozostała czwórka jest tu nie tyle zdominowana, co pozostaje w bardzo, bardzo dalekim tle. Czy to źle? Zasadniczo bez różnicy, bo solowe kawałki dziewczyn, które można znaleźć na dwupłytowej wersji albumu, ukazują, że ich talent jest dość - jakby to dyplomatycznie określić - ograniczony.
Co konkretnie zawiodło na "Doll Domination"? W zasadzie wszystko po trochu. Okazało się, że nawet najbardziej topowi producenci, a tych mamy na płycie bez liku (4 produkcje Timbalanda, poza tym m.in. Sean Garrett, Pollow da Don, Ron Fair, Ne-Yo, Rodney Jerkins), nie gwarantują wcale przebojowości. To, co sprawdziło się na "PCD", tym razem nie wypaliło zupełnie. Odgrzewany kotlet może być strawny, ale tylko wtedy, gdy w przygotowanie go włoży się chociaż trochę serca i inwencji. Tutaj ich nie szukajcie. Podobnie jak tekstów, w których znajdzie się cokolwiek odkrywczego. Wszystko brzmi zupełnie bezpłciowo, bezosobowo, tak jakby do wyśpiewania wersów zatrudniono roboty, mające tylko wypełnić swoją misję. Przy okazji - śpiewać można lepiej lub gorzej, ale w przypadku takiego przedsięwzięcia jak płyta pop, w którą włożono grube miliony, warto by było chociaż śpiewać czysto. Dla najbardziej zagorzałych fanów Pussycat pozostaje książeczka, ale po pierwsze - zdjęć za wiele nie ma, a po drugie - obcowanie z nawet całkiem urodziwymi (kwestia gustu i pewnego poczucia estetyki) dziewczętami, które poddano najnowszym dokonaniom Photoshopa to rodzaj masochizmu, z którym nie bardzo mi po drodze.
W zalewie opartych na podobnym patencie płyt popowych "Doll Domination" nie wyróżnia się absolutnie niczym, męczy niczym tanie, ciepłe piwo z puszki. A to może smakować chyba tylko gimnazjalistom, których pierwszy raz puszczono na wycieczkę bez rodziców.
(5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Rewelacyjna!
(2008-09-17)
Patrycja
Halczuk
Więcej o recenzencie
Biorąc pod uwagę to, co dotychczas dokonały dziewczyny z PCD - ich wielka popularność, rozpoznawalność a nawet naśladowanie - to jest wdzięczna że tak się stało. Płyta różni się w 100% od pierwszej. Są tu, moim zdaniem kawałki zrobione na bardzo dobrym poziomie. W szczególności przypadła mi oczywiście pierwsza wydana piosenka z ich płyty - "when I grow up", w stylu dziewczyn, ale największe wrażenie wywarła na mnie ballada "I'm done" - jest po prostu świetna. Oczywiście nie zabrakło utworów, które mogą stać się hitami na światowych listach przebojów, jak np."Whatcha think about that" z fenomenalnym feat. Missy Elliott. Polecam płytę wszystkim, którzy byli i staną się fanami tych dziewczyn.
(5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji