Powrót w niezłym stylu
(2004-09-30)
Marcin
Kubicki
Więcej o recenzencie
Po kasowym sukcesie pierwszego krążka Guano Apes wielu fanów obawiało się, że drugi album będzie pełen tanich, kiepskich hitów, tworzonych jakby "pod publikę". Myślę, że odetchnęli z ulgą, zobaczywszy, w jak ogromnym błędzie byli - niemiecki crossoverowy band po trzech latach działalności koncertowej powrócił z płytą, którą należy zapamiętać. Guano Apes przyzwyczaili nas już do początkowych utworów, których pierwsze dźwięki przyprawiają o ciarki na plecach. Taki właśnie jest "Innocent Greed"- majestatycznie, ciężko wprowadza w klimat płyty i rozpoczyna całą plejadę hitów. "Don't Give Me Names" jest albumem nieco innym od debiutanckiego - mniej na nim funkowej recytacji, wydawania z siebie bliżej nieokreślonych dźwięków, niemieccy muzycy postawili za to na sporą melodyjność utworów i większy czad. To muzyka, do której na wszystkich imprezach w tamtym czasie skakało się bez opamiętania. Kto nie zna takich rewelacji, jak "No Speech" czy "Big In Japan" (notabene nie jest to autorski utwór Guano, a tylko ich przeróbka)? Na płycie widać już prawdziwy profesjonalizm - co można rozpoznać po sporej lczbie dodatkowych instrumentów (pomijając sampler, chodzi mi raczej o np. bongosy z utworu "Dödel Up"), lepszej technice gry i wokalu, a stylowi pierwszego krążka odpowiada w zupełności właściwie tylko jeden utwór, bardzo mocny "Gogan". Jeśli ktoś nie znał göttingenowskiej grupy, to po wydaniu "Don't Give Me Names" sytuacja się z pewnością zmieniła. "Don't Give Me Names" to kawał naprawdę dobrej roboty i ambitnej muzyki wartej zauważenia.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji