Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Doobop / Tutu / Amandla [Box]

Doobop / Tutu / Amandla [Box]

Miles Davis  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

nośnik: CD 3 szt.

Produkt niedostępny
do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

- polecamy

Miles Davis - zobacz więcej »

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Doobop / Tutu / Amandla [Box]

      Średnia ocena z 3 recenzji (Dodaj własną)

    Wykonawca:
    Miles Davis
    Firma fonograficzna:
    Warner Music Poland , 2005
    Nr katalogowy:
    8122732562
    Sprawdź inne tytuły:
    Miles Davis
    Kategorie:
    Jazz > zagraniczny jazz > klasyczny jazz
    Posłuchaj utworów:
    1. Mystery
    2. The Doo Bop Song
    3. Chocolate Chip
    4. High Speed Chase
    5. Blow
    6. Sonya
    7. Fantasy
    8. Duke Booty
    9. Mystery (Reprise)
    CD 2
    1. Tutu
    2. Tomaas
    3. Partia
    4. Splatch
    5. Backyard Ritual
    6. Perfect Way
    7. Don't Lose Your Mind
    8. Full Nelson
    CD 3
    1. Catemble
    2. Cobra
    3. Big Time
    4. Hannibal
    5. Jo-Jo
    6. Amandla
    7. Jilli
    8. Mr Pastorius

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Doobop / Tutu / Amandla [Box]
    Wykonawca:
    Miles Davis

    Amandla - jazz na spokojnie (2007-07-11)

    Jacek Żardzin  Więcej o recenzencie

    "Amandla" i "Tutu" to bardzo pokrewne płyty. Powstały w latach osiemdziesiątych i niestety obarczone są stylistyką, jaka była wówczas modna. Chodzi mianowicie o brzmienia syntezatorowe oraz maszyny perkusyjne użyte w nagraniach, które obecnie brzmią nieco archaicznie i, delikatnie mówiąc, tandetnie. Na całe szczęście jest to jedyna wada, na którą zresztą można przymknąć oko, a po kilku przesłuchaniach materiału prawie wcale nie dostrzegamy owego specyficznego "soundu". Materiał bowiem broni się znakomicie. "Amandla" to przede wszystkim utwór ostatni - pełen liryzmu i delikatności poemat muzyczny zadedykowany zmarłemu, genialnemu basiście Jacowi Pastoriusowi. Mimo, że utwór powstał na smutną nutę, to jednak daje się w nim wychwycić radość życia. Jako całość płyta jest dość spójna, elementy funku przenikają się z soulem, a bębny kojarzą się ze stylem jungle. Bass na równi z trąbką Milesa króluje we wszystkich kompozycjach - nic w tym dziwnego skoro aranżerem i kompozytorem każdego utworu był Marcus Miller. Miller jako basista spisuje się fenomenalnie dając solidną podstawę pod brzmienia reszty instrumentów. Właściwie na płycie nie spotkamy typowych solówek, wariacji czy rozwijania w nieskończoność tematów muzycznych. Owszem, każdy muzyk ma swoje kilka sekund, w trakcie których daje popis wirtuozerii, lecz nie ma to nic wspólnego z szaleńczym przekomarzaniem instrumentalnym znanym choćby z okresu fusion. "Amandla" to jazz, jakiego ortodoksyjni słuchacze nie będą poważać - zatwardziali jazzmani mogą się oburzać na nadmiar elektroniki i popowe stylizacje. Lecz to właśnie według mnie stanowi o wartości tego dzieła. Miles nigdy nie chciał być żywym muzeum, od zawsze starał się wyprzedzać czas, tworząc często szokujące kompozycje, łącząc nurty z pozoru oddalone od siebie. Będąc wizjonerem śmiało robił swoje, nie przejmując się zasadami. Na całej płycie Miles gra stonowanie, nie szaleje jak niegdyś, nie improwizuje, choć wcale nie znaczy, by grał zachowawczo. Jazz na "Amandli" jest wielce melodyjny, utwór "Hannibal" można by na siłę podciągnąć pod smooth jazz - a wiadomo wszak jak miłośnicy jazzu reagują na hasło smooth jazz. Miles daleki jest od drapieżności, jego trąbka spokorniała by nie powiedzieć, że stała się cukierkowa. Warto zwrócić uwagę na partie saksofonu, Kenny Garrett mimo, że schowany w tle błyszczy i zachwyca talentem. Pomimo kilku, ale "Amandla" jest jedną z lepszych płyt Davisa z lat osiemdziesiątych, wciąż miło się jej słucha. Może nie wywołuje szybszego bicia serca jak płyty z przełomu lat 60/70, lecz jednak raduje ucho i wzbudza pozytywne emocje w słuchaczu.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    "Tutu" - odmieniony, unowocześniony Davis (2007-03-12)

    Jacek Żardzin  Więcej o recenzencie

    Miles Davis przez ponad trzydzieści lat związany był z wytwórnią Columbia. W latach osiemdziesiątych kontrakt wygasł i Miles zdecydował się zawiązać układ z konkurencyjną wytwórnią Warner Bros. Niestety, niezbyt starannie przeczytał umowę i kładąc podpis zgodził się tym samym na mało korzystne warunki. Chodziło mianowicie o prawa autorskie do kompozycji, jakie na mocy kontraktu miałyby powstać dla Warner Bros. Kontrakt bowiem mówił, że tantiemy z tytułu autorstwa dzieł należeć będą do wytwórni. Z tego powodu Miles Davis zdecydował się nie komponować utworów i rolę twórcy powierzył swojemu muzykowi Marcusowi Millerowi. Od tej pory Miller stał się głównym songwritterem, będąc równocześnie odpowiedzialnym za charakter i styl muzyczny płyt realizowanych dla Warnera. Marcus nie będąc samolubem w tworzonych utworach zostawiał sporo przestrzeni dla trąbki Davisa. Powstał więc swoisty układ, gdzie Davis nadawał odpowiedni szlifu kompozycjom wychodzącym spod ręki basisty. Niektórzy się krzywią mówiąc, że "Tutu" to właściwie dzieło Marcusa Millera, a Davis daje "jedynie" swoje nazwisko. Warto jednak zaznaczyć, że podobna współpraca miała już miejsce w przeszłości, kiedy Davis nagrywał z Gilem Evansem. Mimo, że na "Sketches Of Spain" wszystkie kompozycje były autorstwa Evansa, to nikt nie twierdzi, że ta płyta nie jest Davisowa. Jak widać, chcąc zdeprecjonować dzieło, szuka się wszelakich argumentów. Miller jako rasowy basista wybija się dośc mocno w nagraniach, jego gitara pulsuje niskim tonem, tworząc solidny fundament, na bazie którego budowane są kolejne dźwięki. Brak długich solówek, brak improwizacji, brak szaleństwa – wszystko poukładane z chłodna wręcz kalkulacją. Nie usłyszymy na "Tutu" typowej jazzowej jazdy bez trzymanki, to dzieło chłodne i wyrachowane. Nie wybija się żaden muzyk, prócz Davisa i Millera nie dostrzegamy nikogo – cały skład chowa się w cieniu, pracując niczym trybiki w maszynie. Wyjątkiem jest utwór "Don't Lose Your Mind" gdzie na skrzypcach elektrycznych udziela się Michał Urbaniak. Jego solowa partia zapada w pamięć i trzeba powiedzieć, że pan Urbaniak odwalił kawał dobrej roboty. "Tutu" to album otwierający kolejny, nowy (który to już znowu?) rozdział w karierze Davisa. Miles odchodzi od brzmień akustycznych, aranżacja przesycona jest elektroniką - syntezatory i maszyny perkusyjne obecne są w każdym utworze. Oczywiście na poprzednich płytach elektronika już u Davisa gościła, lecz tym razem staje się ona głównym elementem składowym. Jazzowi puryści odwrócą się zniesmaczeni, słysząc dźwięki z "Tutu" – płyta ta bowiem ma tylu zwolenników, co przeciwników. Bliżej tu do popu zabarwionego jazzem niż do jazzu z domieszką popu. Niemniej jednak owe popowe aranżacje są wyśmienitej klasy. Mówiąc pop należy rozumieć te słowo nie stricte – chodzi o fakt, że kompozycje są niesamowicie łatwo przyswajalne przez słuchacza, dają się zanucić i pozostają na długo w pamięci niczym popowy kawałek z list przebojów. Przypadłością większości albumów Davisa z lat osiemdziesiątych jest kiczowate brzmienie syntezatorowe – niestety na "Tutu" zagrywki organkowe wręcz wykrzywiają twarz w niesmaku. W dodatku koszmarna maszyna perkusyjna, totalnie odhumanizowana krzywdzi poczucie smaku słuchacza. W latach osiemdziesiątych nie brzmiało to tak strasznie, lecz po bez mała dwudziestu latach "mowa" tych urządzeń trąci myszką. W 1985 roku instrumenty te brzmiały przełomowo i odkrywczo, ale czas niestety zweryfikował wrażenia. Nie ma się co łudzić, album brzmi przestarzale. Jednak mimo wszystko duch Davisa jest wyczuwalny, gdyby nie trąbka Milesa można by zapomnieć o tej pozycji. Utwory z "Tutu" znakomicie brzmią na żywo, można je znaleźć na płytach koncertowych Davisa – np. "Live Around The World" czy "Live In Avignon". Wersje live przyprawione o żywiołowe improwizacje i spontaniczność (której trochę brakuje na "Tutu") wypadają o niebo lepiej.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    "Doo-Bop" - kolejna zmiana w historii jazzu (2007-03-12)

    Jacek Żardzin  Więcej o recenzencie

    Ostatnia płyta Milesa Davisa - wydana została już po śmierci muzyka. Mało kto by się spodziewał takiego dzieła po wielkim Davisie, z drugiej strony wcale nie ma się czemu dziwić. Wszak Miles Davis kilkakrotnie za swego życia zmieniał bieg historii jazzu i muzyki jako takiej. Davis nie stronił od nowości w jazzie, nie ograniczał się sztucznie do głównego nurtu, wychodził poza schematy, eksperymentował, próbował łączyć kierunki na pozór ze sobą nie powiązane i teoretycznie wykluczające się nawzajem. Bo jak niby połączyć rap i tandetny beat maszyny perkusyjnej z jazzowym frazowaniem? Okazało się, że można i po raz kolejny Miles Davis pokazał, że w twórczości nie istnieją żadne bariery. Płyta ta, to projekt Milesa Davisa i producenta znanego jako Eazy Mo Bee. Eazy Mo Bee to niczym nie wyróżniający się raper, ale dzięki współpracy z Davisem jego pseudo już na zawsze zostało wpisane do leksykonów muzycznych. Powstała płyta dość ciekawa, lecz mało Davisowska. Można powiedzieć, że to właściwie hip-hop powiązany z trąbką, jaka odzywa się raz na kilka taktów. Ale za to jak się odezwie, to nie można jej pomylić z żadną inną trąbką świata. Najbardziej denerwująca jest raperska melorecytacja, gdyby z albumu wyciąć wszystkie ścieżki wokalne to zapewne irytacja by ustąpiła, ale byłoby to równoznaczne z okaleczeniem pierwotnego pomysłu, polegającego właśnie na niespotykanej do tej pory syntezie ulicznego rapu (czy hip-hopu) z jazzem. Płyty słucha się milo, łatwo i przyjemnie - niestety. Kompozycje wpadają w ucho, można sobie śpiewać razem z wokalistami (wokalista to chyba za dużo powiedziane) ba, można nawet zatańczyć. Tak więc otrzymaliśmy sprawnie zrobiony album, jaki może bez wątpienia dotrzeć do sporej ilości odbiorców, nawet tych, którzy z jazzem nigdy dotąd się nie spotkali. I to jest chyba jedyna zaleta tej płyty. Istnieje prawdopodobieństwo, że dzięki niej hip-hopowcy, raperzy, wielbiciele popu spojrzą w kierunku półki z jazzem w najbliższym sklepie - sporo osób właśnie dzięki temu wydawnictwu (oraz dzięki płycie Tutu) zaczyna przygodę z mistrzem Davisem. Płyta niestety się zestarzała, brzmi ciut staromodnie. Za postarzenie płyty odpowiedzialne są brzmienia hip-hopowe, ich aranżacja, wykorzystane samplery i maniera wokalna. Dziś gra się nieco inaczej - każdy to stwierdzi, włączając radio na pierwszą lepszą stację. Jazz natomiast broni się na "Doo-Bop" znakomicie, partie jakie Davis wygrywa nie są zbytnio porywające czy rewolucyjne, ale na pewno nie można stwierdzić, że brzemię czasu odcisnęło na nich swe piętno. Właśnie z powyższej przyczyny album nie jest równy. W każdym bądź razie, było to wydawnictwo przełomowe, potem posypały się płyty realizowane w podobny sposób. Wystarczy choćby wspomnieć US3, Tab Two czy niezliczoną ilość zespołów nagrywających w nurcie acidjazzowym. Tak więc znów Miles Davis zmienił bieg historii muzyki i chwała mu za to!

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Muzyka - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Muzyka - wszystkie zapowiedzi »

    Muzyka - Bestsellery. Bądź na czasie!

    Muzyka - wszystkie bestsellery »

    Muzyka - Nowości - polecamy!

    Muzyka - wszystkie nowości »

    Muzyka - Promocje - kupuj i oszczędzaj!