Najlepsza płyta Ozzy'ego bez dwóch zdań! Cz.1
(2005-05-25)
Robert
Węgrzyniak
Więcej o recenzencie
Ozzy Osbourne to legenda muzyki metalowej, człowiek który stworzył dzieło o nazwie "Black Sabbath". Dzieło tak wybitne, tak zasłużone dla muzyki. Jednak sam Osbourne chyba nigdy nie uwolni się od porównań do Black Sabath, ani jego indywidualny styl nigdy nie będzie na tyle "indywidualny", by stał się dostatecznie inny od stylu jego macierzystej kapeli. To już trzynasta solowa płyta Ozzy'ego, lecz spokojnie mogłaby znaleźć się w dyskografii Black Sabbath. Mimo, że skład, z którym Ozzy gra (Zakk Wylde - gitara, Robert Trulijjo - bas i Mike Bordin na perkusji), jest zdecydowanie odmłodzony, to widać, że pan Osbourne nie dał kolegom zbyt dużo miejsca do wprowadzenia własnej inwencji. Płyta sprawia przez to wrażenie sztuczności. Wydaje się, iż każdy dźwięk płyty rozpisał Ozzy i później kazał reszcie zespołu to zagrać. A szkoda, bo taki Zakk jest wirtuozem gitary i jeśliby mógł, wprowadziłby zapewne wiele ciekawostek na album. A tak wszystkie riffy są podobne do tych, które słyszeliśmy na innych płytach z dorobku Osbourne'a. Nie twierdzę jednak, że są słabe, wręcz przeciwnie, są bardzo dobre, lecz nie przynoszą "świeżości" jakiej moglibyśmy się spodziewać. Często aż się prosi o więcej klawiszy, gdyż wtedy, kiedy są, wychodzą bardzo dobrze. A tak w większości są albo na początku, albo na końcu utworu i nic poza tym. Wszystkie teksty również utrzymane są w konwencji Black Sabbath. Jest mrocznie, "szaro", a co za tym idzie bardzo klimatycznie. Jednak trzeba zauważyć kolejny zarzut. Mianowicie teksty już nie są takie nowatorskie, nie są już tak ciekawe, jak na przykład na pierwszych płytach Ozzy'ego. Szkoda, że z jedenastu piosenek, większość jest bardzo podobna do siebie. Oczywiście nie chodzi o te same riffy albo teksty, lecz o samą rytmikę i budowę utworów. Producentem albumu jest Tim Palmer, czyli jeden z najlepszych ludzi w swojej branży (producent m.in. najnowszego albumu U2, "Ten" Perl Jam, "Against" Sepultury albo płyt James'a ) i samo brzmienie płyty stoi na najwyższym poziomie. Cały album rozpoczyna się od utworu "Gets Me Through". Znany był on z telewizji, gdyż zrobiono do niego teledysk. Piosenka zaczyna się od klawiszowego wstępu, później mamy już riffy i opętańczy śpiew Ozzy'ego. Właśnie. Jest to jeden z nielicznych utworów na płycie, kiedy jego głos nie brzmi anemicznie, ani sztucznie. A że cały album jest stosunkowo mocny, to w tych "innych" utworach brzmi to z lekka dziwnie. Wracając do "Gets Me Through" jest to jeden z najlepszych utworów z płyty. Fajne solo w środku utworu i riff przewodni też niezły. No i świetny głos Ozzy'ego, jak już wspomniałem powyżej. Sam tekst piosenki mówi o kontakcie ze słuchaczami, o mocy jaką mu przekazują. To swoisty hołd dla nich wszystkich. Sam Osbourne mówi o sobie, że nie jest antychrystem ani człowiekiem żelaza, lecz chce po prostu żyć. Drugi utwór, "Facing Hell", również zaczyna się od fajnego motywu klawiszowego, który przewija się jeszcze kilka razy w piosence.
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji