W książce tej jest wszystko, czego można chcieć się dowiedzieć o życiu w socjalizmie. Oczywiście życiu inteligenta. A szczególnie inteligenta Warszawiaka. Na kartach "Dziennika 1954" spotkamy Herberta, Jasienicę, Kisiela, Turowicza, by wspomnieć tylko tych, których wspominać warto. Poznajemy też prozę i poezję bytowania młodego pisarza, świetnego obserwatora, znakomitego stylisty, którego wkrótce pozbyto się z Polski na stałe. Sam Tyrmand pisze o Dzienniku tak: Tak, chodzi o świadectwo dla samego siebie, o wystawienie świadectwa memu życiu, moim pragnieniom i myślom, mojej epoce, z którą jestem związany nieskończonością węzłów. Ma to być świadectwo z pierwszej ręki, złożone przez stosunkowo najlepiej zorientowanego w danej sprawie świadka. Ale - częściowo nie. Tak silnie pożądam sprawdzenia samego siebie, mych słuszności i niesłuszności, mych możliwości i zdolności, a więc tego, czego tak uparcie odmawia mi moja aktualna sytuacja. Nie mam talentu kontemplacji ani daru tworzenia w imię samego aktu tworzenia. Jak powiedział mi ostatnio Kisiel, noszę w sobie wielką potrzebę i umiejętność dzielenia się z ludźmi moją wewnętrzną pracą myśli. Z najgłębszego powołania czuję się dziennikarzem, stąd konstrukcje mych przemyśleń ulegają dezaktualizacji, ponadto nie wierzę w możliwość własnego wysiłku nad kompozycją dzieła sztuki nieprzeznaczonego dla kogoś konkretnego w czasie i przestrzeni. Dlatego zdecydowałem, że dziennik przyniesie mi ulgę.
Wspaniałe zapiski człowieka kochającego życie
(2012-03-26)
anetapzn
Więcej o recenzencie
Właściwie to nie wiem od czego zacząć, a to bardzo rzadko mi się zdarza. Napiszę jednym słowem - REWELACJA. Fanką twórczości Tyrmanda byłam już wcześniej, ale po lekturze Dziennika... jestem fanką Tyrmanda także, jako człowieka. Jako pisarza cenię go za to, że wspaniale bawił się słowem, był jego mistrzem i genialnie wykorzystywał w swoich utworach otaczającą go rzeczywistość.Lubię i to bardzo biografie, autobiografie, ale Dziennik... jest czymś więcej, jest przede wszystkim studium epoki socjalistycznej, a w zasadzie jej wycinka - I połowy 1954r. Jest to także studium ukazujące wspaniałego (choć nie pozbawionego wad) człowieka, jakim był Tyrmand. Co ciekawe w Dzienniku... spotkamy wiele słynnych osób, które były bliższymi lub dalszymi znajomymi autora, np. Herberta, Jasienicę, Kisiela, Turowicza, by wspomnieć tylko tych, których wspominać warto. Poznajemy też prozę i poezję pisarza, świetnego obserwatora, znakomitego stylisty, którego wkrótce pozbyto się z Polski na stałe. Sam tytuł może wydawać się niektórym dziwny lub co najmniej zastanawiający, mnie np. od razu nasunęło się pytanie - dlaczego 1954? Przede wszystkim dlatego, że Dziennik 1954 jest kroniką określonego czasu, i to czasu jak na dziennik wyjątkowo krótkiego. Zapiski pisarza nie obejmują nawet okresu jednego roku, dot. zaledwie jednego kwartału, okresu od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954r. Stało się tak też dlatego, że rok 1954 był w biografii i twórczości Tyrmanda rokiem przełomowym. Kim wtedy był Leopold Tyrmand? Wg. mnie po lekturze Dziennika...przede wszystkim był nonkonformistą i to przez duże N. Ale współcześni różnie go odbierali. Dla niektórych był nikim, człowiekiem przegranym, któremu podwinęła się noga. Wariatem, co nie chce zrozumieć dziejowej konieczności i nie bierze udziału w realizacji postulatów socrealizmu. Dla niektórych był barwną postacią Warszawki, cynicznym bikiniarzem w kolorowych skarpetkach, arbitrem elegancji, propagatorem zachodnich nowinek. Dla niektórych był wzorem postawy niezłomnej, człowiekiem, który niedostatek i brak możliwości publikowania przedłożył nad ewentualną karierę i zaszczyty – z lojalności dla swoich przekonań. Dlaczego przez wielu uważany był za człowieka o niezłomnej postawie? Z wielu powodów, ale wg. mnie najbardziej jaskrawym tego przykładem może być powód, dla którego stracił pracę w Tygodniku Powszechnym - wraz z całą redakcją – odmówił druku nekrologu Stalina w wersji podyktowanej przez władze. Został wtedy, podobnie jak inni pracownicy Tygodnika obłożony nieoficjalnym zakazem druku. Utrzymywał się z przypadkowych zajęć: korepetycji, pisania reklam i sprzedaży własnych opowiadań na scenariusze filmowe. Tyrmand był człowiekiem z twardym karkiem i twardym charakterem, w żadnym wypadku nie był chorągiewką wiejącą zgodnie z wiatrem komunistycznym.Był także człowiekiem kochającym życie we wszystkich jego przejawach i człowiekiem mającym w nosie co o nim myślą i mówią, m.in. miał szesnastoletnią kochankę, która w dodatku była od niego o głowę wyższa. Wiedziało o tym całe miasto i wszyscy „postępowi pisarze” (jak sam pisze )zazdrościli mu tego i nienawidzili go za to z całej duszy.I ja mu zazdroszczę. Czego? Tego, że potrafił żyć tak, jak sam chciał, a nie tak, jak tego od niego oczekiwano. To ogromny dar, a wolność, którą wybrał jest najważniejsza. Każdy z nas ma wielkie plany, marzenia, ale niewielu ma możliwość i odwagę je realizować i żyć po swojemu. Tyrmand potrafił. I chwała mu za to.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji