Coraz więcej ludzi czuje się dzis "zauroczonymi" i poszukuje osób odczyniających uroki. Niekiedy udają się do Kościoła, aby poddać się wyzwoleniu od tego, co odczuwają jako złowrogie działanie Szatana.Wzmożone poszukiwanie nowych doznań poprzez narkotyki i wyzwoloną seksualność, niszczenie człowieka przez pornografię i skazywanie go na śemieć poprzez aborcję, otwierają wrota, poprzez które może się nieraz prześlizgnąć "diaboliczny mściciel" Zła.
Nudno o egzorcyzmach
(2008-03-19)
Bartosz
Soczówka
Więcej o recenzencie
Nie jestem zadowolony, gdy przychodzi mi wyrazić krytyczną opinię na temat przeczytanej książki, albowiem mam wówczas pretensje do samego siebie o zły dobór lektury. Dokładnie tak czułem się jednak po przeczytaniu "broszurki", bo trudno jest mi to nazwać literaturą, pod tytułem "Dziennik egzorcysty".
Przyznaję, że książkę zamawiałem z katalogu, stąd już na wstępie zaskoczyły mnie jej parametry - 107 stron, małego formatu, pisane zbyt dużą czcionką. Nie liczy się ilość, tylko jakość - pomyślałem i zabrałem się za lekturę...
Na pierwszych 30 stronach dowiadujemy się, czym są egzorcyzmy w rozumieniu Kościoła katolickiego, jakie były ich początki, czemu mają służyć itd. Przyznaję, że ta część książki jest dość interesująca, zwłaszcza fragment opisujący, w jaki sposób weryfikuje się "kandydatów" do przeprowadzenia nań egzorcyzmów oraz jakie są znaki, po których egzorcysta stwierdza działalność diabła. Poznajemy również charakterystykę obrzędów liturgicznych towarzyszących egzorcyzmom oraz słynne ryty symboliczne.
Następnie przechodzimy do sedna, czyli dziennika egzorcysty, który na przestrzeni kilkudziesięciu stron jawi nam się bardziej, jako rocznik, aniżeli dziennik. Ponad 50 stron opisów rozmaitych wizyt, kontaktów, listów, z jakimi stykał się tytułowy egzorcysta. W zamyśle autora miało nam to zapewne dać obraz jego codziennej pracy i problemów, z którymi się zmaga. Jednakże banalność i ogólność tej części książki osiąga cel dokładnie odwrotny. Z każdą stroną zastanawiałem się coraz bardziej, po co ja to czytam i czego się tak naprawdę dowiaduję. Niestety, ale pewien poziom ogólności po prostu jest dla mnie kpiną z czytelnika i tutaj dokładnie z tym się zetknąłem. Każdy przypadek to raptem kilka zdań, kompletnie bez ładu i składu i co najgorsze bez wniosków i informacji, które czytelnika najbardziej interesują. Wiało nudą i pustką, po której nastąpiło krótkie podsumowanie i to by było na tyle.
Osobom, które chciałyby się bliżej zapoznać z tematem polecam szereg innych pozycji, albowiem "Dziennik..." jest zdecydowanie przesadnie skromny i ogólny.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji