Pełny opis produktu: Dzienniki 1950-1962
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Sylvia Plath
- Wydawnictwo:
-
Prószyński i S-ka
, Czerwiec 2004
- ISBN:
- 83-7337-739-5
- Liczba stron:
- 670
- Wymiary:
- 166 x 240 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Sylvia Plath
Sylvia Plath prowadziła dziennik od jedenastego roku życia aż do śmierci w wieku lat trzydziestu. Z pełną energii bezpośredniością, opisywała swe odczucia, przemyślenia i codzienne perypetie. Pamiętniki te nie tylko stanowią główne źródło jej wczesnych utworów, ale i składają się na intymny portret artystki, która w ostatnich siedmiu miesiącach swojego życia stworzyła wiersze tak niezwykłe, iż zapewniły jej pozycję jednej z największych poetek dwudziestego wieku. Poniższy zbiór pomija pamiętniki z wczesnej młodości Plath i skupia się na latach 1950-1962, z którego to okresu pochodzą dwadzieścia trzy dzienniki lub zbiory zapisków znajdujące się w posiadaniu Smith College. Kolekcja ta dokumentuje lata studenckie autorki w Smith College w stanie Massachusetts (przerwane załamaniem nerwowym w roku 1953) i Newnham College w angielskim Cambridge, jej małżeństwo z poetą Tedem Hughesem oraz dwa lata spędzone w Nowej Anglii.
Wydanie to zawiera również pełny tekst dwóch dzienników rozpieczętowanych przez Teda Hughesa tuż przed jego śmiercią w roku 1998. Pierwszy pochodzi z sierpnia 1957, kiedy to Plath powróciła do Northampton, Massachusetts, aby wykładać na anglistyce w Smith College. W dzienniku tym opisuje, jak trudne było podjęcie decyzji o porzuceniu intratnej posady akademickiej na rzecz pisarstwa. Stanowi on także kronikę okresu spędzonego w Bostonie, gdzie para poetów dołączyła do kręgu literatów skupionych wokół osoby Roberta Lowella. Drugi dziennik zaczyna się w grudniu 1958 opisami prywatnych sesji terapeutycznych Plath, a kończy w listopadzie 1959, kiedy z mężem decyduje się na powrót do Anglii. Zbiór uzupełniają fragmenty napisane w domu w hrabstwie Devon w Anglii, gdzie Plath i Hughes mieszkali z dwójką swoich dzieci, Friedą i Nicholasem, do czasu rozpadu swojego małżeństwa w roku 1962.
Dzienniki Sylvii Plath zostały opracowane oraz opatrzone przypisami i indeksem przez Karen V. Kukil, kustosza działu rzadkich książek Smith College, która od trzynastu lat opiekuje się kolekcją pamiątek po Sylvii Plath oraz udostępnia ją naukowcom i studentom.
Książka objęta patronatem Merlin.pl
- Dzienniki 1950-1962
- Autor:
-
Sylvia Plath
Przekładaniec błota i marmuru
Michał
Radgowski
Czy ten dziennik jest szczery? Autorka żartuje sobie na ten temat, powiadając, że "oscyluje między kobiecym paplaniem, którego tak nienawidzę, a cyniczną pozą, której wolałabym unikać". Istotnie, kobiece paplanie pojawia się tu i ówdzie w postaci opisu strojów, przyjęć, śmiesznych przyjaciółek, nawet przypalonych garnków. W tych drobiazgach ujawnia zresztą Sylvia swe poczucie humoru i łatwość obserwacji. Jej charakterystyki osób ze środowiska wykładowców i elity pisarskiej są wysokiej próby i trudno tu mówić o jakimś "paplaniu". Na przykład o wykładowcy anglistyki, panu Van Voris, pisze: "blady, ma usta przypominające ślimaka rozpłaszczonego do ślizgu - jego miny zawsze pozostają na twarzy odrobinę za długo". O pannie Hornbeak: "równie miła jak pogoda na przylądku Horn". Sylvia podkreśla jednak z naciskiem, że stara się być szczera i trudno w to wątpić, zwłaszcza gdy osądza surowo swe wady i poczynania, lenistwo i "paraliż bezużyteczności", wrogość wobec matki, rozbuchaną zazdrość lub też gdy wypowiada opinie, które nie mogą się podobać, np. "kocham ludzi jak filatelista kolekcję znaczków". (...)Wikłając się w różne sprzeczności, spoglądając na życie z "obiektywną ciekawością", autorka dziennika koncentruje się jednak na swym życiu wewnętrznym. Najistotniejsze myśli dotyczą rozważań o życiu, miłości, małżeństwie, twórczości. Odnosi się wrażenie, że Sylvia pragnie normalnego życia, które bywa udziałem innych. Notuje: "Chciałabym żyć życiem pełnym konfliktów, balansować między dziećmi, sonetami, miłością a stertą brudnych naczyń; bębniąc, wybijając aprobatę życia na fortepianach, na narciarskich stokach i w łóżku, w łóżku, w łóżku". W tym zestawie najłatwiej pojawiała się sterta brudnych naczyń... (...) Z dziennika łatwo wywieść, że ta piękna, utalentowana kobieta przeżywała liczne lęki, które niszczyły jej psychiczną odporność. We wstępie do dziennika umieściła cytat z Yeatsa: "Zaczynamy żyć dopiero wtedy, gdy stwierdzamy, że życie to tragedia". Kiedy miała 18 lat, dręczyły ją myśli o starości ("nie wiem, jak ludzie mogą znieść starość"). Mając świadomość własnego talentu, zaczynała nagle dywagować o tym, że jest "kupą śmiecia", "konglomeratem wymieszanych skrawków", że nosi piekielny ciężar odpowiedzialności i lęku przed ostatecznym sądem nad sobą. Nade wszystko lękała się śmierci własnej wyobraźni. Potęgowały jej strach nietrafne, jak sądziła, wybory życiowe. Kiedy pracowała na uczelni, dręczyła ją myśl, iż marnuje czas, który mogłaby poświęcić pisaniu. Kiedy zaś uwolniła się od tego na ogół niewdzięcznego zajęcia, odczuwała lęk z powodu nieproduktywności pisarskiej, bo przecież w nowej sytuacji nie mogła się tłumaczyć nawałem zajęć w college'u. Ratowała się, powierzając dziennikowi różne dyscyplinujące zamierzenia. To może jeden z najbardziej wzruszających wątków tego dokumentu. Sylvia obiecuje sobie, że nie będzie więcej pić ani marnować czasu, że będzie przebywać więcej z samą sobą, że będzie czytać tylko wielkich poetów, a nawet że pozbędzie się strachu i destrukcyjnych myśli. Zalecenia ze szkolnych lat tchną miłą naiwnością, jak choćby to: "Kilka razy w tygodniu pozwolę sobie na randkę, pod warunkiem że przeczytam przewidzianą na ten dzień liczbę stron". Trudno jej było jednak uporać się z chandrą i depresją, skoro od pierwszych zapisków pojawiają się - w różnym nasileniu - myśli o samobójstwie. Sylwia je odpycha. Przestań - pisze - myśleć o żyletkach i skończeniu z sobą. Mimo to pierwszej próby samobójczej dokonuje w 1953 roku. Kiedy już wydobrzeje, zapragnie napisać powieść "o miłości i samobójstwie". Nigdy chyba nie pozbędzie się myśli, że "życie to przekładaniec błota i marmuru". Jej życie było zadziwiająco krótkie i tak nieszczęśliwie przerwane. Jednak "Dzienniki" sprawiają wrażenie, że było długie i intensywne. Równie bogate jak poezja, która ocalała.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Konfesyjna
(2007-01-19)
Małgosia
Warda
Więcej o recenzencie
Dzienniki są opowieścią odartą z kłamstwa i wstrząsającą tak bardzo, że może ona budzić strach. Są twardym i krytycznym obrazem nie tylko samej poetki, ale też czasów i powojennego społeczeństwa lat 50-tych i 60-tych XX w.
Sylvia od dziecka chciała być pisarką, mając zaledwie dwanaście lat zaczęła pisać dziennik, który prowadziła aż do swojej śmierci. Pisanie traktowała bardzo poważnie. W listach do matki tłumaczyła: "Muszę pisać, nawet gdybym niczego nie miała opublikować, ponieważ w ten sposób nadaję ład płynnej egzystencji".
Książka, która dzisiaj trafia w ręce czytelników, ogrodzona sztywną oprawą i ułożona chronologicznie, tak naprawdę powstawała przez całe życie Sylvii. Pisana była wszędzie i na wszystkim: na papeterii hotelowej, na chusteczkach higienicznych, w zeszytach, na kartkach od maszyny. Wszystko, co można powiedzieć o życiu poetki znajduje się właśnie tutaj. Nie jest to lektura łatwa. Nie należy oczekiwać po niej zaskakujących zwrotów akcji, pochłaniającego romansu, czy wielkich dramatów. To opowieść o życiu, o codzienności, pisana "z potrzeby serca", dzień po dniu, rok po roku. Na kartach tej grubej i trudnej książki Plath komentuje otaczającą ją rzeczywistość, tworzy portrety ludzi, którzy pojawili się w jej życiu, niezwykle plastycznie opisuje przyrodę, mówi o swoich marzeniach, rozczarowaniach, miłościach, opowiada też o nudnej codzienności i ważnych wydarzeniach, takich jak poród czy pobyt w szpitalu dla umysłowo chorych. Dzienniki pozwolą nam odnaleźć klucz do dramatu poetki i do jej samobójczej śmierci.
Spuścizna Plath jest niewielka: zostawiła po sobie jedną, ale za to kultową powieść "Szklany klosz", kilka opowiadań, dwa tomiki poezji. Może właśnie dlatego prywatne zapiski, "Dziennik 1950- 1962", wydają się być najpełniejszym, opasłym dziełem, które wyszło z pod pióra Sylvii. Dziełem, które ukazało się drukiem niemal czterdzieści lat po śmierci autorki. Dziełem, które obnaża Sylvię, a to, co zawiera, wydaje się niezwykle cenne, poetyckie i ma ogromną literacką wartość.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Najlepsze dzieło Plath
(2005-08-09)
vrediana
Więcej o recenzencie
Co przyciąga ludzi do twórczości Sylvii Plath? Im bardziej ją poznaję, tym bardziej mi się wydaje, że to ten nimb tajemniczości i wpisane w biografię samobójstwo czynią ją autorką czytaną. "Szklany klosz", który wcale nie jest najlepszy z książek "psychiatrycznych", wabi. Tylko czym? I dlaczego?
"Czy egoistyczna, zazdrosna, pozbawiona wyobraźni egocentryczka może napisać cokolwiek wartego czytania?", pyta siebie Plath. No właśnie, chyba nie. Żaden z jej wierszy, żadne z jej opowiadań nie zrobiło na mnie wrażenia. W jej twórczości nie znalazłam niczego ponad przeciętność. "Dziennik" – literacko zaledwie poprawny, jak wszystkie jej utwory, jest jednak genialnym świadectwem jej życia, wspaniałą autoanalizą, studium przypadku – bo kto zna Plath lepiej niż ona sama siebie? Zadziwia jej autointracepcja – Sylvia, rozpoczynając pisanie dziennika, ma 18 lat, a dojrzałość dorosłej, samoświadomej kobiety.
Ciężko ją polubić, ja nie zdołałam. Autoironia, dystans nie przekonują. Plath sprawia wrażenie, jakby podobał jej się własny egocentryzm. Najwyraźniej ma się za lepszą od "kur domowych i ludzi z polio", których opowiadania są drukowane, w przeciwieństwie do jej własnych. Boi się, że "przeżyje życie, nie żyjąc naprawdę", ale skupia się na robieniu wiwisekcji tego stanu, zamiast przeżywania tego życia, którego nie chce zmarnować. Jedyną cechą, jaką u niej podziwiam, jest samozaparcie w dążeniu do celu – Plath chce pisać i całe swoje życie temu podporządkowuje.
Wprawkę w pisaniu ma już w dzienniku, który – jak myślę – jednocześnie jest jej autoterapią i albumem chwil minionych. Ta autoanaliza, to studium przypadku to genialne dzieło psychologii poznawczej i klinicznej, a przy tym świetny przykład dla czytelników – tak właśnie powinniśmy znać sami siebie. "Dziennik" jest lekturą trudną, emocjonalnie ciężko go unieść. Trzeba go czytać długo, po kilka stron dziennie, przemyśliwać, analizować, robić notatki. Dwa miesiące na czytanie to dla tej książki nie jest dużo. A jeśli się oddzieli swoje emocje wobec autorki od poznawczego charakteru tekstu, dostanie się do rąk coś absolutnie wyjątkowego.
To najlepsze, co Plath napisała, żeby nie rzec, że właśnie do napisania tej książki została stworzona.
Lekturę należy koniecznie uzupełnić o "Boga bestię" Alvareza.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji