Koszyk pusty
- polecamy
-
- Born Villain
- cena: 39,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
- Metal Box Vol. 1
- cena: 92,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
- Lunch Box
- cena: 29,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 3 recenzji (Dodaj własną)
Artur Telakowiec Więcej o recenzencie
Tego albumu najlepiej słuchać samemu, najlepiej w słuchawkach, gdzie nikt nie ma dostępu, w ponury deszczowy dzień oraz w totalnej nostalgii i zamuleniu. Co jest zasługą tego ponurego do szpiku kości klimatu? Przeszywający głos wokalisty, czy też jego kompozycje? Myślę, że jedno i drugie jest pasujące. Nie jest to metal. To jest klimatyczny, psychodeliczny hard rock. W ogóle nie jest to ostra płyta. W większości metalowych zespołów za ciężkość odpowiedzialne są gitary. Tu gitary nie dominują, ale przesyłający ciężkie fale do mózgu głos MM. Słyszałem poprzednie dokonania zespołu - nie wciągnęły mnie, aczkolwiek metalu słucham. MM nie przypadł mi do gustu, lecz ta płyta to po prostu perła! Dla fanów dołującej i klimatycznej muzyki to pozycja wręcz obowiązkowa! Co z tego, że posądzali go o satanizm. Co z tego, że ma taki a nie inny wizerunek. Można go kochać, albo nienawidzić. Ale za taką muzę?!!! Album otwiera długa, wręcz hipnotyczna kompozycja "If I Was Your Vampire". Zamknięte oczy. Mgła. Cmentarz. Las. Ciemność. Przeżycia osobiste... Coś niesamowitego... Potem mamy singlowy "Putting Holes In Happiness", który zaskakuje ciekawą gitarową solówką, dość długą, nieszablonową i urozmaiconą. Również klimat godny pochwały. "The Red Carpet Grave" zamula jeszcze bardziej, a zwłaszcza ta solówka w środku piosenki. W ogóle płytę przepełniają liczne solówki. To esencja gitarowej muzyki! "They Say The Hell's Not Hot"... ale tytuł! I tu mamy zupełnie innego Mansona. Melodyjny jak cholera, wręcz popowy, romantyczny jak nigdy. To na pewno MM? "Just A Car Crash Away"... kojarzy mi się z klubem, w którym wszyscy siedzą zapatrzeni przed siebie, zamuleni a wszędzie ponura poświata, za oknem mgła i deszcz, jakiś gość w kącie popalający papierosa... Najlepszym wg mnie utworem z tej płyty jest "Heart-Shaped Glasses". Melodia i aranżacja - boskie. Oczywiście mimo chwytliwości piosenki i wręcz pewnej "wesołkowatości" niczym z lat 60 (ta perkusja z basem...) jest to jak reszta albumu - zamułka. "Evidence" - Tylko siedzieć i słuchać w zamknięciu! Reszta płyty... Już mnie nie wciąga, bo nie jest już tak chwytliwa. Może jeszcze to "Mutilation...". Płyta nawet nie dla koneserów. Bo to naprawdę dobra muzyka. Trzeba się tylko w nią wciągnąć... wciągnąć... wciągnąć...
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Justyna Sobczak Więcej o recenzencie
Nigdy nie należałam do ludzi słuchających tego typu muzyki. Aczkolwiek nowo nagrany album przez Marilyna skusił mnie do zakupu. Zazwyczaj, kiedy słuchałam jego "kawałków", słyszałam mocny głos z mocną muzyką, przyprawiającą wielu o ból głowy. Porównując te piosenki do tamtych, słyszę wielką różnicę! To już nie ten sam Marilyn Manson! Jego muzyka jest (w co trudno uwierzyć) dużo lżejsza i przyjemniejsza dla ucha, a więc album "Eat Me, Drink Me" spodobał mi się! Daję 4, ponieważ nie podobają mi się 3 piosenki.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
dawid cieśla Więcej o recenzencie
Jerry Fletcher napisał o albumie „Eat Me, Drink Me” następująco: „Prawdę mówiąc, miejscami odnosiłem wrażenie, że słucham The Cure”. Zagorzali fani „diabelnego” Mansona w tym miejscu mają prawo wykrzywić twarz w grymasie dezaprobaty (zresztą miłośnicy The Cure pewnie też...), lecz przytoczone porównanie istotnie zdaje się mieć potwierdzenie w tym, co dane nam jest usłyszeć na płycie. Otóż, kryjący się pod teatralną maską zła wszelakiego, okryty makijażem z piekielnych czeluści rodem i przywdziewający szatańskie rogi Marilyn Manson postanowił zwolnić tempo, odrzucić mocne, mięsiste heavy metalowe brzmienie i nagrać album spokojniejszy, bardziej stonowany, a nawet rzec by można nieco popowy. I choć prawdą jest, że w prezentowanych kawałkach przeważa nastrój gotyku i mroku, a charakterystyczne dla artysty wątki industrialne przeplatają się tu i tam, to jednak zwolennicy brzemiennie ciężkich, szybkich i rzężących riffów poczują się zawiedzeni. Winna zmianie nastroju na spokojniejszy wydaje się być tematyka kompozycji, bowiem Manson tym razem uraczył słuchaczy utworami miłosnymi – w swoim, naturalnie, wydaniu (niezaspokojone pożądanie, niespełnienie, dręczący zawód, wszędobylski i bezwstydny sex). Tak więc dla wszystkich pragnących zapoznać się z tą bardziej stonowaną stroną znanego skandalisty muzycznego, „Eat Me, Drink Me” jest zdecydowanie pozycją obowiązkową. Dla reszty zaś płyta stanowi co najmniej ciekawostkę. Od strony stricte muzycznej bez zarzutu – profesjonalnie nagrane instrumenty, chwytliwe kompozycje, solówki na wysokim poziomie. Tylko że to nie „ten” Manson...
(5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























