11 jointów, 38 minut...
(2008-09-12)
Michał
Kastek
Więcej o recenzencie
...czyli Mike Skinner prezentuje 4 płytę. Ostatnio wszyscy słyszeli, że ta płyta to już przeszłość, że pracuje nad swoim 5 albumem - jednocześnie ostatnim (jako zatwardziały ateista jestem w stanie iść do Częstochowy, byle tylko te słowa nie okazały się prawdą). Kiedy kupowałem przedostatnią jego trzecią płytę, w "Machinie" napisano, że to genialny materiał, ale to wykończenie tego co prezentował. Myślę, że recenzent po przesłuchaniu tej płyty odszczeka to. Płyta zawiera 11 kawałków, nie liczcie, że coś przewiniecie, nie ma mowy, każdy kolejny kawałek ma w sobie to co najlepsze w The Streets. Jest melodyjnie, jest genialnie, są teksy, jest szybko, jest smętnie, jest wspaniale. Jeżeli ktoś kupił 3 płyty poprzednie i tego nie żałował, nie musi się zastanawiać 5 minut nad zakupem tego materiału, naprawdę warto. Jeżeli ktoś dopiero teraz poznaje Mike'a to również ta płyta jest dla niego. W dobie wszechogarniającej papki, która przeżarła w ostatnich miesiącach rap, ta płyta udowadnia, że są jeszcze ludzie, którzy robią to tak jak należy, ot tak, najlepiej jak się da. W listopadzie możecie zobaczyć The Streets w Stodole (polecam, bo energia, którą ma w sobie Mike jest warta tego), ale zanim tam się wybierzecie, możecie sprawić sobie płytę, od której ciężko się opędzić.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji