Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Festung Breslau
Średnia ocena z 22 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Marek Krajewski
- Wydawnictwo:
-
WAB
, Sierpień 2006
- Seria:
-
Mroczna
- ISBN:
- 83-7414-210-3
- Liczba stron:
- 288
- Wymiary:
- 125 x 195 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Marek Krajewski
Wrocław, wiosna 1945 roku. Sześćdziesięciodwuletni, zawieszony w obowiązkach oficer Eberhard Mock prowadzi prywatne śledztwo w sprawie zabójstwa pasierbicy znanej antyfaszystki. Doświadczony przez życie bohater przemierza bombardowane miasto, nieustannie narażając się na śmierć. Musi wybierać pomiędzy potrzebą wyjaśnienia sprawy a chęcią zapewnienia bezpieczeństwa żonie, pomiędzy ucieczką z Breslau a pozostaniem w mieście.
Festung Breslau to mistrzowsko skonstruowany kryminał, czerpiący z najlepszych tradycji gatunku, niebanalny i zaskakujący. Znakomity język współtworzy zagadkowy nastrój, trzymająca w napięciu intryga powoli odsłania przed czytelnikami swoje tajemnice, postacie są interesujące i niejednoznaczne. Krajewski z niezwykłą dokładnością kreśli obraz dawnego Wrocławia. Tym razem czytelnik prowadzony jest także przez podziemną część miasta, zamienionego przez Niemców w twierdzę.
Stali czytelnicy odnajdą w czwartej części cyklu to, co w nim najlepsze, dla nowych stanie się ona z pewnością początkiem lekturowej przygody.
- Festung Breslau
- Autor:
-
Marek Krajewski
Najsłabszy, ale jednak Marek Krajewski
(2010-03-03)
Ewa
Karbowska
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
"Festung Breslau" to, moim zdaniem najsłabsza literacko część cyklu. Niewątpliwie utalentowany, umiejący operować słowem autor, filolog klasyczny - Marek Krajewski sprawia, tym razem, czytelnikowi zawód. Bo wprawdzie język opowieści równie ładny i sprawny, jak w poprzednich częściach, ale fabuła, ze wszystkimi jej zawiłościami, konstruowana mocno na siłę.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Breja
(2009-11-24)
Sylwek
Więcej o recenzencie
To moja druga książka Krajewskiego. Jednocześnie ostatnia. Rozumiem, że pan Krajewski uważany jest za autora oryginalnego, ma świetne recenzje (w tym od red. Czubaja)oraz grono wielbicieli swojego talentu.
Jeśli jednak wziąć emocje na bok i z kolejnej brei zgotowanej przez autora wyciągnąć składniki podstawowe to otrzymamy: fabułę godną serialu science fiction dla młodziezy w wieku mocno przedgimnazjalnym, postaci równie wiarygodne co kolejni przeciwicy w Batmana oraz, jakże by inaczej, TE OPISY przedwojennego Wrocławia. Dla mnie na poziomie wypracowania licealnego po wycieczce do muzeum.
Myślę, że powyższe trudno zanegować na poziomie logicznego wywodu, dlatego przyjmuję że oryginalność Krajewskiego polega na tych składnikach brei, które nie decydują o jej wartości odżywczej ale nadają jej TEN niesamowity smak. Znajdziemy więc wszelkie odmiany złą, bólu, brudu, perwersji, orgii, chorób, tortur, krwi, plwocin, rzygowin oraz wszelkich nnych wydzielin, które może z siebie odprowadzić ludzki organizm w sposób mniej lub bardziej naturalny. Im mniej naturalny, tym lepiej oczywiście. Krajewski wypełnia tym wszystkim każdy akapit powieści, każdy scenę, każdy wątek poboczny. Nie oszczędzi żadnej z postaci, choćby najbardziej epizodycznej. Jeśli już jest dziecko, to najlepiej je zdeprawować a potem dać mu pistolet by zabił swojego kolegę. A jak już się trafi, ktoś na trzy zdania- to przynajmniej można go obdarować terminalnym nowotworem.
Ja rozumiem takie rzeczy jak prawa gatunku czy konwencja literacka. Warto jednak czytelnikom uświadomić że granica zdrowia psychicznego jest znacznie cieńsza od granicy życia i śmierci, nawet jesli pan Krajewski uważa inaczej.
Zamiast tego robi się klakę kolejnej wydmuszcze literackiej, na co od biedy mozna machnąć ręką. Ale na Boga! ktoś to potem czyta i to już jest straszne. Straszniejsze niż kolejna breja Krajewskiego.
(8 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
pożegnanie Mocka?
(2009-02-17)
Monika
Bojanowska
Więcej o recenzencie
Decyzją niemieckiego dowództwa – miasto Wrocław, wtedy jeszcze Breslau- miało się stać twierdzą. Zamknięci w kleszczach oblężenia mieszkańcy i nie tylko, musieli chcąc czy nie chcąc brać udział w jego obronie. Nikt nie miał złudzeń, że obrona jest tylko aktem rozpaczy, strachem przed posądzeniem o zdradę. Dzień po dniu rosyjskie bombardowania zmuszały do wycofywania się i oddawania po kawałku ginącego miasta Breslau.
Nie wszyscy mieszkańcy i żołnierze byli zajęci obroną i obowiązkiem wobec ojczyzny i Hitlera. Eberhard Mock – znany policjant zwany „ślepym psem sprawiedliwości” ma kolejne śledztwo do przeprowadzenia. W dawnym mieszkaniu rodziny von Mognitz, słynącej z antyfaszystowskich przekonań, zostaje brutalnie zgwałcona i zamordowana 17-letnia dziewczyna. Sposób pozbawienia życia wskazuje na rosyjskich żołnierzy , którzy mieli tę właściwość, że palili, grabili i przede wszystkim gwałcili nie bacząc na wiek. Jednak Eberhard Mock nie daje się zwieść pozorom. Podejmuje trop i teraz nikt i nic nie jest w stanie odwieźć go od dociekania prawdy. Nawet żona Karen, która daremnie błaga go o skorzystanie z okazji i opuszczenie miasta zanim wkroczą Rosjanie.
Eberhard Mock pomimo przeciwności, którymi są nie tylko wybuchające na każdym kroku pociski rosyjskiej artylerii, ale i sami Niemcy, mozolnie prowadzi swoje śledztwo. Nie odpuszcza nawet, gdy nękany zadawanymi torturami, jest „proszony” od porzucenia dochodzenia. Prawda przede wszystkim.
Szkoda, że to już ostatnia część przygód wrocławskiego detektywa Mocka. Mocka, który pomimo swego zaawansowanego wieku nie traci swego wigoru i seksualnej sprawności. Myślę, że autor tej rewelacyjnej serii, na pewno nie zamilknie. Może Mock nie zmartwychwstanie, ale kto wie czy nie powróci w innym wcieleniu.
(2 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Papierowa twierdza
(2008-10-03)
Meszuge
Więcej o recenzencie
Na Krajewskiego namówili mnie znajomi. Mówili o różnych Breslauach namiętnie choć mało konkretnie i w końcu uległem. Pożyczyłem i przeczytałem "Widma w mieście Breslau". No cóż... na szczęście nie kupiłem tej książki, bo w takim wypadku domagałbym się od znajomych zwrotu wyrzuconych pieniędzy. Znajomi podczas "rozmowy na temat" bardzo byli poruszeni moją opinią, ale natychmiast pośpieszyli zapewnić mnie, że miałem po prostu pecha i trafiłem na najgorszą jego książkę. Jak przeczytam inną, to już na pewno mi się spodoba. I tak pożyczyłem i przeczytałem "Festung Breslau". Fakt, jest lepsza niż "Widma". Problem jednak w tym, że lepsza nie oznacza - dobra. Książek i filmów o dniach ostatnich dostatek jest wielki ("Ostatnie dni Sodomy", "Ostatnie dni Pompei" i wiele innych). Spróbował tego zabiegu jako tła powieści kryminalnej (czy aby na pewno jest to powieść?) Krajewski i... moim skromnym zdaniem, nie za bardzo mu się to udało. Część Breslau zajęli już Rosjanie i z niewiadomych przyczyn chwilowo nie posuwają się dalej. Krajewski jakby od czasu do czasu przypomina sobie o realiach, które stworzył i dorzuca zdanie o jakichś dymach czy wystrzałach, bez którego czytelnik mógłby zapomnieć, że akcja dzieje się w oblężonym mieście. Pomijając ostatnie rozdziały, wojna, oblężenie, walki, są raczej mało przekonujące. Podczas dni ostatnich powinno panować rozpasanie i w ogóle tendencja do użycia aż do przesytu, bo to przecież może być ostatnia okazja. W związku z tym Krajewski opisał orgię. Ośmioosobową, w sali gimnastycznej. Orgia jest równie nieprzekonująca jak i oblężenie. A może jeszcze mniej. Bohaterem jest oczywiście znowu policjant Eberhard Mock - tym razem zawieszony w obowiązkach, sześćdziesięciodwuletni, co chwilę boleśnie zdający sobie sprawę z utraty sprawności (o dziwo w każdej dziedzinie poza seksualną) wynikającej z podeszłego wieku. To wszystko też sprawiało dość sztuczne wrażenie. Jakby Mock obudził się z letargu po 25 latach i jeszcze nie mógł się oswoić i przyzwyczaić, że nie ma już dawnych sił. Mock, wraz z bratem, który zresztą szybko schodzi ze sceny, znajduje potwornie pokaleczoną i zgwałconą dziewczynę, która wkrótce umiera. Początkowo wydaje się, że to dzieło rosyjskich żołnierzy, wreszcie jednak wychodzi na jaw, że to jednak sprawka Niemców. Obsesyjnie sprawiedliwy Mock rozpoczyna prywatne śledztwo. Staje się ono szybko ważniejsze od jego żony (o gosposi nie wspomnę), a nawet od własnego życia i bezpieczeństwa. Połączenie brutalnego mordu z biblijnymi błogosławieństwami wydaje się równie absurdalne, jak więźniarka wydająca polecenia komendantowi obozu czy rażące przerysowania charakterologiczne. I takim właśnie akcentem rozstaję się z "dziełami" pana Krajewskiego na zawsze.
(11 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Niewypał
(2007-02-23)
Mateusz
DALLALI
Więcej o recenzencie
Niestety, ostatnia powieść Marka Krajewskiego o radcy kryminalnym Eberhardzie Mock’u jest jednym wielkim niewypałem.
Historia ostatniego śledztwa starego policjanta jest nieciekawa. Braki w narracji autor nadrobił nadmiernym rozpisaniem powieści. Już mniej więcej w połowie czytania, czytelnik zna rozwiązanie zagadki morderstwa. Dalsze czytanie jest już tylko nudną formalnością, podczas której czytelnik z utęsknieniem wyczekuje końca.
Autor nie zadał sobie najmniejszego trudu aby sprawdzić najbardziej elementarne fakty historyczne.
Słynny, wielki, morderczy nalot na Drezno Alianci przeprowadzili w dniach 13-14 lutego 1945 r. A radziecki pierścień oblężenia wokół Wrocławia zamknął się dnia 16 lutego 1945 r. W przeciągu trzech dni, Mock miał zostać ciężko ranny i poparzony, wydobrzeć a potem jakimś cudem znaleźć się w okrążonym mieście, w pełni sił i z czarną maską skrywającą jego zagojone blizny.
Niech czytelnik sam oceni...
Rażą i denerwują niezliczone błędy w nazwach stopni wojskowych i policyjnych (np. „SS-Sturmbahnführer” zamiast „SS-Sturmbannführer”).
Komendant obozu na Bergstrasse raz jest porucznikiem (SS-Obersturmführer), raz podpułkownikiem (SS-Obersturmbannführer), a raz generałem broni (SS-Obergruppenführer)!
Podczas lektury, te dziwne promocje i degradacje występują ustawicznie tak, że nie wiadomo już co myśleć o takiej karuzeli.
Na dodatek wszyscy wymienieni w powieści esesmani paradują w czarnych uniformach, kiedy jest powszechnie wiadome, że członkowie tej formacji zakładali czarne uniformy jedynie w dniach świąt państwowych i podczas oficjalnych uroczystości.
Sam Mock nosi stopień, który nigdy nie istniał: „Hauptmann und Polizei-Hauptsurmführer”. A na dodatek dowiadujemy się, że jest członkiem V wydziału RuSHA.
Autor myli dwie niemieckie instytucje: „Rasse und Siedlungshauptamt” – Główny Urząd Rasy i Przesiedleń oraz „Reichssicherheitshauptamt” – Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy.
Dla niego jedna i druga instytucja - które różniły się diametralnie strukturą, zakresem zadań i działań – to jedno i to samo.
Nie wspominam już o innych błędach (np. używanie terminu „Volkstribunal” zamiast „Volksgericht”, wymienianie nieistniejących osób które miały rzekomo piastować kierownicze funkcje w niemieckim aparacie bezpieczeństwa i w niemieckim dowództwie obrony oblężonego Wrocławia...).
Wszystko to sprawia, że historia opisana w powieści jest absolutnie niewiarygodna, a lektura w miarę postępu staje się uciążliwa.
Tak bardzo zachwalana powieść jest w rzeczywistości gorzko rozczarowująca.
Obawiam się, że Marek Krajewski spoczął ostatnio na laurach.
(11 z 19 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Horror?
(2007-01-12)
Adam
Kossakowski
Więcej o recenzencie
Gdzieś przeczytałem, że Krajewski to niemal polski Akunin. Z całym szacunkiem, do Akunina Krajewskiemu jeszcze został kawałek. "Festung Breslau" to mroczna powieść ocierająca się o kryminał, horror. Autor epatuje brutalnością, płynami fizjologicznymi i kurzem. Okrutne, przewrotne, zgrabnie napisane, ciężkie. Nie polecam osobom z problemami emocjonalnymi, po co się dołować. "FB" skłania do myślenia, refleksji, trzyma w napięciu, czasem lżejszym, czasem mocniejszym. To z pewnością nie ostatnia historia o Mocku - i dobrze. Cieszę się, że pan Krajewski ma z czego żyć. Bo uczciwie zarabia na życie.
(4 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
To nie jest horror
(2007-01-07)
Dawid
Zysnarski
Więcej o recenzencie
Dziwię się recenzjom mówiącym o "horrorze"... to dla mnie powieść kryminalna z dosadnymi elementami grozy i przekonującymi zmysły, także dosadnymi, opisami sfer życia, o których - jak się wydaje - wiele osób zapomina. Druga sprawa, która mnie drażni w recenzjach, to zaskoczenie tym, jakoby otwartym zakończeniem książki i dopatrywanie się w tym fakcie chęci dalszego czerpania zysków z kolejnych przygód Eberharda Mocka. Jak dla mnie to żadne szczególnie otwarte zakończenie. Ale wiadomo - de gustibus non disputandum est... Festung..." wydaje się sprawniejsza literacko i ciekawsza, aniżeli "Śmierć w Breslau" i "Koniec świata w Breslau". Kunsztem dorównuje "Widmom...". Lubię cykl Krajewskiego także jako mieszkaniec Wrocławia (Breslau). Mieszkam tam, gdzie herr Mock pomieszkiwał ze swoim ojcem - w Tschantsch (tylko dlaczego w "Widmach..." jest to Księże Wielkie, a w "Festung..." - Księże Małe? Są zresztą w całym cyklu potknięcia topograficzne, jedno nawet całkiem spore...). No i duży minus wydawniczy "Festung Breslau" - korekta. Chyba robiona w wielkim pośpiechu. Zgroza.
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Takiej książki oczekiwałem
(2007-01-01)
Adam 69
Więcej o recenzencie
Przeczytałem wcześniej wszystkie książki z udziałem Eberharda Mocka, więc to już czwarta. Nie zawiodłem się, książka jest taka, jakiej oczekiwałem. Wydaje się, że czytając „Festung Breslau” trzeba mieć większe jeszcze rozeznanie w topografii Wrocławia, niż w przypadku pozostałych części cyklu. Tę książkę musiałem już czytać z polskim planem miasta, bo dla wyobrażenia sobie opisywanego systemu podziemnych ulic, nie wystarczało polegać na wyobraźni. Teraz z tym „podziemnym Wrocławiem” mam największy problem. Zadaję sobie pytanie, czy rzeczywiście ten system arterii był aż tak rozwinięty, czy było w tych opisach nieco fikcji, czy fragmenty tego systemu zachowały się do dziś? Muszę koniecznie czegoś jeszcze się o tym dowiedzieć. Mam mimo wszystko nadzieję, że to nie ostatnia powieść o Eberhardzie Mocku. Akcje poprzednich rozgrywały się w różnych latach, wcale nie chronologicznie, więc może będzie następna, której akcja rozegra się wcześniej? No tak, jeśli będzie jeszcze jedna książka, to akcja musi rozgrywać się wcześniej, bo przecież w „Festung Breslau” zginęli Wirth i Zupitza.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(22)