W drodze na kongres sejsmologiczny Beltrán Soler zatrzymuje się w przypadkowym hotelu i układa listę najważniejszych filmów obejrzanych w życiu- a tak naprawdę opowieść o dzieciństwie i młodości rozdartych między nixonowską Kalifornią a pinochetowskim Chile. Niezwykła historia o dojrzewaniu, o polityce i o popkulturze pióra naczelnego twórcy pokolenia McOndo.
Chilijska bildungsroman
(2008-11-16)
Łukasz
Najder
Więcej o recenzencie
Są przynajmniej dwa powody, dla których warto sięgnąć po tę książkę. Pierwszym z nich jest postać autora, Chilijczyka, Alberto Fugueta. Ten młody twórca, filmowiec i pisarz, wykazał się nie lada odwagą i rzucił wyzwanie tradycji realizmu magicznego - marce uznanej i szanowanej przez miliony czytelników na całym świecie. Mając już dość opowieści o melancholijnych dyktatorach, widmowych miastach, lewitujących dziewicach i gadającej faunie lasów tropikalnych Ameryki Południowej, postanowił zaproponować coś innego - coś, co bardziej oddaje ducha współczesnych czasów, niż enta książka Marqueza lub jednego z jego licznych epigonów. Wydał słynną antologię McOndo, w której umieścił teksty prozaików, podobnie jak on, łaknących zmiany w literaturze iberoamerykańskiej. Książka ta była jak wymownym sygnałem, że oto pojawiła się nowa generacja, która ma coś ciekawego i ważnego do powiedzenia. Pokolenie McOndo nie zamierzało jednak wyręczać się chwytami i tematami, które przypadały im w spadku po realistach magicznych. Ci z McOndo chcą pisać o nowoczesnej aglomeracji, popkulturowych inspiracjach i życiu współczesnych ludzi - zalogowanych, poddanych ciśnieniu reklam, nieszczęśliwych w miłości, chadzających po niebezpiecznych ulicach - domenach występku. Drugim powodem, dla którego warto przeczytać "Filmy mojego życia" jest to, że powieść chilijskiego buntownika - realizująca hasła McOndo - jest niezwykle ciekawą propozycją literacką, którą czyta się z zainteresowaniem i czystą przyjemnością. Uwagę zwraca ciekawy zabieg formalny, który polega na tym, że losy głównego bohatera - sejsmologa Beltrana Solera - poznajemy poprzez komentarze do filmów, które obejrzał w dzieciństwie i wczesnej młodości. W kontekście literatury iberoamerykańskiej jest to nie tylko intrygujące rozwiązanie techniczne, ale i sugestywne wykazanie kolejnej rozbieżności między Macondo a McOndo: Fuguet poprzez swojego narratora komunikuje nam, że siłą, która formuje tak jego, jak i jego rówieśników, nie jest już dalej folklor i oralne przekazy najstarszych członków rodziny, lecz popkultura i kino amerykańskie. W rytmie kolejnych produkcji hollywoodzkich, które chłonie Beltran, poznajemy skomplikowane losy jego bliskich, Kalifornię końca lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku i dramatyczną historię Chile za czasów dyktatury Pinocheta. Stajemy się też świadkami procesu dojrzewania Beltrana Solera, sejsmicznego chłopca, zaznającego wszelkich przyjemności i upokorzeń dzieciństwa i wczesnej młodości. Razem z nim przechodzimy przez inicjacje, ryty i próby, które stawia przed nim ten wytrawny gracz zwany życiem. Niespodziewanym efektem lektury "Filmów mojego życia" będzie konstatacja, że adolescencja przebiega podobnie w Chile, jak i w Polsce - równie boleśnie i radośnie.
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji