-
-
Angles
- The Strokes
-
cena:
59,99
zł
-
-
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Flamingo [Polska cena]
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Brandon Flowers
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2010
- Nr katalogowy:
- 2749996
- Sprawdź inne tytuły:
-
Brandon Flowers
Pierwsza solowa płyta Brandona Flowersa, lidera i wokalisty The Killers - "Flamingo" zawdzięcza swoją nazwę od jednej z podmiejskich uliczek Las Vegas, na której znajduje się sklep Sam's Town, w którym muzyk, jako nastolatek kupował płyty. "Wychowywałem się tam, więc jest bliska mojemu sercu" - wyznaje 29-letni wokalista - "Jestem dumny z tego skąd pochodzę. Wiele osób nienawidzi tego miasta, a ja nic na to nie poradzę - po prostu je kocham, czuję z nim prawdziwą więź."
Na albumie znalazło się dziesięć utworów. Powstawały przez ostatnie półtora roku, większość podczas trasy promocyjnej ostatniej płyty The Killers "Day And Age". Impulsem dla pisania nowych piosenek, stał się utwór "O Sad American Night", który został nagrany podczas sesji do "Day And Age", ale został wtedy odrzucony. (Nie ma go również na "Flamingo"). Brandon pisał je z przeznaczeniem dla The Killers, ale sześć lat nieustannej działalności, spowodowało, że muzycy poczuli się zmęczeni i postanowili zrobić sobie przerwę. "Wolałbym by była to płyta The Killers. Jest oczywiste, że brzmiałaby inaczej gdybym nagrał ją z zespołem." - mówi Flowers. - "Jesteśmy teraz w innych miejscach naszego życia. Koledzy chcieli przyhamować tempo kariery na jakiś czas. Oczywiście nie jest to koniec The Killers, ale też nie można ich obwiniać, bo od 2003 roku harowaliśmy bez przerwy."
Flowers wziął pełną odpowiedzialność za kształt albumu, minusem takiego podejścia było to, że, jak mówi, czuł się "nieco obnażony". Jako producentów płyty zaprosił do współpracy Daniela Lanoisa, Brendana O'Briena i Stuarta Price'a. Na albumie, w utworze "Hard Enough", zaśpiewała gościnnie Jenny Lewis - wokalistka grupy Rilo Kiley. Utwory zamieszczone na "Flamingo" opowiadają między innymi o hazardzie, duchowości, granicach wiary i rozgrzeszeniu.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Welcome To Fabulous Las Vegas |
|
| 2. Only The Young |
|
| 3. Hard Enough |
|
| 4. Jilted Lovers & Broken Hearts |
|
| 5. Playing With Fire |
|
| 6. Was It Something I Said? |
|
| 7. Magdalena |
|
| 8. Crossfire |
|
| 9. On The Floor |
|
| 10. Swallow It |
|
- Flamingo [Polska cena]
- Wykonawca:
-
Brandon Flowers
The Killers ostatnich albumów firmowane innym logo.
(2010-10-10)
Sebastian
Rosa
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Widzę nie pomyliłem się twierdząc, że pierwszy album zespołu The Killers był po prostu wypadkiem przy pracy, drobnym objazdem na drodze do wymyślonego celu. Oczywiście można rozważać inną teorię, że z każdą następną płytą chłopaki się po prostu wypalili, ale nie można wypalać się kilka razy z rzędu. The Killers to po prostu charyzmatyczny Brandon Flowers, który postanowił, aby zespół dążył w określonym kierunku. Tak bardzo się w tym zapędził, że skończyło się solowym albumem. Tylko czy solowy to dobre słowo? Gdyby nie to, że na instrumentach grają inne niż w The Killers osoby, to można dojść do wniosku, że to jest ich kolejny album. Kolejne pioseneczki dla grzecznych dziewczynek, zakochanych w przystojniaku, ale czy to właśnie ten element sprawił, że Brandon i kumple stali na jednej scenie obok Bono i Edge? Nie wydaje mi się. Album "Flamingo" jest trochę nierówny, ale żaden z utworów, który znalazł się na nim nie może być przyrównywamy do tego, co nagrali The Killers na swoim debiucie. I zdaję sobie sprawę, że to nie jest recenzja albumu grupy, lecz solowego albumu ich lidera. Nie zmienia to jednak faktu, że różnic w stylach nie widać i poddając ocenie nie można o pewnych rzeczach zapomnieć. Zwłaszcza o jednej: gdyby nie pierwszy album The Killers, o Brandonie Flowersie nikt by nie usłyszał, a piosenek z jego albumu nie zagrałaby wtedy żadna rozgłośnia radiowa.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Bez energii i polotu - maksymalna asekuracja.
(2010-09-10)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Brandon Flowers jest ładny, posiada dziewiczo-aksamitny głos i nie musi już wcale nagrywać nowych płyt, aby udawadniać światu po raz kolejny, iż to właśnie On pragnie być jednocześnie nowym Robertem Smithem, ("Jilted Lovers And Broken Hearts"), Brucem Springsteenem i to tym za czasów "Streets Of Philadelphia", ("Only The Young") oraz kuriozalną krzyżówką mniej zmanierowanego Marca Almonda z Bono, ("Playing With Fire"). Niestety "Flamingo", to dowód na totalny brak stylu oraz cała masa artystowskich utyskiwań, będących w rezultacie ambitnie wyglądającą fasadą, tudzież najzwyklejszą w świecie zasłoną dymną, albo jak kto woli sprytnie utkaną iluzją, iż od razu chórem przytakniemy, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym i nadzwyczajnym. Nic z tych rzeczy. Wszystko jedynie wygląda, lecz wcale nie łapie za serce. Tu gęsta solówka w "Crossfire", tam retrowato-wodewilowa "Magdalena" a w "On The Floor", klania się znów stary, dobry Springsteen tyle, że z okresu "Human Touch". A jest jeszcze bombastyczny początek, również w stylu "Bossa", ("Welcome To Fabulous Las Vegas") i duet z niejaką Jenny Lewis w cieniutkim jak zupki "Vifon", ("Hard Enough"). Najsłabszym ogniwem płyty są jednak melodie. Sztucznie przebojowe refreny, rażą banałem a posągowo-idealny Flowers, jęczy z wrażliwością pierwszej, lepszej gwiazdy synth-popowego boomu lat 80. Ani nawiązania do współczesnego american-popu a tym bardziej udawanie idola schlebiającego gustom dzisiejszych gimnazjalistek w skocznych songach a'la Erasure na dzikim zachodzie, w przypadku Brandona woła o pomstę do nieba. Nie pomogła kunsztowna produkcja Daniela Lnoisa. Na nic zdała się twórcza samodzielność oraz bogate inspiracje, wyjęte wprost z historii muzyki popularnej przełomu XX i XXI wieku. A gdzie podziała się chociażby muzyczna lekkość z debiutu The Killers? Gdzie piosenki na miarę "Mr. Brightside" oraz "Smile Like You Mean It"? Czy wszystko, co najlepsze od pana Flowersa, zmieściło się zaledwie na udanym debiucie Killersów z 2004 roku?
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji