Intrygująca płyta
Ocena 4 na 5
(2007-08-31)
Kuba
Jasiński
Więcej o recenzencie
Zwykle na hasło AC/DC natychmiast pojawiają się skojarzenia: "Highway To Hell" i "Back In Black". I nie ma w tym nic dziwnego. Te płyty zasłużenie stały się najbardziej wybornymi, najdoskonalszymi wizytówkami tego zespołu. Jednak AC/DC mimo, że ich muzyka w zasadzie uległa na przestrzeni lat niewielkiej odmianie, mieli w swojej karierze okres poszukiwań i muzycznych eksperymentów. Było to właśnie w latach 80. Po arcykomercyjnym albumie "For Those About To Rock" Malcolm i Angus Young postanowili zrezygnować z usług pana "Mutt" Lange i nagrać materiał bardziej osobisty i brzmiący spontanicznie. Dlatego też sami podjęli się produkcji. I ten cel udało się osiągnąć częściowo już na albumie "Flick Of The Switch", natomiast w pełni został uzyskany dopiero na "Fly On The Wall". Materiał wydaje się na pozór niedbały i zbyt ciężki jak na AC/DC. Rzeczywiście, już otwierający album utwór tytułowy to mocarne, niemal metalowe uderzenie. Do takiego stanu rzeczy niewątpliwie przyczynił się także nowy pałker grupy Simon Wright. Na pierwszy plan jak nigdy dotąd wysunięte zostały potężne gitarowe akordy i perkusja. Głos Johnsona tym razem gdzieś ginie w tym zgiełku, co oczywiście nie znaczy, że jest niesłyszalny. W "Shake Your Foundations" robi się zdecydowanie bardziej przebojowo, ale bez utraty ciężaru. Spory przebojowy potencjał ma także "Sink The Pink". Intryguje utrzymany w kroczącym tempie "Danger", w któym Johnson po raz kolejny swoim śpiewem nawiązuje do poprzednika. Silne związki z boogie czuć w "Playing With Girls", natomiast "Hell Or High Water" i "Send For The Man" to już nieco inne, niemal metalowe podejście do sprawy. Niestety, także i na tej płycie są utwory, które albo niczego istotnego do wizerunku grupy nie wnoszą ("Back In Business") albo wręcz zaniżają poziom ("First Blood", "Stand Up"). Jednak reszta utworów do gratka dla fana ciężkiego hard rocka. Dlatego szkoda, że ta płyta nigdy nie została doceniona i nawet sami muzycy raczej niechętnie do niej wracają. Ze względu na bezpośredni przekaz, ostrość i ciężar płyta jest szczera i prawdziwa jak żadna inna w przeszłości (no może z wyjątkiem "Let There Be Rock"). Naprawdę warto przesłuchać, a przez gitarowy zgiełk przebija najprawdziwsze piękno i prostota tak charakterystyczna przecież dla muzyki AC/DC.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji