Elmo McElroy, geniusz chemiczny, wynalazł narkotyk 51 razy lepszy od innych specyfików. Przebrany za szkockiego golfiarza przyjeżdża do Liverpoolu, aby wprowadzić swój produkt na rynek europejski. Jego przewodnikiem po miejscowym półświatku i nocnych klubach zostaje Felix De Souza, zagorzały przeciwnik wszystkiego, co amerykańskie. Elmo i Felix połączą swe siły, gdy okaże się, że ściga ich płatna zabójczyni - Dakota.
Bardzo dziwne, ale przyjemne kino
(2007-05-08)
MarS
Więcej o recenzencie
Uwaga, szanowni państwo! Dziś oferujemy supermocny narkotyk w ekstrapromocyjnej cienie. Wystarczy zmusić jednego chemika ze zwichniętą karierą naukową, by wybrał się do apteki na zakupy. Do spożywczego po dodatki. Zrobi nam ekstradrugs za darmo, bo nie będzie miał wyjścia. Zwłaszcza, że chce trochę pohandlować w Anglii. A to kraina szatana, przynajmniej w filmach. Elmo McElroy po prostu nie wie, że musi czekać go wpadka w ręce panów od łamania palców i handlu wszystkim nielegalnym, na co jest zapotrzebowanie. Ten film tkwi sobie spokojnie na kinowej półce obok "Płytkiego grobu", "Trainspotting", "Porachunków", "Przekrętu" i "Dead Fish". W samym centrum angielskiego świata - tak ciasnego, że każda sensacyjna czy gangsterska opowieść, mająca w nim miejsce, musi skończyć się kosmicznie niesamowitą i przerażająco dziwną klęską (dla bohaterów, nie dla filmu). Danny'ego Boyle'a czy Guya Ritchiego pewnie państwo znają, ale czy łatwo dopisać do tego szacownego grona Ronny'ego Yu? Ten pan jest przecież specem od niezbyt eleganckich, tanich horrorów. Tym razem wykrzesał coś nieco innego. I to przy udziale trochę z pozoru nieodpowiedniej ekipy aktorskiej. Może od biedy Robert Carlyle tu pasuje, ale reszta? Zwłaszcza zabójczyni przyszła prosto z planu kina obyczajowego. A teraz będzie strzelać, tyle że w pośladki… To nawet zaleta, gdy oglądamy coś, czego traktować zupełnie serio się nie da. Oglądany trzeźwym okiem ten film nas przecież nie zachwyci, ale przy odrobinie dobrej woli to prawie arcydzieło! Gdyby każdy film mógłby być takim potencjalnym mistrzostwem świata w zabawianiu widza… można by było przebierać w tytułach. A tak oglądanie "Formuły" jest prawie koniecznością.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji