W roku 1914 autokratyczne Imperium Rosyjskie było sprzymierzone z demokracjami Francji i Wielkiej Brytanii - oraz niewielkim Królestwem Serbii - za sprawą szeregu traktatów, które zawarto pod koniec XIX i na początku XX wieku, żeby przeciwdziałać zagrożeniu ze strony państw centralnych - Niemiec i Austro-Węgier.
Po wybuchu wojny w sierpniu zmobilizowane wojska rosyjskie wkroczyły na teren Prus Wschodnich i Galicji. Choć niemiecki dowódca Paul von Hindenburg dysponował mniejszymi siłami, zdołał zniszczyć jedną armię rosyjską w bitwie pod Tannenbergiem w sierpniu 1914 roku, a potem pokonał kolejną w bitwie nad Jeziorami Mazurskimi w następnym miesiącu. Rosjanom wiodło się lepiej w starciach z siłami austro-węgierskimi w Galicji, nim niemiecka interwencja pomogła sojusznikom ustabilizować sytuację. W roku 1915 Naczelne Dowództwo wojsk niemieckich skupiło się na froncie wschodnim, czego rezultatem było zdecydowane niemieckie zwycięstwo w bitwie pod Gorlicami i późniejsze zajęcie Warszawy oraz setek kilometrów kwadratowych terytorium kontrolowanego wcześniej przez Rosjan.
Dzięki rosyjskiej ofensywie Brusiłowa latem 1916 roku i przystąpieniu Rumunii do wojny szala zwycięstwa przechyliła się na stronę państw ententy, choć sukces okazał się krótkotrwały. Atak Brusiłowa stracił impet, Rumunia natomiast została skutecznie wyeliminowana z wojny ofensywą państw centralnych, poprowadzoną przez Niemcy i Bułgarię. Nasilające się niepokoje społeczne w Rosji doprowadziły ostatecznie do pierwszej rewolucji 1917 roku oraz abdykacji cara Mikołaja II. Ofensywy Rządu Tymczasowego zakończyły się fiaskiem i po drugiej rewolucji w listopadzie władzę w Rosji przejęli bolszewicy pod wodzą Lenina. Podpisawszy pokój z Niemcami, rozpoczęli wojnę domową przeciwko antybolszewickim siłom "białych", wspieranym przez część państw ententy. Konflikt ten, w połączeniu z wojną z odrodzoną Polską w 1919 roku, sprawił, że walki na dużą skalę w Rosji zakończyły się dopiero pod koniec 1920 roku.
Mogło być lepiej
(2010-06-18)
FabrykaRecenzji
Więcej o recenzencie
O I wojnie światowej pisze się u nas głównie niejako przy okazji, bardziej lub mniej drobiazgowych, analiz procesu odradzania się Polski. Jest to sytuacja dziwna, skoro niepodległość odzyskaliśmy właśnie dzięki wielkiej Wojnie Narodów, ale niestety polski czytelnik patrzy na nią li tylko przez narodowe okulary, co być może jest bardzo patriotyczne, ale ewidentnie prowadzi na poznawcze manowce - z pola widzenia znika całość konfliktu oraz jego istota. Zdawać się może, że to wojna o Polskę. Zupełnie jak z nadinterpretacją orędzia Wilsona, które uważa się u nas powszechnie za dotyczące restytucji Rzeczpospolitej, a tymczasem o Polsce prezydent USA wspomniał, dopiero po zajęciu się Rumunami, Serbami i Czarnogórcami. Rebisowska seria daje rzadką szansę pogłębienia wiedzy (albo też po prostu jej nabycia) o I wojnie, a rozpoczyna ją tom traktujący o tym, co nas najbardziej powinno interesować - o froncie wschodnim. To właśnie tu w latach 1914-1918 (i później) walczyli Polacy - ściślej - głównie tutaj, bo przecież w szeregach armii Kaisera krwawili też i we Flandrii, a jako CK żołnierze ginęli na froncie włoskim. Autorzy rozpoczynają od analizy sytuacji w państwach głównych adwersarzy, następnie poprzez kontredans wokół konstruowania sojuszów, dochodzą do momentu wybuchu wojny. Interesująco opisana jest specyfika teatru działań, odmiennego niż Flandria (ukształtowanie terenu, odległości, obszar) powodująca, iż w wielkiej mierze była to inna wojna niż Sommą, pod Verdun i Ypres - walczący nie popadli w pozycyjny klincz, choć okopów czy fortyfikacji stałych (Przemyśl) wcale nie zabrakło, tyle że nie pozbawiały one możliwości manewru wielkich mas kawalerii. Podobnie jak w północnej Francji i tutaj doszło do powstania braku równowagi pomiędzy techniką wojenną a sposobem walki, lecz nie spowodowało aż tak monstrualnych (i bezpłodnych) strat, jak na Zachodzie, choć hekatomba rosyjskiej piechoty maszerującej na rzeź budzić musi grozę. Charakterystyczna dla armii tu walczących była mozaika narodowościowa w szeregach, czym Neiberg i Jordan zajmują się z godnym pochwały zapałem, choć ze skutkiem różnym, popadając czasem w zbyt daleko idących uproszczenia, czemu prawie w stu procentach skutecznie przeciwdziała prof. dr hab. T. Schramm, autor przypisów do wydania polskiego. Mowa na szczęście o drobiazgach nie obniżających zbytnio noty, jaką należy wystawić tej książce. Czyta się ją całkiem dobrze, choć Neiberg i Jordan porównania z maestrią B. Tuchman nie wytrzymują, a - mocno już trącąca myszką - praca Tarlego nadal nieźle się broni, a szkoda. Legionowy wysiłek zbrojny echa w tej książce praktycznie nie znajduje, co zniesmaczy zapewne zagorzałych piłsudczyków, lecz biorąc pod uwagę ogólną skalę działań zbrojnych - stanowi uczciwe zachowanie właściwych proporcji.
(11 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji