Michael Haneke ponownie opowiada historię przemocy. Gospodyni domowa Anna (Naomi Watts), jej mąż George (Tim Roth) i ich dziesięcioletni syn Georgie (Devon Gearhart) doświadczają fizycznych i psychicznych tortur we własnym domku nad jeziorem, ze strony dwóch nieproszonych gości w białych rękawiczkach.
Zło w białych rękawiczkach, czyli eksperyment Michaela Haneke
(2009-01-18)
Paulina
Pachulska
Więcej o recenzencie
Nie wyróżniająca się niczym, przeciętna rodzina wyjeżdża na parę dni do domu nad jeziorem. Wspólne wędkowanie ojca z synem, pływanie jachtem, wieczory przy grillu z przyjaciółmi - taki jest plan. Tymczasem do drzwi puka rzekomo przysłany przez sąsiadów młody człowiek w sportowym ubraniu i białych rękawiczkach. Chce pożyczyć kilka jajek. Gospodyni wpuszcza go a tym samym otwiera drzwi dla niepojętego koszmaru, który stanie się udziałem trzyosobowej rodziny. Zarysowany tu początek akcji wywołuje skojarzenia z wieloma tytułami. Dom w ustronnym miejscu, gdzie bohaterowie przyjeżdżają po relaks i zabawę, wpadając w pułapkę izolacji, to jedna z ulubionych scenerii dla twórców horrorów. Jednak reżyser tej klasy co Michael Haneke ("Pianistka", "Ukryte") odrzuca wyeksploatowane rozwiązania. Świadomie odnosząc się do wybranej konwencji, burzy gotowe schematy fabularno-psychologiczne. Fizyczna i psychiczna przemoc, której dwóch intruzów poddaje rodzinę, przesuwa granice okrucieństwa. Relację kat - ofiara oglądamy pod innym kątem niż przyzwyczaiło nas do tego amerykańskie kino grozy. Tu oprawcy wchodzą w dialog z widzem. Kilkakrotnie bezpośrednio do niego adresują pytania o rozstrzygnięcie losów ofiar, puszczają oko do kamery, dyskutują o prawach rządzących filmową fikcją. Te elementy podkreślają umowność sytuacji, wytrącają widza z przyjętych torów recepcji tego typu kina. Musi on w końcu przyznać, że jest wodzony za nos. Ostatecznie ironiczny tytuł "Funny games" (zabawne gry) odnosi się nie tylko do upiornego zakładu pomiędzy katami a ofiarami, ale także do rozgrywki pomiędzy reżyserem a odbiorcą. Nie może być inaczej, skoro Haneke podejmuje próbę opowiedzenia o przemocy poza moralistyką. Balansowanie między uśpieniem - chęcią uwierzenia w niewinność oprawców, z którego budzi nas nieludzki skowyt Georga a nieznośnym napięciem w oczekiwaniu na finał tej gry, który będzie dokładnie taki jak uprzedzali ci w białych rękawiczkach - na to trzeba być przygotowanym. Wstrząsające kino eksperymentujące na widzu.
(3 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji