Pełny opis produktu: Get Lucky [Polska cena]
Średnia ocena z 12 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Mark Knopfler
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, Wrzesień 2009
- Nr katalogowy:
- 2712828
- Sprawdź inne tytuły:
-
Mark Knopfler
Nowy album Marka Knopflera będzie piątym w tym stuleciu krążkiem Artysty. Materiał powstał w British Grove Studios w Londynie. W pracy towarzyszyli mu wieloletni współpracownicy - Chuck Ainlay i Guy Fletcher. Oprócz stałego składu muzycznego, z którym gra Knopfler w studiu wspierali go doskonali muzycy: akordeonista Phil Cunningham i flecista Michael McGoldrick oraz najnowszy "nabytek" - multiinstrumentalista John McCusker.
Album to niezwykła kombinacja bluesa i folku oraz osobistych tekstów, w większości opartych na wspomnieniach Knopflera.
Jeśli "Get Lucky" miałby być powieścią to z pewnością stałby się poczytną książką dzięki bohaterom piosenek Knopflera, takim jak kierowca ciężarówki z "Border Reiver" utworu otwierającego płytę, czy pracownik wesołego miasteczka i zbieracz owoców (z tytułowego "Get Lucky"), zaginiony podczas wojny wujek Knopflera, którego autor nigdy nie poznał z "Piper To the End".
Na wszystkie teksty piosenek z "Get Lucky" trzeba patrzeć przez pryzmat jego dzieciństwa, które spędził w Glasgow i Newcastle. "Czy próbowaliście kiedyś uciec od dzieciństwa? Wiele rzeczy, które fascynowały nas jako dzieci zostaje z nami przez całe życie" - mówi Knopfler - "Na Salters Road w Newcastle jest mały sklep muzyczny, w którym któregoś dnia zobaczyłem na wystawie Fendera Statocastera. Byłem nim zafascynowany i często chodziłem, by tylko popatrzeć na tę gitarę. Nadal zdarza mi się tam zaglądać" - wspomina Mark.
| Posłuchaj utworów: |
MP3 |
WMA |
| 1. Border River |
 |
 |
| 2. Hard Shoulder |
 |
 |
| 3. You Can't Beat The House |
 |
 |
| 4. Before Gas & TV |
 |
 |
| 5. Monteleone |
 |
 |
| 6. Cleaning My Gun |
 |
 |
| 7. The Car Was The One |
 |
 |
| 8. Remembrance Day |
 |
 |
| 9. Get Lucky |
 |
 |
| 10. So Far From The Clyde |
 |
 |
- Get Lucky [Polska cena]
- Wykonawca:
-
Mark Knopfler
Kołysanie
(2009-12-25)
Agnieszka
Binasik
Więcej o recenzencie
Odkąd przestał istnieć Dire Straits, solowe dokonania Marka Knopflera raczej mnie rozczarowywały. Tę płytę kupiłam też bez większego przekonania, a po pierwszym przesłuchaniu byłam wręcz zniechęcona. Nie wiem, jak mogłam nie usłyszeć za pierwszym razem tego, co usłyszałam za kolejnym, i kolejnym, i kolejnym... Bo słuchałam tej płyty już wielokrotnie i oddałam jej kawałeczek miejsca w sercu. Początkowo chyba zraziły mnie pobrzmiewające tu i ówdzie klimaty country, ale teraz już mi nie przeszkadzają, muzyka niesie mnie i kołysze łagodnie, koi nerwy, uspokaja i leje się jak miód na duszę. Trochę w tym bluesa, trochę irlandzkich, celtyckich tęsknot, a w tle gitara użyta tak, jak tylko jeden Knopfler na świecie potrafi :-) Płyta jest spokojna, równa, mimo tych różnych brzmień spójna stylistycznie, lecz w żadnym razie nie nudna.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Stary Dobry Mark Knopfler
(2009-11-16)
Krzysztof
Sobolewski
Więcej o recenzencie
Jeśli ktoś szuka tutaj klimatów z pierwszych płyt Dire Straits, to czeka go lekkie rozczarowanie. Mark Knopfler to już nie ten sam gniewny młodzik szukający natchnienia w wyskokowych trunkach czy głośnych imprezach. Tym razem mamy do czynienia z doskonale przygotowanym zbiorem utworów inspirowanych muzyką filmową, celtycką i nie tylko. Można znaleźć tu i bluesa, i swingujące standardy filmowe oraz mocniejsze brzmienia rockowe, ale przede wszystkim każdy znajdzie tu niezmiennie ciepły klimat, który jak balsam rozpływa się po ciele już po paru usłyszanych taktach. Jest i trochę niepokoju, przecież Mark nie pozbędzie się swojego klasycznego riffu, rozpoznawalnego na każdej jego płycie. Całość tworzy niesłychanie wciągającą historię, którą jak wszyscy poprzednicy słuchać można w kółko, bez obawy że się znudzi... Na koniec pozostaje pewien niedosyt i obawa o to kiedy po raz kolejny Mark uraczy nas swoją muzyczną opowieścią. Na szczęście upływający czas można odmierzać kolejnymi utworami z płyty. Czyż nie jesteśmy dzięki temu "Szczęściarzami"?
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Góralska herbata
(2009-12-12)
Jacek
Ścibor
Więcej o recenzencie
Miałem chyba ze 16 lat... Tradycyjnie już u babci w Zakopanem spędzałem ferie zimowe. Na nieistniejącym już wyciągu orczykowym na Małej Kotelnicy jeździłem sam na całej trasie - nie dziwota: było -23 stopnie. Z typowych socjalistycznych szczekaczek pozawieszanych na podporach grało Dire Straits - co za miód!!! W końcu wszedłem do pakamery obsługi, gdzie z poczciwego kasetowego kasprzaka mono sączyła się muzyka - obsługa sączyła góralską herbatę i bez słowa nalali i mi. Twarz już niczego nie czuła, ale serce... Cóż. Dziś mam 42 lata a Knopfler starzeje się ze mną - coraz dojrzalszy w geniuszu swojej gitary. Dzisiejszy rozedrgany świat uspokoić można właśnie nim. Albo góralską herbatą...
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
I'm lucky
(2009-10-04)
eliot
Więcej o recenzencie
Nie będzie recenzji. Tyle zostało powiedziane, tak zgodnie z moimi odczuciami, na dodatek piękniej, niż sam potrafiłbym to zrobić, że więcej dodawać nie trzeba. Jednak proszę pozwolić na refleksję. Zawsze, kiedy wspominam czas matury, jest ona dla mnie synonimem nauki w gronie przyjaciół, ale przede wszystkim ożywczych chwil wytchnienia przy muzyce Dire Straits. W sobotnie wieczory, niejako programowo, komponowało się drinki na bazie zdobycznego (ech czasy:) Vermutha , dziewczyny wyczarowywały kanapki „z niczego”, a winylowe płyty rozbrzmiewały dźwiękami „Love Over Gold”, czy innej „Alchemy”. Było pysznie i magicznie. To właśnie wtedy, dwadzieścia lat z okładem wstecz, Mark Knopfler zagościł na dobre w moim życiu. Co dziwne, mimo tych ciepłych wspomnień z jego zespołowych dokonań, najchętniej wracam dziś do „On Every Street”. Choć przecież w okresie mojej pierwszej fascynacji, tego krążka nie było jeszcze na świecie. Hmm... Dojrzewamy widać razem z artystami. Późniejsze, solowe dokonania, wzbudzały różne emocje. Nie ukrywam, że było trochę rozczarowań. Adrenalina wzrosła przy „Ragpicker’s Dream”, ale potem linia USG emocji znów ułożyła się w prawie niezakłóconą poziomą. Aż do dziś. Jestem w trakcie dziewiczego odsłuchu „Get Lucky”. Płytka zdążyła się „zapętlić” jedynie potrójnie, a ja już jestem pewien, że tym albumem Mark zamknął pewien etap swojego życia. Choć pewnie trafniej byłoby powiedzieć, że otworzył nowy rozdział. Jeszcze nie zdążyłem oswoić się z nowym materiałem, a już czekam na ciąg dalszy. Ciekawe, co to znaczy?
Pani Małgosiu. Czy dostanę kartę wstępu do tego ekskluzywnego klubu przyjaciół?
Panie Radku. Też nie lubię zakneblowanych okien. Mimo chłodu. Już październikowego - niestety. Herbata co prawda stygnie szybciej, ale przynajmniej muzyka się nie dusi. A inteligentny pies z pewnością wszystko zrozumie.
(5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Mistrz w doskonałej formie
(2009-09-25)
Radosław
Skórkowski
Więcej o recenzencie
Nareszcie. Chwila spokoju, cichy szelest szuflady odtwarzacza – i ten wieczny niepokój. Jaka jest ta nowa płyta, czy się nie rozczaruje, czy nie okaże się, że jest zupełnie dla mnie niezrozumiała?
I znów jest tak samo, jak przy "Golden Heart", jak przy "Sailing to Philadelphia", jak przy "The Ragpickers Dream". Tak samo jak przy "Shangri la", "All the Road Running", czy "Kill to Get Crimson".
Jest świetnie, wzruszająco, doskonale. Nowa płyta Marka to kolejny dowód na to, że artysta ten jest wielki. Znakomita dojrzała muzyka, będąca cudowną mieszanką różnych stylów. Wspaniałe folkowe klimaty ("Border Reiver"), łączą się z bluesem ("You can't beat the house"), muzyką filmową ("Monteleone") i starym dobrym rockiem. Do tego słowa. Piękne, głębokie, opowiadające o życiu zwykłych ludzi, o wspomnieniach artysty z dzieciństwa, o tęsknocie za spokojem i prostotą dawnego życia ("Before Gas and TV").
Wrażliwość artystyczna objawia się także, w wyjątkowym podejściu do samego siebie, w dystansie jaki artysta ma do swojej twórczości. Nie znajdziemy na tej płycie dzikich solówek gitarowych typowego frontmana rockowej kapeli. Czy to oznacza, że Mark gra mało na gitarze?
Ależ skąd. Gra jak objawienie, tyle tylko, że to już jest inne granie. Granie pewnego siebie wirtuoza, spokój i mistrzostwo wykonania, coś co osiągają po długich latach niektórzy artyści jazzowi. Słuchacz ma wrażenie, jakby Mark wszedł do studia, chwycił gitarę, i bez żadnego przygotowania, po prostu zagrał – lekko, doskonale i bez wysiłku. Brzmienie całości na tej płycie kreuje zespół, i choć tę muzykę tworzy Mark, ale grają ją wszyscy i wszyscy robią to doskonale.
Trudno czasem pisać o uczuciach, nie jest to łatwe szczególnie w odniesieniu do rzeczy tak intymnej i osobistej jak przeżywanie muzyki. Ja nie ukrywam, że przy kilku kawałkach z tej płyty osiągnąłem stan wzruszenia daleko wykraczający poza normę. Do moich ulubionych z pewnością zaliczę "Border Reiver" (jak to brzmi w samochodzie), "Hard Shoulder", "Before Gas&TV", "Cleaning My Gun", "The Car Was The One", "Remmembrance Day", "Get Lucky", "So Far From The Clyde", "Piper to The End". Czyżbym wymienił całą płytę? Nic dziwnego - nie ma słabych kawałków na "Get Lucky".
W głośnikach zapanowała cisza, kubek herbaty opustoszał… Za oknem w międzyczasie zapadł wczesny wrześniowy zmrok. Wyświetlacz odtwarzacza nieodwołalnie wskazuje, iż właśnie wybrzmiał ostatni - 11 utwór. Znowu czuję niedosyt, znów brakuje mi czegoś. Jakaś tęsknota usiadła na parapecie, i swoim chłodnym oddechem, powoduje lekkie ciarki na plecach. Kładę rękę na łbie mojego psa, biorę do ręki pilota, naciskam play…. Cóż
If heaven's like this
Well then here's where I'll be
On the edge of the field
On the edge of the world
Polecam gorąco stan ducha, jaki towarzyszy smakowaniu tego cudownego krążka.
(7 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Pan Knopfler - szczęściarzem!
(2009-09-15)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Jakie to niesamowite uczucie, gdy w XXI wieku usłyszy się raz na jakiś czas, taką właśnie muzykę! Jakież emocje wzbudzają te proste, melancholijne piosenki, zapatrzone w przeszłość muzycznych tradycji spod znaku country, rocka, bluesa i folku. A sprawcą tego całego zamieszania jest Mark Knopfler, człowiek-legenda, niegdysiejszy lider oraz wokalista Dire Straits, czarodziej gitary z pastelową opaską na skroniach. Takiego Marka zapamiętaliśmy, w czasach klasycznego już albumu "Brothers In Arms" z 1985 roku. Dziś artysta ma sześćdziesiąt lat na karku, lecz wciąż nagrywa urokliwe, tudzież stylowe pieśni. "Get Lucky", kolejny album Anglika, hołduje (jak zwykle z resztą) amerykańskiej kulturze muzycznej. I znów otrzymujemy piękne kompozycje, dojrzałe i wyjątkowe pod względami melodycznymi, jak zwykle powstałe z dala od wszelakich list przebojów, będące równocześnie świadectwem indywidualnych inspiracji twórczych. Ten album, to przede wszystkim osobiste ballady jak chociażby "Hard Shoulder" albo "The Car Was The One", ozdobione w finale przyjemną solówką i chórkiem dziecięcym, czy też subtelne, refleksyjne songi w rodzaju "Monteleone" i "Before Gas & TV". Mamy tutaj również echa post-straitsowych brzmień, ("Cleaning My Gun") oraz typowo knopflerowski blues, ("You Can't Beat The House"). A wszystko to przemyślane, takie niedzisiejsze, nostalgiczne i przede wszystkim szczere. Muzyka z duszą, pozbawiona jakiegokolwiek gwiazdorskiego zadęcia, bez krzty hipokryzji i różowego lukru... Za to z krwistym neonem na okładce.
(8 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Legenda powraca!
(2009-09-21)
ewa35
Więcej o recenzencie
Kiedy Mark Knopfler się do czegoś zabiera, to jest to zrobione na miarę mistrza. Naprawdę wspaniała kolejna solowa płyta artysty, w której słychać rock'n'blues, ale również wiele motywów folkowych. "You Can't Beat The House" przenosi cię do Nowego Orleanu, wystarczy zamknąć oczy; "Border Reiver" jest wspaniałym wstępem do płyty, stanowiącym powrót do dzieciństwa, a w "So Far From The Clyde" czy "Cleaning My Gun" można usłyszeć brzmienie dawnych Straitsów. Nie jest to ani ęBrothers in Armsę, ani ęTelegraph Roadę, ale artysta dojrzewa, jak każdy z nas; jego płyty zmieniają się, lecz zmieniamy się i my. Czy to nie wspaniałe, że wciąż możemy współistnieć razem? Knopfler i ja.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(12)