Pełny opis produktu: Gusła
Średnia ocena z 9 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Lao Che
- Firma fonograficzna:
-
SP Records
, 2002
- Nr katalogowy:
- CDLCHE-SPCD0102
- Sprawdź inne tytuły:
-
Lao Che
Niesamowita płyta, na którą warto zwrócić uwagę. Tak z pewnością grałby Mike Patton wraz z kolegami z Mr. Bungle, gdyby urodzili się w Europie Środkowo - Wschodniej. Gusła to powalająca na kolana mieszanka rockowej psychodelii ze słowiańską melodyjnością i epickim wręcz zacięciem w tekstach. Członkowie Lao Che posiłkując się cytatami z Mickiewicza, Gałczyńskiego, Słowackiego, Żeromskiego, Okudżawy, Marqueza, Stachury, Puszkina i Sienkiewicza snują mroczną, oniryczną opowieść o wymyślonej przez siebie wczesnośredniowiecznej krainie. Ta brzmiąca trochę jak soundtrack do jakiejś nowej, szalonej ekranizacji Rękopisu znalezionego w Saragossie płyta, to odjazd najwyższej próby - jeden z niewielu polskich albumów z muzyką porównywalną do tego, co robią eksperymentatorzy zza naszej wschodniej granicy, tacy jak Ukraińcy z Wija czy petersburski Ole Lukkoye.
| Posłuchaj utworów: |
MP3 |
WMA |
| 1. Astrolog |
 |
 |
| 2. Kniaź |
 |
 |
| 3. Klucznik (Rozdziobią nas kruki i wrony) |
 |
 |
| 4. Wiedźma |
 |
 |
| 5. Junak |
 |
 |
| 6. Lelum Polelum |
 |
 |
| 7. Mars-Anioł Choroby |
 |
 |
| 8. Nałożnica |
 |
 |
| 9. Did Lirnik |
 |
 |
| 10. Topielce |
 |
 |
| 11. Komtur |
 |
 |
| 12. Jestem Słowianinem |
 |
 |
| 13. Wisielec |
 |
 |
| 14. Kat |
 |
 |
- Gusła
- Wykonawca:
-
Lao Che
Ciekawe zjawisko na rodzimej scenie muzycznej.
(2008-06-29)
Piotr
Zaleski
Więcej o recenzencie
Gusła - obrzędy i zabiegi związane z wiarą w skuteczność zaklęć i praktyk magicznych; czary, zaklęcia.Tak brzmi definicja tytułu pierwszej płyty Lao Che zamieszczona w Nowym Słowniku Języka Polskiego PWN. Jak ma się to do zawartości tego albumu? Otóż panowie idealnie dobrali nazwę tego krążka. Znajdujemy tam 14, w zasadzie 13 i pół ("Junak"), wspaniałych, zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym, utworów. Nie jest to płyta łatwa w odbiorze. Wymaga od słuchacza skupienia przez co najmniej 69 minut i 13 sekund. W zamian za to dostarcza niezwykłych przeżyć emocjonalnych. Czego my tu nie znajdziemy? Są ciekawe interpretacje znanych fragmentów polskich (choć nie tylko) klasyków oraz melodie, które wyprowadzą z "dołka" największego ponuraka ("Klucznik/Rozdziobią nas kruki i wrony"). Ze względu na to, że album jest skierowany do grona inteligentnych i oczytanych odbiorców, nie może liczyć na megapopularność, ale nie trzeba nad tym ubolewać.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Polak (też) potrafi!
Michał
Stanek
"Słowiański postmodernizm" - to określenie częściowo oddaje charakter tej muzyki. Otóż włączamy płytę i zanurzamy się w posępne dźwięki gitary basowej, z których powoli wyłania się równie basowy zaśpiew i jakby znany skądś tekst: "Miej serce i patrzaj w serce...". Dalej zadziwi nas odrealniona paleta dźwięków, jakieś szemranie, pomruki, z których da się po chwili wyłowić słowa: "...nie chcecie jadła, napoju, zostawcież nas w pokoju...". I lądujemy w samym środku średniowiecza, w ciemniej izbie astrologa, między czarnym kotem, paleniskiem, a wielką pajęczyną w kącie pod sufitem. Za sprawą drugiego utworu wysłuchamy upiornego wyznania kniazia mordercy, wyrażonego - jakże by inaczej - po rusku, a przy wtórze ciężkich gitar, rżeń końskich i... szumów radiowych. Radio okazało się bowiem szalenie barwnym instrumentem, jednym z najważniejszych. A zespół konsekwentnie prowadzi nas w różne zakamarki słowiańskiej, polsko-średniowiecznej i kresowej rzeczywistości, ale widzianej (czy odczuwanej) przez pryzmat romantyzmu: wejdziemy w mroczne ostępy, by natrafić na moczarach na chatę wiedźmy i wysłuchać gorączkowej relacji o jej śmierci, staniemy nad jeziorem mgłą osnutym i Bóg wie, co kryjącym; nawiedzą nas - jak w "Dziadach" - umarli; najazd tatarski i jasyr objawi nam się jako lokalna Apokalipsa; wysłuchamy monologu wędrownego dziada i słowotoku młodego klucznika, a także twardej mowy komtura krzyżackiego, nawracającego ten pogański, dziki kraj... Cała ta opowieść jest zbudowana ze zdumiewających pomysłowością dźwięków (wspomniane radio to tylko jeden z elementów tej konstrukcji), pełna efektów i sampli do tego stopnia, że w wielu momentach przypomina ścieżkę dźwiękową jakiegoś odjechanego filmu o polskim średniowieczu. Usłyszymy i tatarskie okrzyk "Ałła, ałła!" i skrzypienie szubienicznego sznura, roi się tu od wszelkiego rodzaju pogłosów, zawołań i ech. Rewelacją samą w sobie są aranżacje partii wokalnych, które wymagały talentów po prostu aktorskich. Niektóre monologi - to arcydzieła aranżacji głosowych. Ale dlaczego napisałem na początku "postmodernizm". Po pierwsze jest to podróż utkana z ni mniej ni więcej tylko kolażu cytatów klasyki literackiej polskiej i obcej - są one misternie wplecione w opowiadane w poszczególnych pieśniach historie i wygłaszane kwestie. Zabawą samą w sobie jest wyszukiwanie źródeł tekstów pieśni, od najbardziej oczywistych - Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz, ale i Stachura, po te trudne do odgadnięcia: Gałczyński, Puszkin, nawet Marquez... Z tych wszystkich cytatów, jak i fragmentów własnych, zbudowana jest warstwa tekstowa tej płyty. Muzyczna także jest mieszanką, ale mieszanką w ostatecznym efekcie bardzo spójną. Choć można znaleźć tu i ciężki, mroczny rock (współautorzy jednej z kompozycji to My Dying Bride), i spokojny ambient, i fragment radosnego disco, i brzmienia charakterystyczne niegdyś dla Krzysztofa Komedy - to wszystko nie kłóci się ze sobą, a tworzy, dzięki jednolitej aranżacji i konsekwentnemu brzmieniu zespołu, spójną całość. Jest jeszcze jedno - już trzecie z kolei - dno w "Gusłach". Oto na okładce płyty przy tytułach dziesięciu z czternastu utworów widnieją rzymskie cyfry od I do X, oznaczające - jak łatwo się domyślić - przykazania Dekalogu. I okazuje się, że te utwory opisują sytuacje w taki czy inny sposób powiązane z najtrwalszym z kodeksów. Większość zagadnień jest potraktowana zupełnie serio (V - opisany wyżej "Kniaź" , VIII - spalona wskutek fałszywego posądzenia wiedźma, II - komtur z "Gott mit uns" na ustach, itd.), ale nie sposób nie uśmiechnąć się przy "Junaku" (IX) kończącym się słowami "Nie pożądaj żony bliźniego swego... nadaremno...". Jedyną potencjalną wadą debiutu Lao Che jest hermetyczność: ta płyta, wyrosła ze słowiańskiej tradycji i historii, prawdopodobnie nigdzie poza naszym kręgiem kulturowym nie będzie zrozumiała.
(7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Warto
T.
Bez wątpienia arcyciekawa płyta!
Szkoda jest, że nasza kraina wygląda tak, jak wygląda, a nie tak, jak widzą ją muzycy z Loa Che. Gdzie te niegdysiejsze leśne ostępy, moczary, bagniska i puszcze, gdzie zagubione gościńce, gdzie malownicze puszczańskie osady drewnianych domków. Zamiast: jałowe, bezleśne pustynie, szare, betonowe domy rozrzucone gdzie bądź, że serce rani, a kojącej wolnej przestrzeni od dawna nie widać. Smutny się nam krajobraz zrobił, dobrze, że choć w muzyce Lao Che jego dawny blask odżywa. Zamknąć oczy i marzyć. Dla mnie ta płyta to przez pradawne czasy wędrówka.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Znakomita plyta, wg mnie jedna z najoryginalniejszych jakie powstaly kiedykolwiek w Polsce...
Borys
Harasimowicz
Znakomita i (jak na polskie warunki) oryginalna płyta. Długo czekałem na takie coś... Wspaniała, różnorodna, "zakręcona" (momentami nawet trochę za bardzo) muzyka i diabelnie ciekawa, a mało dotychczas wykorzystywana tematyka (wszelakie dumki na dwa serca i trzy pośladki litościwie pominę). Bardzo mi się też podoba to, że mnóstwo w tej muzyce skojarzeń z różnorakimi artystami, zespołami - choćby byly to pojedyncze dźwięki, ale zawsze doskonale współtworzą charakter utworów. No i jest też wspaniała, cudowna "Wiedźma" - w końcu doczekałem się polskiego utworu, który mogę sobie śmiało kojarzyć z "Fanatykiem z Gadary" After Crying. Krótszy co prawda, za szybko trochę się kończy, ale jest to po prostu piękna (chociaż nie dla tytułowej wiedźmy) opowieść, przyobleczona w znakomita, różnorodną muzykę.
Członkowie Lao Che zaczynali od deathmetalu, potem byla elektronika, następnie hip-hopowa Kola, a teraz to... W jakim stylu będzie następna płyta? Bo że będzie wspaniała - nie wątpię.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji