Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża
ISBN: 83-86735-77-5
- epizod 1
Przechylając się przez bar niczym sprzedawczyni przez ladę. Jak gdyby zaraz
miała sprzedać mi jakieś podróby, jakiś wyrób czekoladopodobny. Arleta. Żelazistą
wodę w szklance od piwa. Barwnik do pisanek. Cukierki, co by sprzedała, by były
puste w środku. Samo pazłotko. Czego by nie dotknęła swoimi palcami z paznokciami,
podrobione i fałszywe. Gdyż ona sama jest fałszywa, pusta wewnętrznie. Pali
fajkę. Kupioną od ruskich. Fałszywą, nieważną. Zamiast nikotyny są w niej jakieś
śmieci, jakieś nieznane nikomu dragi. Jakieś papiery, trociny, co nie śniło
się nauczycielkom. Co nie śniło się żadnej policji. Chociaż powinni Arletę posadzić.
Których nie zna nikt, a na które ona wszystkich bajeruje, na swoje oczy. Na
swój telefon, na swoje dzwonki w telefonie.
Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości dobrą i złą. Przechylając
się przez bar. To którą chcę najpierw. Ja mówię, że dobrą. To ona mi powiedziała,
że w mieście jest podobno wojna polsko- ruska pod flagą biało- czerwoną. Ja
mówię, że skąd wie, a ona, że słyszała. To mówię, że wtedy złą. To ona wyjęła
szminkę i mi powiedziała, że magda mówi, że koniec między mną a nią. To ona
mrugnęła na Barmana, że jakby co, ma przyjść. I tak dowiedziałem się, że ona
mnie rzuciła. To znaczy magda. Chociaż było nam dobrze, przeżyliśmy razem niemało
miłych chwil, dużo miłych słów padło, z mojej strony jak również z niej. Z pewnością.
Barman mówi, żebym kładł na niej laskę. Chociaż to nie jest tak proste. Jak
dowiedziałem się, że tak już jest, chociaż raczej, że już nie ma, to nie było
tak, żeby ona mi to powiedziała w szczere oczy, tylko stało się akurat na tyle
inaczej, że ona mi to powiedziała poprzez właśnie Arletę. Uważam, że to było
jej czyste chamstwo, prostactwo. I nie będę tego ukrywał, chociaż to była moja
dziewczyna, którą mogę powiedzieć, że dużo zaszło między nami różnych rzeczy
zarówno dobrych i złych. To przecież nie musiała mówić tego przez koleżankę
w ten sposób, że ja się dowiaduję ostatni. Wszyscy wiedzą od samego początku,
gdyż ona powiedziała to również innym. Mówiła, że ja to jestem raczej bardziej
wybuchowy i że musieli mnie przygotować do tego faktu. Boją się, że coś mi odpierdoli,
bo raczej tak zawsze było. Mówiła, żebym wyszedł pooddychać. Dała mi te swoje
fajki z gówna. Tymczasem ja czuję tylko smutek bardziej niż cokolwiek. Jeszcze
żal, że nie zostało mi to powiedziane w cztery oczy przez nią. Chociaż jedno
słowo.
Teraz siedzę i patrzę na jej włosy.. Arleta w skórze, a obok włosy magdy, długie,
jasne włosy jak ściana, jak gałęzie. Patrzę na jej włosy również jak w ścianę,
gdyż nie są dla mnie. Są dla innych, dla Barmana, dla Kiśla, dla różnych chłopaków,
co wchodzą i wychodzą. Dla wszystkich, chociaż tym samym nie dla mnie. Inni
będą wsadzać w nie ręce.
Przychodzi Kacper, siada, pyta, o co chodzi. Jego za krótkie spodnie, a jego
buty są niczym czarne zwierciadło, w którym przeglądam się, neony w barze, automaty
do gier, różne rzeczy, które są wokół. Tuż koło klamry widać magdy włosy, które
są jak nieprzepuszczalna ściana. Odgradzają ją ode mnie niczym mur, niczym beton.
Za nim są nowe miłości, jej wilgotne pocałunki. Kacper jest naspidowany wyraźnie,
szyje butem. Toteż obraz rozmywa się. Jest samochodem, żuje gumę miętową. Pyta
czy mam chusteczki. Gubię magdę w tłumie.
Mówię mu, że nie mam. Chociaż mieć być może powinnem. Kacper ma spida, cały
samochód spida, cały bagażnik od golfa. Rozgląda się wszędzie, jak gdyby ze
wszystkich stron czaiła się armia ruskich. Jak gdyby chcieli tu wejść i wsadzić
mu między te trzęsące się szczęki wszystkie swoje ruskie fajki. Wyciąga LM-y
czerwone. Pyta dlaczego siedzę z twarzą do ściany. Mówię, czy gdybym siedział
przodem, to może by coś zmieniło, tak? Może by tu magda ze mną była, tylko siadam
przodem, a ona przylatuje i sru mi na kolana, włosami w twarz, wkłada sobie
moją rękę wewnątrz ud, jej pocałunki, jej miłość. Mówię, że nie. Chociaż wolałbym
powiedzieć tak. Ale mówię nie. Nie i nie. Nie zgadzam się. Gdyby nawet chciała
tu przyjść, bym powiedział: nie zbliżaj się, nie dotykaj mnie, śmierdzisz. Śmierdzisz
tymi facetami, co cię dotykają, jak nie patrzysz i myślisz, że nie wiesz, że
cię dotykają. Śmierdzisz tymi fajkami, co od nich bierzesz, co cię częstują.
Pierdolonymi LM-ami mentolowymi. Kupionymi u rusków po tańszej cenie. Tymi drinkami,
tym bagnem co ci kupują w szklance, w którym pływają bakterie z ich ust niczym
ryby, niczym morskie kurwy. I gdyby chciała, żebym ją taką miał teraz, nie doczekałaby
się. Nie powiedziałbym ani słowa. Podałaby mi szklankę z drinkiem, powiedziałbym:
nie. Najpierw zdejmij tą gumę, co przykleiłaś pod spodem, gdyż ona jest z ust
jednego z tych brudnych facetów, z ich ust jest ta guma, chociaż myślisz, że
o tym nie wiem. Potem się umyj, a wtedy możesz mi usiąść dopiero, kiedy będziesz
czysta od tych lewych fajek, od tych lewych spidów, co pijesz w drinkach. Dopiero
jak się rozbierzesz z tych szmat, z tych piór, które nie są dla mnie.
Oczywiście wtedy ja jestem nieco jeszcze obrażony. Odwracam się, nie chcę z nią gadać. Mówię, że jak będzie taką, rozpierdolę cały bar, wszystkie szklanki pójdą na podłogę, będzie chodzić w szkle, będzie łamać sobie wszystkie swoje obcasy, potłucze sobie łokcie, podrze sobie kieckę i wszystkie w niej zawarte w sznurki. Ona prosi, żebym do niej wrócił. Że będzie dobra jak nigdy, bardziej dobra, bardziej oddana. Ja mówię na to, że nie. Mówię: raz mam tłumaczyć czy dwa razy mam ci to wytłumaczyć, że już nie chcę nigdy z tobą być i albo ze mnie zejdziesz, albo sam to zrobię. Ona mówi, że mnie kochała. Ja mówię, że też ją kochałem, że zawsze mi się podobała, chociaż najpierw była dziewczyną Lola i chociaż zanim była moja, to jego samochód był lepszy, to wszystko Lolo miał lepsze, lepsze buty, lepsze spodnie, lepsze pieniądze. Że chciałem go zabić, bo nie był dla magdy dobry, tylko raczej szorstki. Że potem chociaż była moja, zawsze byłem dla niej, zawsze byłem za nią. Chociaż nie zawsze było dobrze, co już mówiłem, gdy owszem, kradła ciuchy ze sklepów, wycinała kody w przymierzalni. Kolczyki torebki cienie do oczu. Wszystko w torbę i w siatkę. Nie było dobrze, gdyż musiałem potem raz błyszczeć oczami, chociaż przeważnie jej się udawało, co wpływało dodatnio na jej humor. Poza tym miała tę wadę, że była młodsza, o co z resztą mieli mi za złe moi rodzice. Poza tym było wszystko odpowiednio, mówiła często, że nie innego chłopca, ale właśnie mnie i to uczucie jest dla mnie, a nie dla nich.