SPIS TREŚCI

Gazety ledwo zipią, choć ludzie coraz więcej czytają i piszą . . 7

I     Zanim zaczniemy pisać . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . . . 13
Story list. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15
News. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 16
Temat, czyli gdzie jest pies pogrzebany . . . . . . . . . . .      . . . . 29
Hipoteza, czyli porządek w głowie. . . . . . . . . . . . . . . .     . . . . 32
Teza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . . . . . 38
Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .    . . . . . 42

II     Konstrukcja tekstu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45
Wejście smoka, czyli jak zacząć . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 51
Gdzie postawić tezę? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 80
Rozprowadzenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 85
Gromadzimy amunicję, czyli dowody na naszą tezę       . . . . 87
Podtezy, czyli jak nie zgubić czytelnika. . . . . . . . . . .  . . . . . 95
Jak zakończyć . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98

III     Opakowanie tekstu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . 115
Tekst nie jest samoistnym bytem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 115
Poetyka tytułów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117
Rodzaje tytułów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 122
Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127

IV     Styl i język . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . . . . 131
Purytanizm . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131
Tekst jak ocean . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 133
Każdy akapit żyje swoim życiem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 139
Jak powiedzieć coś prosto, nie upraszczając . . . . . . . . . . . . 141
Pamiętaj, że piszesz do człowieka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 142
Anonim w ostateczności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 143
Słowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 145
Szczegóły . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 148
Precyzja, jeszcze raz precyzja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149
Polubić urzędnika . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 152
Krzywa Bella . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 156
Obiegowe prawdy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 157
Jak operować cytatami . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159
Jak operować przykładami . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 162
Interpunkcja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163

V    O długości tekstu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . 169
VI     Naucz się własnych błędów – czyszczenie tekstu . . . . .     . 173
VII    Jak zainteresować redakcję tekstem. . . . . . . . . . . . . . . . . . 177



GAZETY LEDWO ZIPIĄ,
CHOĆ LUDZIE CORAZ WIĘCEJ CZYTAJĄ I PISZĄ


Nie ma pieniędzy. Redakcjom brakuje autorów, autorom brakuje pracy. Nie ma już gazet z dawnych lat. Zwolnienia, praca z domu, outsourcing całych działów, komputery generujące proste treści. Wydawcy mają coraz więcej powodów do oddawania przestrzeni biurowej.
„San Jose Mercury News” był pierwszą gazetą, która zleciła obsługę redakcyjną firmie zewnętrznej w Indiach. Po niej przyszły kolejne: „Oakland Tribune”, „Boston Globe”. Skoro można z Indii prowadzić obsługę klienta, to można i wypełniać strony w gazetach. Wykształceni Hindusi w Bangalore redagują już nawet kilka sekcji międzynarodowego wydania „Herald Tribune”. W indyjskiej firmie Med-Works opiniotwórczy dziennik „Boston Globe” zamawia wszystkie teksty do działu zagranicznego. Firma GlobalPost zleca lokalnym dziennikarzom na całym świecie tłumaczenia ich własnych tekstów, ewentualnie kompilacje tekstów kolegów. Całość jest redagowana i dostarczana redakcjom w USA i Australii, w dowolnym systemie i formacie. Jak trzeba to i w postaci gotowych stron.
Elektroniczne wydania popularnych portali eksperymentują z inteligentnymi edit crawlerami – to mechanizm pozwalający na ściąganie najchętniej czytanych tekstów i ich automatyczną kompilację, tak żeby posklejane akapity składały się na płynną narrację. Autor zbędny.
AOL opracowało system wynagradzania za teksty według zapotrzebowania i odsłon, jakie generują. O wartości decydują kliknięcia, a nie autor i jego wkład pracy. Nie potrzebujesz nazwisk.
Amerykańska firma Demand Media produkuje na zamówienie kilka tysięcy tekstów dziennie – 20 dolarów za sztukę. Zamawia je u autorów, których zna tylko z Internetu, i zleca redagowanie edytorom, których werbuje zdalnie, czasem śledząc ich pisanie na blogach i portalach społecznościowych. Biurek nie potrzeba. Jan Cieński, korespondent „Financial Times” w Polsce, z doświadczeniem medialnym na wszystkich kontynentach, powiedział nam, że jesteśmy już pewnie ostatnim pokoleniem, które może o sobie powiedzieć, że całe życie spędziło w dziennikarstwie. Młody człowiek, który planuje dziś karierę, nie może sobie założyć – będę dziennikarzem. To będzie moje życie. W pokoleniu naszych rodziców nie brakowało ludzi, którzy swoje kariery spędzili w jednej redakcji. W naszym pokoleniu takich osób znamy już tylko kilka i wcale nie ma pewności, że wytrwają tam do emerytury. Ci, którzy przychodzą po nas, nawet jeżeli zaczną pracę w dziennikarstwie, to na pewno będą musieli jeszcze próbować kilku innych zawodów, żeby się utrzymać.
Nasza teza, że zawód dziennikarza w swojej tradycyjnej formie zanika, wciąż jeszcze wydaje się szokująca. Prezentowaliśmy ją na kilku sesjach poświęconych mediom, za każdym razem słyszeliśmy, że nas, dziennikarzy, nikt i nic nie zastąpi. Roman Młodkowski, szef CNBC TVN, powiedział nam, że nie ma wrażenia, żeby jego czas się kończył. I nie kończy się. Oczywiście, że wielu wspaniałych dziennikarzy, zwłaszcza takich jak Roman Młodkowski, z ogromna fachową wiedzą, nie musi bać się o swoje miejsce. Przeciwnie. Czas dziennikarzy ekspertów dopiero się zaczyna. Problem z utrzymaniem się w zawodzie mogą mieć raczej ci bez tak głębokiej wiedzy. Ludzie, którzy co najwyżej przetwarzają opinie innych.
Faktycznie trudno sobie dziś wyobrazić świat bez dziennikarzy, ale 50 lat temu trudno było sobie wyobrazić, że zniknie zawód windziarza. Windziarzy już nie ma. Windy zostały. Nowocześniejsze, prostsze w obsłudze, ale co ważniejsze – dziś każdy z nas jest windziarzem.
Sami wypełniamy zeznania podatkowe, prowadzimy operacje bankowe w Internecie, inwestujemy swoje pieniądze, rezerwujemy i planujemy w najmniejszych szczegółach wakacje w Tajlandii. Dlaczego z dziennikarstwem miałoby być inaczej? Wydawcy portali, specjalistycznych stron czy nawet papierowych gazet mogą sięgać po dowolne źródła. Nie potrzebują newsroomu, kolegiów i zawodowych pisarzy artykułów.
Przeciwnie. Rozwój technologii i zalew treści wymuszają na wydawcach specjalizację. Szukamy stron, gazet, wydawnictw, najlepszych w swojej dziedzinie. I tu nie wystarczą już tradycyjni redaktorzy piszący zgrabnie na każdy temat. Rośnie zapotrzebowanie na ekspertów.
Obserwujemy fenomenalne zjawisko konwergencji. Z jednej strony tradycyjne redakcje starają się dobrać teksty do coraz bardziej szczegółowych i uczonych pytań czytelników. A z drugiej strony uczeni, eksperci, politycy czy zwykli świadkowie wydarzeń starają się dopasować język i formę do wymogów profesjonalnego dziennikarstwa. Wszyscy stajemy się autorami.
Jacek Żakowski w tekście Ginące plemię („Polityka”, 12.09.2009) napisał: „Jako zatrudniony, piszący w miarę poważnie, dziennikarz należę do ginącego plemienia”. To tylko pół prawdy. Mniej jest rzeczywiście tradycyjnych dziennikarzy za biurkiem i kolumną do wypełnienia co tydzień, ale szeroko pojęte media nie umierają. Stają się wielonurtowe. To prawda, że nawet uznane tytuły, walczące o masowego czytelnika, jak „Gazeta Wyborcza”, uciekają się do łatwych prowokacji – na przykład zakładania fałszywych uczelni, oferujących nierealnie szybko dyplomy magisterskie – żeby pokazać, ile osób się nabierze. Sprowadzają swoje dziennikarstwo do poziomu „Faktu” czy „Super Expressu”. Ale na portalu tej samej „Gazety Wyborczej” znajdziemy specjalistyczne analizy ekonomiczne, zagraniczne recenzje książek, które, choć niszowe, trafiają do coraz większej grupy odbiorców. Znajdziemy blogi ekspertów i dziennikarzy ekonomistów, finansistów dziennikarzy, ekologów dziennikarzy. Jest ich coraz więcej i wcale nie jest to mniej ambitne pisanie. Często są to treści na poziomie, o którym w epoce rozkwitu papierowych gazet mogliśmy tylko pomarzyć.
Jak na ironię losu, im bardziej jesteśmy spragnieni ambitnych czy fachowych treści, tym trudniej o pracę dla zawodowego dziennikarza. Portale, pisma fachowe pełne są ofert, ale dla nowej generacji autorów. Dziennikarzy ekspertów, ekonomistów, socjologów, farmaceutów, nawet sommelierów. Wśród tradycyjnych dziennikarzy prasowych rośnie bezrobocie.
Nie wystarczy ładnie pisać o wszystkim, ale pisanie dalej jest w cenie. Amerykański Bank Centralny Federal Reserves swoim ekonomistom funduje kursy kreatywnego pisania. Nie, żeby chcieli z analityków i finansistów zrobić nagle halberstamów. Wiedzą po prostu, jak ogromna jest oferta fachowych publikacji, i jak trudno wypłynąć na rynku, nawet najlepszym ekonomistom na świecie.
Ale też odbiorcą nie jest już tylko wąska grupa specjalistów. Dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie śledzą fachowe opracowania. Wśród nich autorzy popularnych blogów, analitycy bankowi. Wszystko to potencjalni autorzy, którzy decydować będą, czy praca jest na tyle atrakcyjna, żeby nacisnąć „poleć znajomemu”, „podziel się na Facebooku”, „wrzuć na Twittera”.
Co stanowi o tym, że książka Levitta Freakonomia. Świat od podszewki (Freakonomics) sprzedaje się w 4 milionach egzemplarzy, podczas gdy większość opracowań ekonomicznych ma kilkutysięczne nakłady? Wybitny ekonomista Steven D. Levitt doskonale wiedział, że nie wystarczą sensacyjne badania. Do napisania swojej książki zaprosił zawodowego dziennikarza „New York Timesa” Stephena J. Dubnera. Levitt prowadził badania, Dubner robił z tego literaturę. Wydawca zapowiadał hit rynkowy. Tuż przed ukazaniem się książki autorzy pokłócili się o podział zysków ze sprzedaży. Levitt dowodził, że zdolnych autorów na rynku nie brakuje, a jego badania ekonomiczne są unikalne, i on powinien otrzymać 60 proc. zysków. Dubner zwracał uwagę, że gdyby praca każdego genialnego ekonomisty rozchodziła się w masowym nakładzie, to w księgarniach nie sprzedawano by już powieści, tylko same książki ekonomiczne. Poproszono o mediację innego ekonomicznego dziennikarza Tima Harforda. Ten wybitny ekonomista i autor „Financial Times”, łączący wiedzę z talentem pisarskim, dowiódł, że tylko kombinacja tych dwóch autorów mogła dać taki efekt. Wiedzy i techniki przekazu. Radził, żeby zysk podzielić 50 na 50. Choć żaden z autorów nie był usatysfakcjonowany, to kolejna książka Superfreakonomia (Supefreakonomics) została napisana i sprzedana na tych samych warunkach. Harford wyciągnął z tego swój wniosek. Sam napisał książkę The Undercover Economist (Tajny ekonomista). W przekonaniu, że przyszłość nie będzie już należała do Levitta i Dubnera, tylko do autorów, którzy potrafią być jednym i drugim. Do harfordów.
Stąd też nasza książka. W Polsce mamy dziesiątki wydziałów i kursów dziennikarstwa. Nauki o gazetach, o systemach wydawniczych, dyskusji o etyce i zasadach rządzących rynkiem mediów. Nauk ciekawych i pewnie ważnych, ale mijających się z realiami rynku. Świat nie potrzebuje więcej dziennikarzy. Świat potrzebuje ludzi rozumnych, którzy umieją pisać. Konstruować teksty, logicznie stawiać argumenty i formułować myśli. Na rynku mamy sporo publikacji i poradników o tym, jak zostać dziennikarzem. Brakuje opracowań o samym pisaniu. Jak pisać, żeby ze swoją wiedzą dotrzeć do masowego odbiorcy. Obudzić w sobie autora. Pisać skutecznie.



I     ZANIM ZACZNIEMY PISAĆ


Nie wiesz, jak zacząć tekst. Jakie dobrać słowa. Jak je łączyć, by powstało coś klarownego, ale świeżego jednocześnie. Sięgnij po ulubioną książkę, przeczytaj fragment, dwa. Po ulubiony wiersz. Piosenkę z tekstem. Po Osiecką. Albo idź na długi spacer. Popatrz na ludzi w autobusie. Jeżeli grasz w piłkę albo biegasz, to biegaj. Biegaj i cały czas zadawaj sobie pytanie, co w tym jest najważniejsze.

Czytelnik nie znosi sytuacji, gdy nie wie, po co zadał sobie trud czytania. Gdy po lekturze zostaje z pytaniem: no i co z tego wynika? A kiedy jeszcze namozoli się przy powtórzeniach, powrotach do raz już podjętych wątków, przy wstępie, który zdradził zakończenie, i poincie wyskakującej gdzieś w połowie, to na pewno zdenerwuje się i obrazi. Jeśli wcześniej – co najbardziej prawdopodobne – czytania nie porzucił. A przecież naszą zasadniczą obsesją zawodową jest to, żeby ktoś nas przeczytał. Do końca i ze zrozumieniem.

Ewa Wilk, „Polityka”, szef działu reportażu

Pytanie, jakie stawia wymagająca redakcja, brzmi zawsze: co z tego wynika? Co wynika ze zdobytej informacji, ze zgromadzonego materiału? PAIZ podała, że tempo zagranicznych inwestycji w Polsce słabnie – zgłasza jako temat dziennikarz. Po czym przytacza liczby, obrazujące sytuację bieżącą i z przeszłości. Po co? O czym autor chce nam powiedzieć? Jaki wypływa wniosek z tego wszystkiego?
W tym sejmie jest wiele więcej kobiet niż w minionej kadencji – podaje informację jako temat redaktor. I co z tego wynika? Jaki mamy problem? Jaki temat? Nie zawsze nawet doświadczeni dziennikarze umieją od razu wyciągnąć wnioski. To nie automat. To proces myślowy, jaki każdy z nas musi przejść.
Dziennikarka twierdzi, że ma temat: Ofiara wypadku, w którym zginęli jej rodzice, dostała 1,5 mln odszkodowania.
– No i? – dociekamy.
– To najwyższe odszkodowanie, zasądzone w Polsce. Wcześniejsze wynosiły kilkadziesiąt tysięcy złotych.
– Czyli o czym chcesz napisać?
– O tym, że liczba odszkodowań w Polsce jest coraz większa.
– To nic nowego. Ta liczba rośnie od 1990 roku i takich tekstów powstały dziesiątki. Więc o czym mógłby być twój tekst? A może tu nie ma tematu? Jest tylko agencyjna informacja?
– Ale tak wysokiego odszkodowania jeszcze nie było.
– W 2010 roku był zasądzony milion. A wiesz, jak wygląda wzrost liczby tych odszkodowań?
– Aż do tego roku wzrost był dość równomierny, ok. 10–15 proc. rocznie. Ale w 2010 liczba odszkodowań poszła nagle w górę o 40 proc.
– Hmm, w 2009 weszła ustawa o odszkodowaniach moralnych… Sprawdźmy, czy te wysokie odszkodowania i wzrost ich liczby nie są skutkiem tej ustawy. Wydaje się, że dotarłyśmy do tematu tekstu.
Najbardziej dojrzali dziennikarze piszą tylko wtedy, kiedy wiedzą, co z tego wynika.

Powtarzam często, że robię za psa łańcuchowego. Jak zbliża się do domu złoczyńca, to mam szczekać i szarpać łańcuchem, żeby ostrzegać domowników. To określa tematykę moich tekstów – z zasady rzucam się na to, co mnie denerwuje, niepokoi, drażni. Oczywiście, żeby coś opublikować, muszę mieć zamówienie od redakcji. Ale między innymi właśnie dlatego z żadną nie wiążę się etatem, żeby móc pisywać równocześnie do różnych mediów. Wtedy, jeśli temat jednego czy drugiego pracodawcy nie interesuje, to zawsze mogę go pchnąć u trzeciego.

Rafał Ziemkiewicz, felietonista, pisarz


STORY LIST

Początkujący autor musi szkolić się w zadawaniu sobie pytań i wyciąganiu wniosków. Żeby uporządkować myślenie nad tekstem, amerykańskie szkoły pisania prasowego stworzyły specjalną formatkę. Tekst o tekście – story list. Kilka zdań, które powiedzą, co jest istotą tematu. Uporządkują nam nasze myślenie, a z czasem zdyscyplinują samo pisanie.
Przykładowe story list:
•    News – Polacy masowo sprowadzają do kraju samochody, które rejestrują jako ciężarowe, bo w takim przypadku mogą odpisać akcyzę.
•    Temat – Ministerstwo Finansów (MF) wprowadziło nowe regulacje, by uniemożliwić masowe odpisy na samochody z kratką. Ale niedawno odkryli, że Polacy stosują już inny myk: sprowadzają auta, które rejestrują jako ciężarowe. MF chce i ten proceder ukrócić, przeprowadzając masowe kontrole sprowadzanych aut.
•    Hipoteza – Lepiej ujednolicić przepisy polskie z unijnymi, problem wówczas zniknie, a państwo nie będzie musiało wydawać dodatkowych pieniędzy na masowe kontrole.
•    Dlaczego teraz o tym piszemy – Resort infrastruktury właśnie zapowiedział kontrole.

Story list, które stworzyliśmy na podstawie już istniejącego tekstu.
Platforma grzęźnie w rozgrywkach, Renata Grochal, „Gazeta Wyborcza”, 24–25.09.2010

•    News – Janusz Palikot zapowiada odejście z PO, Andrzej Halicki w wywiadzie zaatakował Tuska: premier wyrzucając z rządu Schetynę, upokorzył go, wokół premiera jest za dużo lizusów, premier otacza się ludźmi, z którymi trudno modernizować kraj.
•    Temat – Roszady kadrowe w PO zdominowały myślenie i działanie w partii; jak wpłyną na tożsamość Platformy? PO pęka w szwach. 16 Zanim zaczniemy pisać
•    Teza – „Premier Donald Tusk mówi, że «Platforma nie ma z kim przegrać wyborów». Ale może przegrać sama z sobą. Jeśli nie przełamie wewnętrznego impasu”.
•    Dlaczego teraz o tym piszemy – Zjazd PO ma wybrać nową radę krajową. Ta w październiku wyłoni nowy zarząd, który poprowadzi partię do wyborów samorządowych i parlamentarnych.

Gowin z Tuskiem o in vitro, Paulina Jarosińska, „Nasz Dziennik”, 22.09.2010
•    News – Spotkanie Jarosława Gowina z premierem Tuskiem na temat założeń ustawy wprowadzającej w Polsce refundację leczenia metodą in vitro.
•    Temat – Walka w PO o kształt ustawy.
•    Teza – „Rządzący nie mają powodu do dumy, gdy noszą się z zamiarem uchwalenia prawa dopuszczającego uśmiercanie najmniejszych dzieci i finansowanie tego procederu z pieniędzy podatników”.
•    Dlaczego teraz o tym piszemy – Konsultacje w PO na temat ustawy, która ma być sztandarowym projektem jesiennej ofensywy PO.

NEWS

News to nie zawsze temat

Dane o deficycie, lista największych inwestorów zagranicznych z PAIZ czy wynik wyborów parlamentarnych, ujawniający liczbę kobiet w parlamencie, to newsy, nie tematy. Mogą być integralną informacją w gazecie czy na stronach agencji prasowych, ale są tylko informacją. Często mylimy informację z artykułem. Na wydziałach dziennikarstwa dużo czasu i miejsca poświęca się konstrukcji newsa. Co powinno być najpierw – osoba czy wydarzenie? To wszystko są ważne pytania, ale prosta informacja nie powinna zajmować wiele miejsca w naszej książce.