FRAGMENT KSIĄŻKI

Anna Maria Goławska , Grzegorz Lindenberg

Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywny

Wydawnictwo: Nowy Świat , Marzec 2009
ISBN: 978-83-7386-327-9

- Dieta? Dieta e contro natura - powiedział zupełnie poważnie i z całkowitym przekonaniem pewien młody Toskańczyk. Szliśmy właśnie po obfitej kolacji w stronę lokalnej lodziarni, narzekając na własne nieopanowane łakomstwo. I nagle dotarło do mnie, że ten Włoch otarł się nieświadomie o genialność, że wyraził tak prosto to, co wszyscy przyjeżdżający do Toskanii usiłują zrozumieć i wyjaśnić: dlaczego tu jest milej, przyjemniej, lepiej niż gdziekolwiek indziej. Bo Włochy są zgodne z naturą, Toskania jest zgodna z naturą. Architektura, malarstwo, jedzenie, wino, tryb życia, sjesta, radość śpiewu, rozmowy, uściski - to wszystko płynie z nurtem życia, świata, przyrody, nie buntuje się, nie przyspiesza, nie wysila.
- Piano, piano - powtarzają Włosi, powolutku, po co ten pośpiech, wszystko będzie dobrze.


* * *

Zawsze bawiły mnie kieszonkowe rozmówki turystyczne bogate w sformułowania, które chyba nikomu do niczego się nie przydały. Korzystając z rozmówek, możemy teoretycznie poradzić sobie z różnymi sytuacjami, w tym na przykład z przypadkiem kradzieży. Pytamy:
- Dov'e il commissariato di polizia piu vicino? (Gdzie jest najbliższy posterunek policji?)
Następnie, zakładając, że zrozumiemy odpowiedź, której rozmówki z reguły nie podają, wsiadamy do autobusu i zwracamy się do najbliższego Włocha:
- Mi puo dire scendere alla fermata giusta? (Czy może mi pan/i powiedzieć, kiedy wysiąść?)
Dotarłszy na komisariat, możemy uroczyście oznajmić:
- Mi hanno rubato il portafoglio. (Skradziono mi portfel.)
A potem spokojnie osiąść na laurach, ignorując przypuszczalne pytania policjanta. Według mnie każde rozmówki powinny zawierać zdanie: "Do odpowiedzi na to pytanie moje polsko-włoskie rozmówki niestety mnie nie przygotowały".


* * *

W standardowej dla nas porze obiadowej może być problem ze znalezieniem czynnej restauracji, wyłączając oczywiście miejsca nastawione głównie na turystów. Niektóre lokale zamykane są po lunchu, inne w ogóle otwierane dopiero po południu, a nawet wieczorem, około godziny 19. Trzeba również wiedzieć, że raz w tygodniu włoskie restauracje bywają nieczynne. Informacje na ten temat można z reguły znaleźć na planach miast; za nazwą ristorante przeczytamy na przykład: chiuso martedi, lunedi, domenica sera (zamknięte we wtorek, poniedziałek, niedzielę wieczorem) itd. lub sempre aperto - zawsze otwarte.
Mieszkając kiedyś w Pienzy, wybraliśmy się raz na jedno popołudnie do oddalonej o ponad sto kilometrów Lukki, specjalnie żeby zjeść w L'Antico Sigillo, no i oczywiście zastaliśmy zaciągnięte żaluzje. Jak pech, to pech. (Obecnie Sigillo czynne jest codziennie.)


* * *

To, co wyróżnia La Botte Piena, to bruschettini, maleńkie grzanki przyrządzane z serów, konfitur domowej roboty, fasoli, mięsa. Konfitury są niesamowite, zarówno z truskawek, gruszek na ostro, jak i zielonych pomidorów czy cebuli, a nawet ziemniaków z koniakiem. W połączeniu z typowym dla regionu owczym serem pecorino smakują po prostu rewelacyjnie. Niestety nie da się za jednym razem spróbować wszystkich rodzajów grzanek, bo jest ich około dwudziestu. Warto też zamówić brytfankę grillowanego pecorino z miodem, pomidorami albo grzybami. Gruby makaron wyrabiany ręcznie (pici fatti a mano) podawany jest z mięsem, czosnkiem albo briciole. Doskonałe były też warzywa w oliwie (suszone pomidory, bakłażan, karczochy, grzyby) i szpinak. Nie mam pojęcia, jak go przyrządzili, ale zjadłam całą miskę w ciągu paru sekund.
Do potraw można zamówić wino domowe albo spróbować wybranego gatunku i rocznika na kieliszki. Właściciel chętnie doradza i my się na jego guście nie zawiedliśmy. Raz na próbę wzięliśmy całą butelkę i wypiliśmy ją podczas kolacji, bo je się długo, dużo i powoli. Co prawda, wracając potem do Pienzy, gdzie wynajęliśmy pokój, zgubiliśmy drogę i błąkaliśmy się po winnicach, ale noc była piękna. Na deser La Botte Piena proponuje ciasta, lody i kremy. Nie do opisania jest krem czekoladowy z gruszką oraz cytrynowy z kiwi. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, jakie są ich składniki i receptura. Chciałabym tylko móc jeść je codziennie, rano, w południe i jeszcze porcyjkę przed snem. Zawsze po wizycie w Montefollónico sama czułam się jak la botte piena (pełna beczka).


* * *

Lukka jest chyba jedynym miastem, o którym Paweł Muratow w swoich słynnych Obrazach Włoch napisał tak wiele nieprzyjaznych słów. A to że przypomina więzienie, że uliczki ma kręte i wąskie, że nawet w jasny dzień listopadowy panuje tu wilgoć i głusza, duszne powietrze nie pozwala oddychać, a to że jej historia jest pełna nikczemności, hańby i poniżenia, a to że fasada kościoła San Michele jest okropna. Wszystko to są, proszę państwa, kłamstwa, pomówienia i oszczerstwa!
Bowiem Lukka jest cudowna, niepowtarzalna, zróżnicowana, pełna wspaniałych zabytków i nieodpartego uroku. Lukka jest miastem, w którym zakochaliśmy się od razu, jeszcze zanim zwiedziliśmy jej niezwykłe stare centrum. Centrum to otacza całkowicie zamknięty (jedyny taki we Włoszech) pierścień murów obronnych z jedenastoma bastionami i sześcioma bramami wjazdowymi, przy których zwykle pojazdy tłoczą się i trąbią. Wokół nich ciągnie się pas zieleni z zarośniętą fosą, a dopiero dalej ulica i nowoczesne dzielnice, przez co stara część jest odizolowana i sprawia niesamowite wrażenie miasta w mieście. Mury pochodzą z XVI-XVII wieku, w wieku XIX przekształcono je w teren spacerowy i obsadzono platanami. Po starszych, średniowiecznych, obejmujących mniejszy obszar fortyfikacjach pozostały dziś dwie bramy miejskie, częściowo zamienione na kamienice - Porta di Borgo (lub dei Borghi) i Porta Santi Gervasio e Protasio oraz część fosy przecinająca miasto.


* * *

Chianti, rozpościera się mniej więcej między Florencją a Sieną. Głupio o nim nie wspomnieć, pisząc o Toskanii, ale szczerze mówiąc, nie zrobił na nas aż takiego wrażenia, jakie zapowiadały przewodniki. Okolice są łagodne i zielone, ale zdecydowanie bardziej wolimy tereny położone dalej na południe. One dają oddech, a Chianti jest duszne, poszatkowane winnicami, zagęszczone, skurczone, miniaturowe, jak model, zabawka. Miasteczka są średnio interesujące, a farmy wcale nie wyglądają piękniej niż w innych rejonach. Byliśmy w Greve in Chianti, miasteczku z wydłużonym rynkiem w kształcie trójkąta. Już w średniowieczu znane było jako miasto targowe. Na początku XIV wieku Greve zostało doszczętnie spalone przez Castruccia Castracaniego z Lukki, ale szybko podniosło się z upadku. Teraz odbywają się tam największe w regionie targi wina. Idzie się wzdłuż rynku, przy restauracjach i sklepach z winem sprzedawanym w butelkach o przeróżnych kształtach, i słyszy wszędzie eleganckie półszepty w języku angielskim. Podobnie w Radda in Chianti, całkiem ładnym i starym miasteczku, trudno natknąć się na Włocha.
Nie marnowałabym czasu na jeżdżenie po Chianti, chyba że kogoś szczególnie interesuje tutejsze wino. Wiele farm oferuje sprzedaż bezpośrednią, można zwiedzać niektóre winnice - najczęściej za darmo, ale wypada potem kupić butelkę czy dwie w geście podziękowania.


* * *

Od razu powiem, że żadna pocztówka, zdjęcie w kalendarzu przedstawiające Krzywą Wieżę nie kłamie. Wchodzi się na Campo dei Miracoli i rozdziawia buzię. Ta wieża się przewróci. Turyści przyjmują najdziwniejsze pozycje, rzucają się na trawę, żeby zrobić atrakcyjne i oryginalne zdjęcie. Nie wydaje mi się, by było to możliwe, Krzywa Wieża została już obfotografowana ze wszystkich stron. Ale najfajniejsza kartka pocztowa to nie to samo, co własne ujęcie. Budowę Krzywej Wieży rozpoczęto w 1173 roku i już kilkanaście lat później zaczęła się przechylać. Grunt okazał się zbyt miękki - powstała przecież na łące. Kamieniarze ją podparli, przez co przekrzywiła się w drugą stronę. Podobno z tego powodu nikt nie chciał przyznać się do projektu. Miała wówczas tylko trzy piętra. Zastanawiam się, co czuli ówcześni budowniczowie, patrząc na te ruchy budynku. Czy bali się, że rano mogą zastać jedynie stos kamieni? W każdym razie wieżę zostawiono na sto lat. Pod koniec XIII wieku dobudowano kolejne trzy piętra pod takim kątem, aby "naprostować" budowlę, a później jeszcze zwieńczono ją dzwonnicą. W XIX wieku próbowano zmniejszyć wciąż rosnące przechylenie, ale tylko pogorszono sytuację. Od 1990 roku trwają prace, których celem jest ratowanie wieży. Nie będzie ona jednak nigdy stać w pionie - nawet gdyby możliwe było doprowadzenie jej do takiej pozycji - bo Piza utraciłaby swój symbol. Na Krzywą Wieżę można wejść, na taką wysokość, na jaką akurat pozwala jej kondycja. Bilet kosztuje 15 euro, ze względów bezpieczeństwa należy oddać do przechowalni torby i plecaki.