Jak wyglądała młodość najsłynniejszego seryjnego mordercy - kanibala w historii? Co wzbudziło w nim nieludzką żądzę krwi? Czy młody Hannibal budził się w ciemnościach słysząc ryk zarzynanych owiec? Przed Tobą pierwszy rozdział losów Hannibala, historia narodzin potwora. II wojna światowa. Młody Hannibal (Gaspard Ulliel) traci rodziców oraz siostrę. Uciekając z rodzinnej Litwy zajętej przez komunistów dociera do Francji. Tam spotyka niezwykłą Lady Murasaki (Gong Li), która przedstawia mu świat elegancji, nienagannych manier, wyrafinowanej sztuki oraz niecodziennych przepisów. Rozsmakowany w muzyce klasycznej i urzekającej prozie, młody Hannibal zaczyna odkrywać swoją prawdziwą naturę.
Szczeniacka wyprawa po ludzkie mięso
(2009-04-30)
MarS
Więcej o recenzencie
Młody Hannibal wraz z arystokracką rodzinką mieszka sobie w cichej głuszy. Niestety chłodno-klimatyczną sielankę atakuje wojna w formie wybuchów i band wyjętych spod prawa ludzkich animalsów. Hannibal ma tego pecha, że rodzice mu giną i zostaje sam z Maszą – młodszą siostrunią. Wspomniani wcześniej animalsi wpadają w odwiedziny do Hannibala i w tornadzie dzikiej zimy zaczynają, smakowicie się przy tym oblizując, oglądać ciałka rodzeństwa. Tak wygląda mniej więcej preludium do historii, które można było wyczytać w „Hannibalu” Thomasa Harrisa (tego na szczęście nie nakręcił Ridley Scott). Wiadomo, kanibalizm Hannibala zyskał jakieś oświetlenie i przestał być przerażająca zagadką chorego i genialnego (a przez to nieprzeniknionego) umysłu. Na szczęście twórcy postanowili okrasić nam ból bezpośredniości wstępu do koszmaru „Czerwonego smoka” i rzucili kilku zwinnych aktorów i kilka smakowitych scen, przyprawiających co mniej wyrobioną w gore widownię o skręt kiszek. Chociażby chińska Gong Li jako świetna, japońska Lady Murasaki, prezentuje wyżyny sztuki układania włosów i zimnego recytowania sentencji pachnących wyrachowanym pięknem kultury Dalekiego Wschodu. Chociażby zarzynanie rzeźnika mieczem samurajskim słodzi scenariuszowe przewidywalności, choć wiadomo, że to prawie że nachalny cytat do „Świętej krwi” Alejandro Jodorowsky’ego. Na tle poprzednich odsłon przygód Lectera, filmowi Petera Webbera zdecydowanie brak ikry i demonicznego Anthony’ego Hopkinsa. Nie za wiele tu choćby municypalnej grozy miasta z „Łowcy” Michaela Manna. Pewnie wyjdę na bezkrytycznego fana Hannibala Lectera, ale muszę przyznać, że lubię ten film. Od pierwszego młodocianego, lecz wciąż hannibalowego zamachu sierpem.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji