-
-
-
82-85
- Republika
-
cena:
19,49
zł
-
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Helicopters
Średnia ocena z 5 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Porter Band
- Firma fonograficzna:
-
Sonic
- Nr katalogowy:
- SON6-2
- Sprawdź inne tytuły:
-
Porter Band
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Ain't Got My Music |
|
| 2. Northern Winds |
|
| 3. Helicopters |
|
| 4. Garage |
|
| 5. Refill |
|
| 6. Life |
|
| 7. I'm Just a Singer |
|
| 8. Crazy, Crazy, Crazy |
|
| 9. Newyorkcity |
|
| 10. Freeze Everybody |
|
| 11. Brave Gun |
|
| 12. Fixin' |
|
| 13. Aggression |
|
- Helicopters
- Wykonawca:
-
Porter Band
Słabizna
(2008-04-24)
Christoph Martin
Labaj
Więcej o recenzencie
Album pierwszy raz usłyszałem kilka lat temu zaprezentowany w całości w polskim radiu, drugi raz dopiero co. Odczucia były za każdym razem te same. Nie umiem zrozumieć, dlaczego Porter stał się klasyką polskiej muzyki rockowej, gdyż to, co podaje, jest kiepskie. Nie wiem, czym się chłop zajmował w Walii i co go sprowadziło w tamtych czasach za żelazną kurtynę. Może śpiewał w pubach za parę piw i na deptakach, i jedyną szansę, aby spełnić swoje marzenie, widział w przeprowadzeniu się do kraju, gdzie byłby już z powodu swojego zachodniego pochodzenia zauważany? "Helicopters" to zbiór przeciętnie zagranych, nijakich rockowych numerów w klimatach takich amerykańskich wzorców jak Lynyrd Skynyrd, czy The Allman Brothers Band. Sekcja rytmiczna cofnięta w tło jest jedynie bazą do całkiem niezłych wyczynów gitarzysty, m.in. na slide, i, najważniejszego tutaj, śpiewu bohatera, który przy okazji brzdąka coś tam na pudle. Niestety Porter został obdarzony cienkim i wyjątkowo nieciekawym głosem, który może by wystarczył, aby się udzielać w chórkach, ale na główny wokal nie ma predyspozycji. Na dodatek folkowa maniera jego śpiewu lub melodyjnego gadulstwa nieco "gasi" rockowy polot muzyki. Momentami gość brzmi tak jakby chciał naśladować swoją byłą współpracowniczkę Korę jednak jest od niej tak daleko jak od Marsa. Jego artykulacja jest tak niewyraźna, nie wiem, czy to za sprawą walijskiego dialektu, teksty się zlewają w jeden bełkot. A co do tekstów, to niejedna osoba, której językiem ojczystym nie jest angielski, by się ich powstydziła. Gdy Porterowi zabrakło pomysłów na linijkę, to wstawił jakieś dziecinne podśpiewy w stylu "tataratta ta, uuah", co jest banalne. Płyta nie tylko nie osiąga standardów zachodnich idoli, ale i nawet tymczasowych rodzimych zespołów. Także dobrze, że Walijczyk się dzisiaj już zajmuje jedynie muzyką tak samo minimalistyczną jak jego muzykalny talent i "rockowanie" pozostawia ludziom, którzy się na tam bardziej znają. Mam tylko nadzieję, że A. Lipnicka zrobi się artystycznie znów samodzielna.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji