Hip-hop żyje!
(2007-01-06)
Real
MC
Więcej o recenzencie
12 lat upłynęło od kiedy Nas zaszczycił muzykę unikalnym klasykiem "Illmatic", będącym pamiętnikiem chłopca z getta, poety, obserwatora, hip-hopowca całym sercem i marzyciela w jednym. Przez ten cały czas krytycy i fani z niecierpliwością czekali na coś, co dorówna arcydziełu. Dla jednych była to niedoceniona płyta "I Am...", dla innych genialny "Stillmatic". Dla mnie to właśnie "Hip Hop Is Dead". Tytuł, który wywołał wiele dyskusji i kontrowersji w świecie muzyki, już sam w sobie skłania do zastanowienia nad tym, co tak naprawdę pozostało z muzyki znanej sprzed tych 12 lat i wcześniej. Nas właśnie to uczynił myślą przewodnią albumu i znowu stworzył arcydzieło. Płyta sama w sobie jest najspójniejszym, najbardziej lirycznym i natchnionym dziełem Nasa od czasów "Illmatica". To, co zawsze podziwiałem w tym MC, to jego przywiązanie do kultury, której jest wierny całym sercem oraz działanie przeciwko trendom, jakie podpowiada rynek. Nas staje naprzeciw komercjalizacji, prostactwu i prymitywnej gloryfikacji życia gangsterskiego. Jego teksty są też przepełnione tęsknotą za zapomnianymi pionierami gatunku. Zapytajcie dzisiejszego przeciętnego fana hip-hopu (nie obrażając tych prawdziwych) kim jest MC Shan, Roxanne Shante, Masta Ace, Daddy-O, Dana Dane, a dostaniecie odpowiedź: kto? Zapytajcie o podanie choć jednego kawałka Public Enemy albo Brand Nubian, a dostaniecie odpowiedź: a ile sprzedali płyt? Dlaczego fani rocka znają materiał Led Zepellin i Rolling Stonesów, a tzw. fani hip-hopu nie wiedzą, kto to jest MC Lyte czy Slick Rick? Nas oddaje hołd pionierom w genialnym kawałku "Where Are They Now", a w takich dziełach sztuki jak "You Can't Kill Me", "Hip-hop Is Dead", "Carry On Tradition" czy akustycznym "Hope", próbuje odpowiedzieć na pytanie, co stało się z kulturą, autentyzmem i ideą hip-hopu. Daje też do zrozumienia, że w głównej mierze fani i publika są odpowiedzialni za stan muzyki, bo kto jak nie oni kupuje płyty 50 Centa, T.I., Nelly'ego czy innych karykatur tego niegdyś pięknego gatunku. Na płycie każdy kawałek jest świetnie dopracowany i, mimo że z pomocą przychodzą Kelis (obecna żona Nasa), Snoop, Kanye czy Game, Nas nie pozwala nikomu lśnić tak jak samemu sobie. Poza jednym wyjątkiem - genialnym duetem z Jay-Z, który już od dnia premiery stał się klasykiem. Bo czy można lepiej sobie wyobrazić pojednanie dwóch świetnych MC, wymieniających między sobą wersy cięte jak brzytwa, a przy tym piekielnie inteligentne, dodatkowo na tle sampla z "Ojca chrzestnego II" w wykonaniu Praskiej Filharmonii? Ten kawałek jakby definiuje samego Nasa i całą płytę. Z innych perełek wspomnę jeszcze soulowy, delikatny, ale mroczny "Still Dreaming" oraz genialny "Who Killed It" ze zmodelowanym głosem Nasa w roli narratora, opowiadającego historię gangsterską w stylu filmu noir, a będącego metaforą hip-hopu. Na tej płycie ciężko wybrać najlepszy kawałek, bo właściwie każda pozycja broni się jak może i wyróżnia na tle innych. No może poza "Hustler", a to za sprawą Game'a, który po raz kolejny daje popis przedszkolych rymów, dając do zrozumienia, że bez dobrej produkcji jest nic niewarty. "Hip-Hop Is Dead" to płyta pełna symbolizmu, w której Nas daje świadectwo swojej świeżości, innowacyjności i talentu. Z płytami jak ta hip-hop żyje pełną piersią.
(14 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji