Nareszcie. Autor wybrał rysunki publikowane w "Przekroju", w "Polityce", a także te mniej znane, z początków twórczej drogi - i powstała książka.
Często mówimy o absurdalnej sytuacji, że to scena "jak z Raczkowskiego". Różnica jest taka, że rysownik pozwala nam zakończyć ją śmiechem - popatrzmy na "Stanisława z Łodzi" w wielu odsłonach czy na rysunek "Żądamy Wesołych Świąt!". Ale znaczna część zamieszczonych w książce opowiastek wykracza poza codzienne doświadczenia lub w sposób przewrotny je komentuje?
Te rysunki wciągają tym bardziej, im więcej poświęci im się czasu - nie ma przesady w zdaniu, że od zawsze czekały na książkę.
Recenzja-Gazeta Wyborcza
Wojciech
Orliński
Więcej o recenzencie
Czytając stenogramy rozmów posła Pęczaka i jego przyjaciół, miałem wciąż wrażenie, że czytam partie dialogów wyjęte z jakiegoś dzieła literackiego, tylko nie mogłem sobie przypomnieć autora. Olśnienie nadeszło razem z książkowym wydaniem rysunków Marka Raczkowskiego - Pęczak to po prostu postać jak z jego komiksów.
Kiedyś trudny los Polaków w poszczególnych epokach najlepiej charakteryzowały a to romantyczna poezja, a to pozytywistyczna proza, a to radosna euforia skamandrytów. Od pół wieku nasz los najlepiej opisuje według mnie rysunek satyryczny. Lata 60. należały do profesora Filutka z rysunków Zbigniewa Lengrena, przedwojennego inteligenta wciąż usiłującego zachować przedwojenne maniery w realiach PRL. Lata 70. i 80. najlepiej charakteryzowały rysunki Andrzeja Mleczki, doskonale pokazującego rozkład PRL.
Rysunki Raczkowskiego to w pewnym sensie synteza tych dwóch skrajności. Raczkowski unika scen drastycznych. W całym albumie są może dwa, trzy rysunki, po których moglibyśmy się spodziewać dramatycznego dalszego ciągu (którego jednak nie narysowano). W jednym z nich przypadkowy przechodzień zaczepiony jest przez bandę w niebieskich szalikach. Zapytany: "Za kim jesteś?" odpowiada niepewnie "Za... niebieskimi", na co bandziory wołają "Chłopaki, to do was!" do zaczajonej opodal bandy w czerwonych szalikach.
Mleczko by raczej nie zmarnował okazji, by pokazać to, co działo się potem - z całą brutalnością i różnymi płynami ustrojowymi tryskającymi na wszystkie strony, tak jak w jego rysunku: "rodaka bijesz?"/ a skąd ja ci gnoju o tej porze wezmę obcokrajowca?". Ale czasy się zmieniły, nastała epoka, w której być może nic drastycznego się nie dzieje - ale dalej wszystkim rządzą ludzie tacy jak z rysunków Mleczki, chociaż innymi metodami.
Polska z rysunków Raczkowskiego wyłania się jako kraj w zasadzie syty (nikt tutaj nie jest pokazany jako głodny, bezdomny, nawet chorych jest niewielu), ale niebywale sfrustrowany i zdemoralizowany. Jeden z rysunków (mój ulubiony komentarz do afery Rywina) pokazuje komisję sejmową, która ustaliła, że "prawdopodobnie dopiero w drukarni pojawiły się w ustawie punkty korzystne dla drukarzy". Na innym ktoś przyznaje się do tego, że planował zakup nadmuchiwanego basenu na działkę, ale zrezygnował, bo "bał się ludzkiej zawiści".
Frustracja w Polsce sięga tak daleko, że nawet zwykła kaczka kwacze u nas "fuck!, fuck!, fuck!". Nie jest skierowana w nikogo konkretnie - co pięknie pokazuje rysunek przedstawiający tłum manifestantów niosący po prostu transparent z napisem "Kurwa mać!". Pod takim hasłem podpisałoby się zapewne 92 proc. ankietowanych (tyle samo według Raczkowskiego uważa, że sondaże w Polsce nie są fałszowane).
Wśród powszechnej frustracji zdarzają się, na szczęście, dobre wiadomości. Na przykład sukcesy polskich sportowców - jeden z rysunków przedstawia kibica słuchającego w radiu radosnej wiadomości: "Na olimpiadzie doszło do tragicznego wypadku - załamało się podium pod laureatami. Na szczęście nie było wśród nich Polaków".
Trochę żałuję, że w albumie nie ma mojego ulubionego rysunku przedstawiającego dżentelmena w waciaku i walonkach, z malującym się na twarzy wyrazem nieziemskiego zdumienia, jakby zobaczył lądowanie UFO albo pełne wyjaśnienie jakiejkolwiek afery przez komisję sejmową. Podpis: "Drogowiec zaskoczony nadejściem zimy". Ale narzekając w ten sposób, sam zachowuję się jak Stanisław z Łodzi, ulubiony bohater rysunków Raczkowskiego - dali mu piękny album rysunków, a ten jeszcze narzeka, że jednego mu zabrakło
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji