W roku 1994, w czasach, kiedy Ruanda pogrążona była w szaleństwie, jeden człowiek przyrzekł chronić rodzinę, którą kochał a w końcu znalazł odwagę, aby uratować życie 1200 ludzi. Hotel Ruanda opowiada inspirującą, opartą na faktach historię bohatera Paula Rusesabagina, kierownika hotelu, który dzięki wielkiej odwadze i sprytowi uratował życie wielu ludzkich istnień. Podczas gdy cała reszta świata wolała zamknąć oczy, Paul otworzył swoje serce i udowodnił, że jeden dobry człowiek może zdziałać bardzo wiele.
Bardzo dobry film!
(2010-01-15)
Krzysztof
Tyrna
Więcej o recenzencie
Jak dla mnie jest to film bardzo dobry, smutny, wstrząsający, pobudzający do refleksji, pokazujący problemy Afryki i jej ludności, oraz to, co tak naprawdę biedniejsze kraje Afryki bez większych bogactw naturalnych są warte dla wielkich mocarstw tego Świata, które mogły pomóc tym ludziom a tak naprawdę nie zrobili nic odwracając się do nich plecami.
Polwcam, bo warto.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Conradowskie "jądro ciemności" podniesione do n-tej potęgi
(2007-05-11)
Błażej
Bierczyński
Więcej o recenzencie
Tytułowy "Hotel Rwanda" to azyl w pełnym znaczeniu tego słowa. Azyl w samym środku jądra ciemności, o którym Josephowi Conradowi nie śniło się nawet w najgorszych koszmarach. To jądro ciemności, które pulsuje nienawiścią, morderczym szałem, brutalnym pragnieniem zemsty za dawne krzywdy, irracjonalnym poczuciem wyższości nad drugim człowiekiem, który tak naprawdę, przecież, krwawi tak samo czerwoną krwią, tak samo martwi się o swoich bliskich, tak samo kocha, tak samo boi się śmierci i tam samo chce żyć. Tak, jak ludzie lgnący do hotelu Mille Collines w poszukiwaniu ocalenia przed rzezią. W jego kierunku idą też bojówkarze pragnący "wyciąć wysokie drzewa" (czyli Tutsi), więc wkrótce budynek znajduje się w stanie oblężenia. Nie chodzi tu jednak tylko o otaczające go bojówki Hutu. To przede wszystkim stan oblężenia oczu, uszu i sumienia zachodnich supermocarstw i dawnych imperiów kolonialnych. Oblężenia przez zwykłe tchórzostwo i okrutną obojętność. Podejście Zachodu doskonale wyraża pułkownik Oliver (postać oparta na rzeczywistej osobie generała Romeo Dallaire, stacjonującego wtedy w Rwandzie z siłami ONZ - wcielił się w niego Nick Nolte). Dla Belgów, Francuzów, Brytyjczyków czy Amerykanów, mieszkańcy Ruandy nie są nikim ważnym. Nie są nawet czarnuchami, jak to w pewnym momencie określa bezsilny pułkownik. Można ich po prostu zostawić na pastwę losu. Dla Zachodu Rwanda jest niczym. Reakcja skończy się na komentarzu "to straszne…" i powrocie do jedzenia kolacji. I to właśnie esencja białego egoizmu, kolonializmu i supremacji, a także zakłamania i zdrady. Główny bohater, Paul Rusasebagina, menadżer hotelu, prowadzi wraz z rodziną europejskie życie, przebywa przede wszystkim w towarzystwie europejskich gości, pracuje dla nich, podaje najlepsze alkohole i kubańskie cygara, lecz gdy nad Rwandą pojawiają się czarne chmury, zostaje sam. I choć jest Hutu, nie może zapewnić rodzinie całkowitego bezpieczeństwa, gdyż jego żona pochodzi z plemienia Tutsi. Tym trudniejsze jest, więc, dla niego udzielanie pomocy kolejnym grupkom uciekinierów. W pewnym momencie i on, mimo swego pochodzenia, staje się "gnidą". Może jedynie polegać na dawnych kontaktach, umiejętności negocjacji (czy też przekupywania) i zaufaniu do swoich pracowników. W postać tę wcielił się Don Cheadle i po tym, jak to zrobił, trudno wyobrazić sobie kogoś innego w tej roli. Jego głos, mimika twarzy, gesty wyrażają doskonale to, co czuje człowiek, gdy na jego barkach spoczywa nagle ciężar odpowiedzialności za życie setek ludzi, podczas gdy musi praktycznie sam stawić czoła wszechobecnemu złu. Co ciekawe, Rusesabagina to nie kryształowy bohater. Na początku nie wyobraża sobie w ogóle, jak mógłby komukolwiek pomóc. Otwarcie mówi nawet, że kontakty i znajomości chce wykorzystać, by pomóc swojej rodzinie, a nie np. sąsiadom. Sprawia to, że ta postać staje się jeszcze bardziej realistyczna. Bardzo dobrym zabiegiem okazało się też pokazanie bliskich Paula na chwilę przed wybuchem zamieszek: życia rodzinnego i domu, który wkrótce miał się znaleźć w strefie walk i który musieli opuścić. Jednak nie tylko Cheadle czy Nolte mogą pochwalić się bardzo dobrą grą. Przekonująco i realistycznie zagrała również, wcielająca się w żonę Rusesabaginy, Sophie Okonedo, a także Joaquin Phoenix, Helen Hunt i Jean Reno, pojawiający się w rolach drugoplanowych i epizodycznych. A tym, co czyni "Hotel Rwanda" filmem o jeszcze większej sile przekazu, jest to, że nie epatuje on scenami mordów. Będą to raczej krótkie migawki, fragmenty nagrań, zwłoki widziane przez poranną mgłę czy wreszcie to, co usłyszymy w formie relacji. Widać przede wszystkim rozwścieczone grupy bojowników wymachujących maczetami, karabinami i podpalających domy. Bo napięcie i przerażenie buduje przede wszystkim świadomość, do czego człowiek może być zdolny, zwłaszcza, gdy działa w rozwścieczonym tłumie. I może świadomość ta obudzi sumienia ludzi, którzy nawet umywszy ręce od Rwandy, wciąż mają na nich krew jej mieszkańców.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji