Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Houses Of The Holy
Średnia ocena z 4 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Led Zeppelin
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, 1973
- Nr katalogowy:
- 7567826392
- Sprawdź inne tytuły:
-
Led Zeppelin
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Song Remains the Same |
|
| 2. The Rain Song |
|
| 3. Over the Hills and Far Away |
|
| 4. The Crunge |
|
| 5. Dancing Days |
|
| 6. D'Yer Mak'er |
|
| 7. No Quarter |
|
| 8. Ocean |
|
- Houses Of The Holy
- Wykonawca:
-
Led Zeppelin
Houses Of The Holy
(2012-01-15)
mm gar
Więcej o recenzencie
Ta rewelacyjna płyta cieszy jeszcze dziś. Tak popularna sława muzyki rokowej nie mogła wydać czegoś niedoskonałego. Płytę rozpoczyna utwór The Song Remains The Same. Zaczynający się cudowną grą gitar. Utwór zaskakujący, przypominający dokonania takich sław muzycznych jak Yes czy King Crimson. Ten utwór oparty na łączeniu różnych fantazji dźwiękowych uzupełniony fantastycznym wokalem i wszechobecną perkusją jest czymś co zapowiada fantastyczną na wysokim poziomie zabawę dźwiękiem. Doskonały pierwszy utwór, którego kulminację stanowi płynne przejście z dynamicznej wielodźwiękowej partii do delikatnie brzmiącej klasycznej gitary łącząc się doskonałą kolejną kompozycją zatytułowaną the rain song. Utwór delikatny i fantastyczny. Kolejne spokojne wejście gitary klasycznej i świetny spokojny na początku wokal Roberta Planta rozwijają się w dynamiczne cudo rokowe. Utworek znany chyba wszystkim znające Led Zeppelin. To już jest klasyka roku wysokich lotów. To zresztą mój ulubiony kawałek. Świetny i nowatorski na tamte czasy kolejny utwór przenosi nas w krainę ekstazy muzycznej bo kolejne perełki muzyczne to utwory Dancing Days i znany na całym świecie przebój D'Yer Mak'er. Całą płytę kończą dwa doskonałe utwory No Quarter najdoskonalszy utwór na płycie i rewelacyjny Ocean. Cała płyta jest bardzo spójna i zadziwiająca. Jest na niej zapis doskonałej muzyki na której wychowały i wychowują się pokolenia. Gorąco ją polecam to kawał doskonałej muzyki.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Udana kontynuacja, ale z pewnym minusem...
(2011-06-09)
Kamil
Jastrzębski
Więcej o recenzencie
Rok 1973 to złote czasy dla Led Zeppelin. Na ich występy przybywały rekordowe liczby ludzi, 4 maja w Atlancie wystąpili dla 49-tysięcy fanów by dnia kolejnego pokazać się przed 56-tysięczną widownią w Tampie. Po ogromnych sukcesach koncertowych i komercyjnych, panowie musieli zmierzyć się z ogromną presją. Nagrań do nowego albumu dokonano rok wcześniej w studiach: Headley Grance, Island Studios oraz Electric Ladyland. Z sesji wybrano osiem kompozycji dających w sumie czterdzieści minut muzyki. Album startuje kawałkiem „The Song Remains the Same”, kompozycja z wyciszonym, dziwacznym wokalem Planta, nagrywana na Telecasterze i dwunastostrunowym Rickenbackerze. Kawałek ten już na wstępie obnaża największy problem tego wydawnictwa, otóż aranżacje zawarte na albumie straciły bardzo dużo uroku, energii względem wersji koncertowych. Potwierdza to bardzo dobre przyjęcie go na koncertach i obecność w setliście począwszy od Japonii 72’ niemal nieprzerwanie do końca 79’. Tak jak i na koncertach, tak na albumie utwór ten łączy się nierozerwalnie z następującym po nim „The Rain Song”. To długa, bardzo klimatyczna kompozycja, w której swój ogromny talent multiinstrumentalisty obnaża John Paul Jones. Buduje tutaj porywające symfoniczne dzieło na jednym z pierwowzorów syntezatora klawiszowego. Kolejna ścieżka to „Over The Hills And Far Away”. Niestety choć ma duży potencjał wiele traci poprzez zastosowanie gitary akustycznej, spokojnego śpiewu i dosyć płaskiego brzmienia. Tytuł ten dopiero na koncertach promujących album rozwinął skrzydła, ostrzejsza aranżacja na gitarze elektrycznej, bardziej zadziorne i śmielsze wokalizy Planta oraz niezawodna sekcja rytmiczna zrobiły z niego stały punkt koncertowy. Kolejny przystanek to „The Crunge”. Właściwie... to muzyczny żart i to udany. Parodiujący Jamesa Browna tekst, muzyka będąca efektem spontanicznego jamu oraz nijak nie nadająca się do tańca, połamana rytmika. Niezrażony tym zespół planował umieścić na okładce autorskie kroki taneczne. Kolejny kawałek to „Dancing Days”. Właściwie bezbarwny i zbudowany wokół powtarzającego się w nieskończoność riffu, pomimo to atmosfera i chwytliwy rytm robią zeń bardzo sympatyczną piosenkę. Dalej mamy „D’yer Mak’er” i reggae, które nie bardzo przypadło do gustu krytykom. Inaczej rzecz miała się z fanami i wokalistą zespołu, który pragnął wydać singiel w Wielkiej Brytanii. Sposób śpiewania Roberta w tym utworze parę ładnych lat później usłyszymy u niejednej gwiazdki pop ;) . Kolejny na płycie numer to chyba najlepsze co spotkało tę płytę. „No Quarter” ze wspaniałym klimatem, cudowną pokazującą kunszt i wielki talent basisty oprawą symfoniczną oraz ciężką gitarą przyprawiającą o ciarki. Pośród tego wszystkiego wyłania się wokal Planta... jakby z otchłani, zza szyby, spod wody, z innego miejsca, czuć w nim jakieś „bulgotanie” coś niepokojącego. Na koniec mamy jeszcze „The Ocean”. Hołd dla fanów zespołu, niestety czegoś mu brakuje, wydaje się wręcz nie zmiksowany, niedokończony. Podobnie jak w przypadku kilku innych, wersja koncertowa bije studyjną na głowę. Cóż, ciężko jednoznacznie ocenić tę płytę, na pewno jest bardzo różnorodna, momentami wyda się chaotyczna, nie brakuje jej mankamentów aranżacyjnych, ale mimo wszystko ma to coś... coś co posiada każda płyta Led Zeppelin i dzięki temu choć z drobnym minusem, zasługuje na max. gwiazdek!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji