Grupa uzbrojonych terrorystów atakuje Sejm w momencie zaprzysiężenia nowego prezydenta RP. Elity polityczne, znajdując się w sytuacji ekstremalnej, pokazują swoje prawdziwe oblicze... Książka objęta patronatem Merlin.pl
Recenzja "www.zalogag.pl"
Robert "Bert" Siata
s
Bliska przyszłość czy może rzeczywistość alternatywna? A może współczesność, jedynie dla niepoznaki przejaskrawiona i ubarwiona na potrzeby powieści? Przecież to wszystko, co opisuje Mathea w IV Rzeczpospolirej doskonale znamy z ekranu telewizora, z pierwszych stron gazet. Wszystko, poza zamachem terrorystycznym w Polsce. Po lekturze książki okaże się jednak – gwarantuję – że taki zamach nie dość, że jest niezwykle łatwy do przeprowadzenia, to jeszcze... najprawdopodobniej konieczny. Akcja terrorystów nie jest zwykłą manifestacją niezadowolenia czy walką o jakąś wydumaną „słuszną sprawę”. Zamachowcy wcale nie chcą uwolnienia kompanów z więzienia, w nosie mają górę pieniędzy i samolot, którym mogliby odlecieć do ciepłych krajów. Nie są to sfrustrowani przestępcy, członkowie Al Kaidy czy innych przestępczych organizacji terrorystycznych. To młodzi ludzie, po studiach, inteligentni i dobrze wiedzący, czego chcą. A chcą - ni mniej ni więcej - tylko całej Rzeczpospolitej. Tak, tak, to najprawdziwszy zamach stanu, w zamierzeniach podobny do przewrotu majowego, który przeprowadził marszałek Piłsudski w 1926 r. I chociaż powody, dla których obydwa zamachy – ten historyczny i ten z powieści Mathei – zostały przeprowadzone nie pokrywają się nawet w 50 procentach, efekt miał być ten sam: przejęcie władzy i – co bardzo ważne – zalegalizowanie przewrotu, ustanowienie nowej władzy w państwie i nowego prawa (tu: konstytucji). To mogło się udać, bo tzw. opinia publiczna była po stronie terrorystów: przecież świnie trzeba w końcu odciągnąć od koryta i zabezpieczyć się na przyszłość przed ich powrotem.
(...) Konstytucja zaproponowana przez bohaterów IV Rzeczpospolitej to naprawdę interesująca ustawa zasadnicza. Nie zdradzę wam, co zaplanował Mathea, powiem tylko, że jego wizja „nowego porządku” jest naprawdę intrygująca. To mogłoby zadziałać!
Nietrudno przewidzieć, że sympatia czytelnika leży od początku do końca powieści po stronie terrorystów. (...)
Rządzą nami złodzieje i bandyci – czyż nie to słyszymy na ulicach? Być może nie jest to do końca prawdą, być może w kuluarach Sejmowych znalazłoby się kilku uczciwych ludzi – i być może tylko dlatego, wzorem biblijnej Sodomy i Gomory, przez wzgląd na tych „sprawiedliwych” budynek jeszcze stoi, a jego tymczasowi rezydenci mają się dobrze. Ze Starego Testamentu, jak dobrze pamiętamy, płynie jednak jeszcze jedna nauka: kiedy liczba „prawomyślnych” spadła poniżej określonej granicy, Szef nie wytrzymał i zmiótł oba miasta z powierzchni ziemi...
Jednym słowem, książka świetnie wpisuje się w dzisiejszą niewesołą rzeczywistość i żywcem przenosi bohaterów afer z pierwszych stron gazet w powieściowy świat. Autor nie stroni od inteligentnego humoru, kpiąc w żywe oczy z rządzących nam miłosiernie „elyt”. To bolesny śmiech, bo śmiech przez łzy. Niekompetentni i zidiociali dowodzący, którzy kłócą się o przywileje i zwierzchnictwo, pazerni na władzę i zaszczyty posłowie i posłanki, dwulicowi i populistyczni ministrowie, goniąca za tanią sensacją telewizja, skorumpowani urzędnicy państwowi. Znajome, prawda?
Trudno jednoznacznie zaklasyfikować powieść Mathei. Poniekąd jest to i sensacja i fantastyka, dramat i satyra. Pewne jest jednak jedno: to wyśmienita powieść, świetnie napisana, trzymająca w napięciu, wzruszająca gdzie trzeba i gdzie trzeba powodująca salwy śmiechu. Przede wszystkim zaś dająca do myślenia. Mathea debiutuje w wyśmienitym stylu – co do tego nie ma dwóch zdań.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji