-
-
Ten
- Pearl Jam
-
cena:
37,99
zł
-
-
-
-
Above
- Mad Season
-
cena:
24,99
zł
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: In Utero
Średnia ocena z 14 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Nirvana
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 1993
- Nr katalogowy:
- 4245362
- Sprawdź inne tytuły:
-
Nirvana
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Serve the Servants |
|
| 2. Scentless Apprentice |
|
| 3. Heart-Shaped Box |
|
| 4. Rape Me |
|
| 5. Frances Farmer Will Have Her Revenge on... |
|
| 6. Dumb |
|
| 7. Very Ape |
|
| 8. Milk It |
|
| 9. Pennyroyal Tea |
|
| 10. Radio Friendly Unit Shifter |
|
| 11. Tourette's |
|
| 12. All Apologies |
|
- In Utero
- Wykonawca:
-
Nirvana
Requiem dla Kurta
(2011-10-26)
Requiem
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Słuchając pierwszy raz nieuważnie ostatniej płyty Nirvany można sobie pomyśleć "Co to jest?! Hałas i rzępolenie gitar... Oni to chyba na kacu nagrywali". Otóż nie. "In Utero" obfituje w surowe, nieco dziwaczne brzmienia, wrzaski Kurta Cobaina i przez to jest trudniejsza w odbiorze niż bardzo przebojowy, dosyć uładzony "Nevermind"(wbrew nagonce na popowość tej płyty - swoją rolę w kształtowania rocka lat 90. miała i to dużą). Kurt, Krist i Dave zdecydowali nie robić nieudanej powtórki z "Teen Spirita" - nagrali, co chcieli, co Cobainowi na duszy i wątrobie(biorac pod uwagę jego heroinizm...)leżało. Co prawda "Heart Shaped-Box" kompozycyjnie przypomina "Smells Like Teen Spirit", ale ma odmienny klimat. Mniej opętańczy i punkowy, wiecej tu depresji. A reszta utworów? Moje ukochane, melancholijne "Dumb", fenomenalne "Rape Me", porywające "All Apologies" czy piszczące "Radio Unit..." Piosenki po prostu trzeba zrozumieć i wsłuchać się w chropawy, smutny głos Kurta. I jego teksty. Koniecznie. Z prostej przyczyny - były dziwne, szokujące, ale Cobain miał taki talent, że nawet pozornie banalną(i autobiograficzną)frazą "Dokładałem starań, by mieć ojca, ale miałem tylko tatę" z "Serve The Servants" potrafił wzbudzić silne emocje. Był artystą. Inaczej nie byłby w stanie porzucić stylistyki "Neverminda" i nagrać tak wspaniałej płyty. Requiem, czyli pieśni pożegnalnej.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Genialna,
(2011-02-26)
Tomasz
Łomża
Więcej o recenzencie
To zdecydowanie najlepsza płyta tego Zespołu. Nie ma co porównywać do pop rockowego słodkawego ale i mdławego NEVERMIND, który to przypadł do gustu zarówno fanom Depeche Mode jak i New kids on the block! Cobain nie mógł zdzierżyć kiedy zobaczył kim są ludzie, którzy zaczęli przychodzić na jego koncerty po tym jak Nevermind stało się hitem. (podobnie było w przeszłości np z singlem Paranoid black sabbath, Ozzy wyganiał nastolatki z plecaczkami w kształcie misiaczków słowami - idźcie do domów dzieci) Przecież On i Jego zespół w samym założeniu miał być antytezą tych ludzi. Nie do was adresuję to co piszę - chciał rzec i rzekł właśnie IN UTERO, które jest zaprzeczeniem poprzednika. IN UTERO jest także z pewnością jedną z najważniejszych płyt rockowych w ogóle. Nie sposób przecenić tego krążka, ani tym bardziej go ocenić. Śmiało można stawiać go obok debiutu Black Sabbath, In Rock Purpli, czy II Zeppelinów. Oczywiście zabawnymi mogą się wydawać opinie ludzi o gustach z różowego pluszu, którzy szukają łatwych pioseneczek - tak generalnie. Podobać im się mogą Dumb, czy Penyroyal Tea, czy all apologies, być może z tego tylko powodu iż są to faktycznie wspaniałe melodie.. Wystarczy się jednak wczytać w słowa, (jak powiedział amerykański pisarz William Burroughs są to teksty człowieka który za życia był martwy!) by przestało być tak przyjemnie. Ten krążek jest jednym z najbardziej przejmujących i depresyjnych jakie kiedykolwiek zostały nagrane, to płyta człowieka, który mówi ŻEGNAM, dlatego tak trudna jest w odbiorze, i tak genialna zarazem. Słabych utworów tu nie ma. ale rzeczywiście nie dla fanów popu zaprzeszłego czy dzisiejszego, Nie sięgajcie po to!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nirvana wbrew wszystkiemu!
(2008-06-25)
Klienteria
Więcej o recenzencie
Po tak olbrzymim sukcesie "Nevermind" trudno było zrobić coś równie przebojowego jak na grungową epokę. Nirvana jednak postanowiła pójść zupełnie w inną stronę. Zamiast pisania kolejnych łatwo zapamiętywalnych riffów jak w "Smells Like Teen Spirit" Cobain postawił na surowość brzmienia i udało się. Mamy tu naprawdę kawał dobrej muzyki Nirvany. Wokal Kurta od pierwszych sekund jest pełen emocji. A warsztat instrumentalny jest niemalże garażowy. Choć o amatorszczyźnie nie ma tu mowy. O ile "Nevermind", czyli kolejnemu najlepiej ocenianemu albumowi Nirvany dało się zarzucić zbyt mało ekspresji czy też zbytnią przebojowość. To na "In Utero" Nirvana pokazała, że nie jest byle zespołem jednego przeboju i naprawdę wypuściła na świat godnego następce wiekopomnego "Nevermind". Wspaniała płyta. Według mnie najlepszy album Nirvany.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Mogła być lepsza
paweł
dziewier
Uważam, że jest to najsłabsza płyta Nirvany, ale nie mówię, że słaba! Jest dobra, ale jak na moje ucho to nudna, czasem nawet bardzo. Nie ma już tej orgyninalności co kiedyś. "Serve the servants" jest dobrym kawałkiem, "Scentless apprentice" jest kiepski i nieciekawy. "Heart shaped box" to fajny kawałek, ale nie najlepszy spokojny kawałek Nirvany. "Rape me"- uważam, że kawałek jest fenomenalny i tylko dlatego doceniam tę płytę, że jest na niej ten kawałek. Reszta kawałków jest taka sobie albo słaba, ukryty trak jest w miarę dobry.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
3 ulubiona płyta Nirvany
(2005-12-23)
Rafał
Różewicz
Więcej o recenzencie
Jest świetna cięższa od Nevermind. To dobrze, ponieważ nie chciałbym słuchać kolejnego pop-rockowego albumu. Mamy tu do czynienia z przesterowanym głosem Kurta i gitarami. Co do wokalu, to jest bez zastrzeżeń, Kurt w formie tylko gitary drażnią ucho zwłaszcza w Pennyryoal Tea. Jednak In Utero to kawał dobrej muzyki, ostrej, ale również melodyjnej. Moimi ulubionymi utworami są Heart Shaped Box, Scentless Aperentice, Dumb i All apologies. Płyta pomysłowa i czasem zaskakuje. Tylko szkoda, że Nirvana nic już nie nagra...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nie dajcie się omamić
(2004-12-17)
Marcin
Kubicki
Więcej o recenzencie
"Nevermind" nadało Nirvanie status legendy, jednak nie jest nowością informacja, że Kurt chciał wrócić do swoich korzeni i zostawić za sobią całą pop-punkową otoczkę, która towarzyszyła mu od wydania tego wiekopomnego dzieła. Zrobił to, co chciał, był zdecydowany, to dobrze... ale w tym przypadku już nie bardzo dobrze. "In Utero" momentami jest naprawdę porządnym rzemiosłem, ale to nie jest ta sama przyjemność, co "Nevermind". Co mamy pozytywnego na tym albumie? Przede wszystkim naprawdę ciekawe piosenki tj. "Serve The Servants", "Heart-Shaped Box", "Dumb", "Pennyroyal Tea" czy "All Apologies", choć i tak trzy ostatnie wypadają jedynie dobrze w porównaniu z wersjami z później wydanego "MTV Unplugged In New York". Pozostałe siedem piosenek to najczęściej mieszanka efektów dźwięków i ociekającej brudem produkcji. Oczywiście takie było główne zamierzenie zespołu, jednak Nirvana zrobiła coś czego nie powinna się tykać. Wrócili drugi raz do tej samej rzeki, wyszli z domu i wrócili po chwili, jakby czegoś zapomnieli z niego, owdrócili się za siebie mimo że nie słyszeli wołania ich-to wszystko złe wróżby, które się sprawdziły. A jakiż był główny cel grupy? Atmosfera... to jednak również nie wypaliło... Za współpracę podziękowano producentowi "Nevermind"-Butchowi Vigowi, a zatrudniono do tego zadania Steve'a Albiniego. Co ciekawe, we wkładce nie widzimy jedynie napisu "produced by", ale i "recorded by" nad nazwiskiem tego jegomościa. Wygląda na to, że Nirvana bardzo chciała uchwycić ducha koncertowego na studyjnym krążku, jednak to również im się nie udało. Więc pozostajemy z przesterowanym głosem Kurta i gitarami, które brzmią niczym ocieranie strun przez czerstwą bułkę, co powoduje, że brzmią po prostu mało interesująco. Patrząc na te równoważące się plusy i minusy zacząłem się zastanawiać nad zdaniem osób, wychwalających pod niebiosa "In Utero". Daleko nie musiałem szukać. Mamy bardzo mało udokumentowanych dokonań Nirvany i w ogóle życia muzycznego Kurta Cobaina. W 1988 wydali swój, wtedy jeszcze cichy i nieznay, debiut "Bleach", by w 1994 roku żegnać się po tragicznej śmierci wokalisty płytą akustyczną. W rezultacie każdy lubiący Nirvanę chciałby mówić o wszystkich wydawnictwach zespołu jak o pięknie oszlifowanych diamentach. Niestety rzeczywistość jest daleka od tego, mimo szczytnego celu grupy, którym nie była fortuna i sława, a po prostu granie własnej muzyki. Jednak "In Utero" po prostu nie jest jedną z bardzo dobrych płyt Nirvany, a co za tym idzie, nie jest bardzo dobrą płytą w historii muzyki.
(2 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(14)