Intymne życie niegdysiejszej Warszawy
okładka: twarda
nośnik: druk
liczba stron: 260
Ocena klientów:
Maj 2008 - Obraz XVIII- i XIX-wiecznej Warszawy, o jakiej nie pisze się w podręcznikach historii, stworzony przez autora na podstawie źródeł z epoki, m.in. czasopism, wspomnień i dzienników. Znajdziemy tu rozrywki tłumów - egzekucje, zoo, cyrk, zabawy uliczne z okazji świąt - i arystokracji - bale i...
Pełny opis produktu...
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

zamknij
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Intymne życie niegdysiejszej Warszawy
Średnia ocena z 2 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Stanisław Milewski
- Wydawnictwo:
-
Iskry
, Maj 2008
- ISBN:
- 978-83-244-0068-3
- Liczba stron:
- 260
- Wymiary:
- 170 x 240 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Stanisław Milewski
Obraz XVIII- i XIX-wiecznej Warszawy, o jakiej nie pisze się w podręcznikach historii, stworzony przez autora na podstawie źródeł z epoki, m.in. czasopism, wspomnień i dzienników. Znajdziemy tu rozrywki tłumów - egzekucje, zoo, cyrk, zabawy uliczne z okazji świąt - i arystokracji - bale i reduty. Jaskinie hazardu, targowiska i tętniące życiem podwórza. Relacje z pożarów, katastrof, wypadków. Miłosne perypetie naszych prababek. Niechciane dzieci, podziemie aborcyjne, stręczycielstwo. Dzieje półświatka prostytutek, utrzymanek, burdelmam i sutenerów. Złodziejski świat, a w nim drzymcarzy, szopenfeldziarzy, mojkarzy oraz walczących z nimi policjantów, czyli gliny.
- Intymne życie niegdysiejszej Warszawy
- Autor:
-
Stanisław Milewski
Warszawa z memuarów...
(2009-06-01)
prowincjonalna
nauczycielka
Więcej o recenzencie
Cóż za piękna książka! Piękna zarówno w warstwie tekstowej, jak i ilustracyjnej.
Stanisław Milewski przeszperał dawne felietony, pamiętniki, pisma, w których znalazł to, co dziś może dziwić, a jednocześnie, co pokazuje nam, że nasi przodkowie narzekający na upadek morale kolejnych pokoleń nie mieli racji – w każdym pokoleniu znajdą się sprawy o jakich lepiej głośno nie wspominać.
Milewski opisuje półświatek: żebraków, złodziei, panie lekkich obyczajów. Nie pomija gier hazardowych (prześlicznie brzmi określenie „hazardować się”), czy innych rozrywek i zabaw. Nie stroni od „brzucha miasta” – czyli tego, gdzie można było zjeść tanio i dobrze, a gdzie drogo i niekoniecznie smacznie.
Autor opierał się na wielu wspomnieniach, ale docenił felietony panów Prusa i Gomulickiego, w których mistrzowie pióra stworzyli bardzo szczegółowy obraz życia dziewiętnastowiecznej Warszawy. Z przyjemnością czytałam protesty obu panów przeciwko słabej jakości piwa podawanego w warszawskich restauracjach. Fascynująco brzmiały ogłoszenia matrymonialne z przedstawianej w książce epoki. Przeczytajcie:
„Kawaler, lat 26 liczący, kształtnej urody, posiadający wyższą edukację, żadnej atoli znajomości nie mający, szuka stosownej partii. Nie żąda piękności, lecz cnotliwej i przyjemnej bez względu na wiek osoby, z warunkiem, aby posiadała majątek, który powiększyłby jego dochody.”
Warszawa XVII i XIX wieku opisana w książce Stanisława Milewskiego wygląda bardzo interesująco. Ale nie chciałabym żyć w pokoleniu Prusa.
(7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Warszawa, czyli polskie Sin City
(2009-02-23)
Magda
Talik
Więcej o recenzencie
Po kolejnej oskarowej gali wzdychamy z zazdrością, że u nas takich filmów jak za oceanem raczej się nie nakręci. Nie wolno jednak porzucać nadziei, bo potencjalnych hollywoodzkich scenarzystów właściwie już mamy. Na kanwie książki Stanisława Milewskiego mógłby powstać jeden z bardziej fascynujących obrazów kinowych. Pokazujący świat, który odszedł do przeszłości, ale wciąż barwny i jeszcze nie w pełni odkryty. "Intymne życie niegdysiejszej Warszawy" to rodzaj przewodnika niekonwencjonalnego. Zamiast na wycieczkę po muzeach, Pałacu Kultury czy oddanej do użytku końcowej stacji metra, zabiera nas na spacer w miejsca dziwaczne, podejrzanie kuszące albo wręcz niebezpieczne, ale w... XVIII i XIX wieku. Że jest o co kruszyć kopie niech zaświadczy Krakowskie Przedmieście, na którym ludzie tratowali się, by podnieść z bruku rozrzucane przez podskarbiego monety koronacyjne Stanisława Augusta Poniatowskiego. Niech przemówią strusie, ukochane ptaki króla Stasia, trzymane w Łazienkach (i tam dokonujące żywota), niech zakrzyczą małpy, jakie za, bagatela, ćwierć miliona złotych sprowadził brat ostatniego króla. Usłyszymy pewnie śmiech publiczności w murowanym (tak, tak !) cyrku przy ulicy Ordynackiej, który musiał znać i Bolesław Prus, szelest balowych sukien i jęki omdlewających kobiet na publicznym balu (tzw. reducie) u Włocha Salwadora przy ulicy Piekarskiej. Przy odrobinie szczęścia na Polach Mokotowskich spotkamy może autentycznych "Indian" (niektórzy mówią po polsku). Potem będzie można przespacerować się na tor wyścigów konnych, zwany przez Sienkiewicza "jarmarkiem próżności ludzkiej", obstawić swojego faworyta i zgrać się "do gołej skóry". Jeśli jednak trochę grosza nam pozostanie dojedziemy na Rynek Starego Miasta, gdzie zaserwują nam flaki czy żur, choć jeden Niemiec zarzeka się, że Polacy najchętniej piją wino. Nie wypada ominąć przy tej okazji piwnicy win węgierskich w kamienicy Teofila Fukiera na Starym Mieście. Jeśli przypadkiem otworzymy gazetę z lat 80-tych XIX wieku zaroi się w niej od ogłoszeń matrymonialnych. Być starą panną do trzydziestki? Niestety niektóre anonsy były pułapką dla przyszłych kandydatek do zagranicznych domów publicznych. Przybytków rozkoszy nie brakowało i w stolicy. Na ulicy Towarowej brylował zakład "mamy" Ślimakowskiej, żony aktora teatrzyku ogródkowego. Ale pieniędzy nie trzeba było koniecznie tracić w lupanarze. Można było łatwiej. Na ulicy. Kieszonkowców nie brakowało, choć złodziejska arystokracja lokowała się gdzie indziej. Kimiarze rabowali domy bogatych obywateli podczas ich snu. Najbardziej zuchwały "Pająk" chodził po gzymsach. Kiedy któregoś razu nie dopisało mu szczęście spadł na trotuar tracą przy tym życie. Inny, Szejnert, przystawiał drabiny do balkonów pałaców przy Krakowskim Przedmieściu, ale go złapano. Policjanci starali się czuwać. Zwłaszcza, gdy mieli za szefa Augustyna Glińskiego, "glinę". Jego odejście długo opłakiwano. Witajcie w Warszawie, polskim Sin City.
(12 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji