-
-
-
Służące
- Kathryn Stockett
-
cena:
33,92
zł
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Irlandzki sweter
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Nicole R. Dickson
- Wydawnictwo:
-
Nasza Księgarnia
, Październik 2011
- ISBN:
- 978-83-10-11959-9
- Liczba stron:
- 416
- Wymiary:
- 135 x 205 mm
- Tłumaczenie:
-
Joanna Bogunia ,
Dawid Juraszek
- Sprawdź inne tytuły:
-
Nicole R. Dickson
Niech droga sama wyjdzie ci na spotkanie,
niech wiatr zawsze wieje ci w plecy.
I obyś potrafił odrzucić to, kim jesteś teraz,
aby stać się lepszym człowiekiem.
Błogosławieństwo Seana Morahana
Młoda archeolożka Rebecca Moray wraz z córeczką Rowan przyjeżdża na wyspę u zachodnich wybrzeży Irlandii. Zamierza poznać tradycję niezwykłych swetrów powstających w tej nadmorskiej społeczności i znaczenie poszczególnych splotów, z których każdy opowiada inną historię - o miłości, nadziei i stracie. Rebecca nie wie jeszcze, że właśnie wśród mieszkańców małej wioski rybackiej - także za sprawą pewnego rudowłosego skrzypka - odzyska radość życia.
Tymczasem Rowan uparcie szuka przyjaźni Seana, ponurego starego rybaka, choć on za wszelką cenę próbuje zniechęcić do siebie dziewczynkę. Rebecca powoli zaczyna się domyślać tajemnicy, jaką skrywa mężczyzna. Czy oboje zdołają zapomnieć o przeszłości i zdobyć się na wybaczenie?
Tę pełną ciepła i czułości powieść z irlandzkim krajobrazem w tle pokochali czytelnicy na całym świecie.
O autorce:
Nicole R. Dickson mieszka w Karolinie Północnej z córką i dwoma psami. Uwielbia zaszywać się w bibliotece i w sklepikach z egzotycznymi przyprawami. W wolnych chwilach odkrywa kuchnie świata i wypróbowuje stare domowe przepisy
- Irlandzki sweter
- Autor:
-
Nicole R. Dickson
Sweter czy gansej?
(2012-02-21)
Aurelia
Kończak
Więcej o recenzencie
Jeśli macie ochotę poczytać o przyjaźni, miłości, strachu, nienawiści, o wspomnieniach które sprawiają ból, o dzierganiu swetrów, o historii, po prostu o życiu, to sięgnijcie po tę powieść. I dajcie się ponieść w cudowne miejsce, a mianowicie na wyspę u irlandzkich wybrzeży. Piękne widoki i serdeczni ludzie są fundamentem tej książki i chyba nie jedynym. Czego możemy się spodziewać od autorki, która uwielbia spędzać czas między półkami bibliotecznymi oraz buszować po sklepikach z egzotycznymi przyprawami? Otóż, wszystkiego. Sama autorka twierdzi, że intencją podczas napisania powieści było zgłębienie fenomenu miłości: tego czym jest i czym nie jest.
Rebecca jest jedną z głównych bohaterek, która wciąż patrzy w przeszłość, która nie była dla niej szczęśliwa. Przybywa na malutką wyspę, jako archeolog tkanin z zadaniem napisania książki o swetrach, a właściwie gansejach. Ganseje nie są zwykłymi swetrami, mówią wiele o właścicielu, jego cechach charakteru, życiu prywatnym, wadach i zaletach. Kobiety na wyspie od najmłodszych lat robią na drutach i same wymyślają niepowtarzalne wzory. W razie wypadku na morzu i wyrzucenia ciała na brzeg po gansejach można poznać kim jest ten człowiek. Rebecca ma dwa miesiące, by zdobyć od miejscowych kobiet jak najwięcej informacji na temat swetrów, a jednocześnie próbuje zmierzyć się z przeszłością. Na wyspę, z której zresztą pochodzi jej przyjaciółka, przybywa z córeczką Rowan. Na wyspie panuje specyficzny klimat, wszyscy się znają, pomagają sobie i poruszają się najczęściej na rowerach, które sieją postrach dla wszystkich. Jej przyjaciółka Sharon bardzo dużo opowiadała o Rebecce, wobec tego jak tylko się pojawia, wszyscy traktują niezwykle życzliwie i rozmawiają z nią, jakby byli jej przyjaciółmi. Każda informacja i zdarzenie zostanie zauważone i przekazane dalej. Jej córka od początku zaprzyjaźnia się rybakiem Seanem, który ma opinię dziwaka i samotnika. Sean stracił kiedyś wszystko, co kochał-dzieci i żonę. Wciąż żyje wspomnieniami i nie potrafi zapomnieć. Rowan natomiast zaczyna zbliżać się do niego, rodzi się między nimi przyjaźń.
Czy Rebecca odzyska szczęście u boku rudowłosego mężczyzny, który gra na irlandzkich skrzypcach? Do jakiego poświęcenia będzie zdolny samotny rybak? Czym jest przyjaźń, samotność, wybaczenie, radość, będziecie mogli się przekonać w czasie czytania. Barwne zwroty akcji, piękny krajobraz, spójna fabuła i doskonałą narracja są nieodłącznym atutem tej książki. Autorka miesza teraźniejszość ze wspomnieniami bohaterów, które wyjaśniają nam pewne sytuacje. Polecam!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Irlandzki gansej
(2012-01-09)
markietanka
Więcej o recenzencie
Nicole R. Dickinson stworzyła niezwykłą opowieść, ciepłą i pełną uczuć, która dzieje się na maleńkiej irlandzkiej wysepce, na którą trafia Rebecca wraz z córeczką, Rowan.
Nasza główna bohaterka to pani archeolog zajmująca się tkaninami, która otrzymała grant na książkę o gansejach, czyli irlandzkich swetrach "z duszą". Przyjechała na wysepkę, z którą związana jest emocjonalnie poprzez swoją przyjaciółkę Sharon. To miejsce jej pracy, ale również miejsce ucieczki od dawnego życia, wiecznego strachu.
Rebecca to kobieta po przejściach, po toksycznym związku, nie jest jej łatwo zaadoptować się do nowej rzeczywistości, przyzwyczaić do przyjaznego nastawienia mieszkańców, do ich życzliwości i chęci niesienia pomocy. Społeczność wyspy to jedna wielka rodzina, bardzo zgrana i zżyta, która przyjęła Rebeccę i jej córeczkę jak swoje. Kobieta spotykając się z mieszkańcami wyspy, zmienia się, spotyka miłość, stara zapomnieć o przeszłości - jednak nie jest to proste. Rowan szybko zdobywa przyjaciół na wyspie i zaczyna kochać to miejsce całym sercem.
Drugim głównym bohaterem książki, wokół którego wszystko się toczy są ganseje czyli irlandzkie swetry, na których twórcy nanoszą ich indywidualne historie i przesłania. Każdy ścieg coś oznacza, każdy gansej jest robiony dla konkretnej osoby, każdy ma swoją historię i tajemnicę. Tutaj ludzie dostają te niezwykłe swetry po raz pierwszy z okazji narodzin, a potem ważnych wydarzeń w życiu. Rowan na swoje narodziny dostała gansej seanchai od Sharon - i on uratował jej życie. W ganseje mieszkańcy wyspy wkładają serce i duszę. Opowieść głosi, że fantastyczne wzory, które zdobią ganseje powstały na skutek błędów przy ich robieniu - czy na pewno? W swetrach jak w życiu: "...coś, co naprawdę piękne, może powstać z błędu." (str. 182) to zdanie zapadło mi głęboko w pamięć i w serce.To niesamowita książka, przepięknie napisana, budząca wiele wzruszeń. Każdy rozdział rozpoczyna inny opis ściegu i jego znaczenia czy przesłania - stanowiło to dla mnie nie lada gratkę, bo sama robię na drutach :)
Opowieść o gansejach objęła mnie w swoje ramiona jak ciepły sweter, zatonęłam w barwach i zapachach irlandzkiej wyspy, pokochałam jej mieszkańców za ich niezwykłe osobowości, za dobro i radość, jakimi emanują. Ludzki los wplata się we wzory ganseja i przemawia swoim pięknem. Gansej chroni i zdobi swojego właściciela. To nie jest zwykłe ubranie - ma magiczną moc :) "Irlandzki sweter" emanuje miłością i optymizmem. To opowieść o przyjaźni, wsparciu, sile miłości i bolesnych rozliczeniach z przeszłością. To jedyna i niepowtarzalna książka. Będę traktować ją jak cenny skarb i cieszę się, że trafiła na moją półkę, bo na pewno do niej wrócę.
Nie spotkałam jeszcze książki, która miałaby tak niezwykłą, magiczną moc trafiania w serce i dusze czytelnika. Zachwyciła mnie i oczarowała ! Brak mi słów, aby oddać klimat tej niezapomnianej książki.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Na pewno tej zimy można ubrać Irlandzki sweter
(2011-12-14)
mól książkowy
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Bohaterką jest archeolog tkanin, Rebecca Morey. Już sam zawód Becky wnosi powiew irlandzkiego wiatru – przyprawia o gęsią skórkę, wstrząsa, a potem kołysze przyjemnie. To zawód,o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Nie zastanawiałam się wcześniej, że ubranie, tkanina, splot, nić, ścieg może cokolwiek mówić o człowieku. Że możemy na jej podstawie zbadać jakąś część przeszłości. Owszem, widywałam w muzeach suknie, żupany, narzutki, mufki czy szaty króla. Ale nigdy nie pomyślałam, że niosą historię, że są jak mapy, że mają na sobie ludzki zapach, że wzór na królewskiej tkaninie coś oznacza, że to ważne, czy dama dworu nosiła skarpetki. Becky właśnie to bada. Fakturę. Kolory. Materiały.
Na studiach poznała Sharon, Irlandkę z krwi i kości, która wieczorami uczyła ją robić na drutach. I snuła historie o swojej wyspie. O wyspie-domu, o wyspie szczęśliwej. Teraz, gdy sama mieszka w Dublinie i spodziewa się dziecka, zaprasza Rebeccę, żeby przyjechała w jej rodzinne strony i spełniła swoje marzenie. A marzeniem archeolog jest napisanie książki o irlandzkich swetrach, o tym jakie niosą przesłanie.
Rebecca zjawia się na wyspie z kilkoma walizkami, kamerą i sześcioletnią córką Rowan. Wchodzi w bajkę o domu. Bo największą zaletą tej wyspy jest to, że jest mała. Że mieści niewiele osób, poza turystami, że czasem jest sztorm, który wszyscy muszą przetrwać wspólnie, że wszyscy jeżdżą na rowerach, bo w wiosce jest tylko jeden samochód, że wszędzie jest blisko i że to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. Że nikt, absolutnie nikt, nie zrobi tam krzywdy jej małej dziewczynce.
Bo okazuje się, iż tak naprawdę "Irlandzki sweter" nie jest tylko głaskającą, przytulną tkaniną. Jest szorstką, zostawiającą znaki na ciele książką. Można ją czytać lekko i wziąć pod uwagę zakończenie, gdy wszyscy spotykają się na końcu tęczy.Ale mozna też zbadać wszystko to,co jest w srodku - ogromny lęk,odrzucenie,
niedowartościowanie, kompleksy, a przede wszystkim przemoc, o której mowa na każdym kroku. Agresja ma w powieści dwie strony – Rebecca jest tą, która jej zaznała. Ucieka od kilku lat, a my poznajemy jej prawdziwą historię po kawałku. Ścieg po ściegu robimy z niej na drutach przerażający obrazek. Chcemy wziąć w ramiona Rowan i jej matkę, przywołać całą irlandzką magię, wszystkie duszki i duchy i dać jej w końcu spokój. Druga strona to Sean – stary, zgorzkniały, pełen jadu. Zaszyty gdzieś w kącie sali miejscowego pubu, spoglądający z nienawiścią, zimny, lodowaty, za barierą nieuprzejmości, odgrodzony od reszty miasteczka, miejscowy „zły”. To Sean jest tym, który zadawał ból. I to on teraz cały ból kiedyś zadany dostaje z powrotem. O tym też jest ta książka – o sprawiedliwości zadośćuczynienia, o sprawiedliwości brzemienia i ciężarze wyrzutów sumienia.
Ta książka ujęła mnie klimatem, poczuciem wspólnoty, poczuciem przynależności do miejsca, do ludzi, do potraw, do tradycji, do smaku, do zapachu, do rozkładu dnia.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji