Koszyk pusty
Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...
-
- Wystarczy
- Wisława Szymborska
- cena: 24,65 zł
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 2 recenzji (Dodaj własną)
Robert Osowiecki Więcej o recenzencie
Książka jest tak napisana, że równie dobrze można ją czytać po kolei, jak i "na wyrywki". Rozczarowani będą ci, którzy szukają sensacji typu: kim była Mona Lisa czy na Ostatniej Wieczerzy da Vinci jest Maria Magdalena, czy Nocna Straż przedstawia scenę morderstwa. Można się za to wiele z niej dowiedzieć nie tylko o obrazach, ale o czasach, z których pochodzą i o mentalności ówczesnych ludzi. Denerwują trochę małe reprodukcje, co przy szorstkim papierze sprawia, że monumentalne dzieła stają się ledwo czytelne i tylko na powiększonych fragmentach coś widać... No, ale zawsze można poszukać lepszych reprodukcji w sieci. Niestety, jeśli ktoś szuka informacji na temat malarstwa Europy Centralnej i Wschodniej, to niczego z tej książki się nie dowie. Mogę przyjąć, że Polska była wtedy artystycznym zaściankiem, ale co z bogatą symboliką prawosławnych ikon? Jeśli autor na tym się nie znał, szkoda że nie dobrał sobie współpracownika.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
prof. Maria Poprzęcka - dyrektor Instytutu Historii Sztuki UW, autorka wielu książek o historii sztuki Więcej o recenzencie
Jak czytać obrazy? Co ujawnia "obraz w obrazie", widoczny w "Liście miłosnym" Vermeera? Dlaczego cytryny były tak popularne w martwych naturach epoki renesansu?Takimi pytaniami wydawca książki "Jak czytać malarstwo" zachęca lektury, obiecując rozwiązywanie zagadek, rozumienie i smakowanie dzieł dawnych mistrzów. Książka w sumie warta polecenia, choć z zastrzeżeniami.
Książka przedstawia 180 ważnych i znanych dzieł malarstwa europejskiego wraz z wyjaśnieniem ich tematyki, podaniem jej literackich źródeł, rozwiązaniem jawnych i ukrytych symboli, wskazaniem na "wymowne" szczegóły.
Otwiera ją "Madonna" XIV-wiecznego malarza florenckiego Duccio di Buoninsegna, a zamyka - "Rozstrzelanie powstańców madryckich" Francisca Goi z 1814 r. Mamy zatem przegląd nowożytnego malarstwa europejskiego od zarania renesansu po początek romantyzmu.
Jedną z podstawowych teoretycznych zasad dawnego malarstwa była maksyma ut pictura poesis, czyli "obraz powinien być jak poemat". Nie chodzi o to, że miał być "poetyczny" w potocznym rozumieniu tego słowa. Miał jak poemat opowiadać jakąś historię - biblijną, ewangeliczną, mitologiczną, wziętą z literatury lub poezji czy wreszcie z codziennego życia. Owe malowane opowieści miały pouczać i nauczać, wzruszać i przekonywać, moralizować i dostarczać rozrywki, kształcić umysł i podniecać zmysły. Zatem malarstwo - nieme i nieruchome - na różne sposoby usiłowało opowiadać, dawać obrazom "mowę". Przede wszystkim jednak odwoływało się do znajomości tekstów i utrwalonych tradycją obrazowych konwencji.
Nie trzeba było szczególnej uczoności, aby rozróżniać sceny Zwiastowania i Nawiedzenia, Wniebowzięcia i Wniebowstąpienia, Pokłonu pasterzy i Pokłonu Trzech Króli. Jako tako wykształcony widz wiedział, że naga kobieta to zapewne bogini Wenus, a towarzyszący jej uskrzydlony dzieciak to jej syn, bożek miłości Kupidyn, że kobieta z zawiązanymi oczyma i wagą w ręce to personifikacja Sprawiedliwości, zaś instrumenty muzyczne, gasnące świece i więdnące kwiaty mają przypominać o znikomości życia. A obrazy o niezwykle czasem zawikłanej symbolice były przeznaczone do elitarnych kręgów odbiorców i dla nich zrozumiałe.
Ten język, jakim mówiły niegdyś obrazy, dawno gdzieś się zagubił. Ma rację autor książki, że miłośnicy sztuki dawnej zwykle nie mają już wiedzy z zakresu chrześcijańskiej ikonografii, nie znają antycznej mitologii ani literatury, która pozwalałaby im "czytać" dawne wyobrażenia. I ofiarowuje coś w rodzaju tematycznego przewodnika po obrazach.
Na szczęście nie ogranicza się do samego rozpoznania tematu. Naprowadza wzrok widza na istotne szczegóły, nierzadko umykające uwadze, niedostrzegane, czasem zmyślnie ukryte, przeznaczone dla wybranych. Przybliża je i powiększa w kadrowanych fragmentach.
I tak odkrywamy prawie niewidoczny, ukryty za kotarą krucyfiks w "Ambasadorach" Hansa Holbeina, oglądamy zniszczoną bosą stopę "Syna marnotrawnego" Rembrandta, możemy przeczytać treść zakrwawionego pisma, które trzyma w ręku zamordowany "Marat" Davida. Nawet dostrzec, że podołek niebieskiej sukni pani Andrews na znanym portrecie Gainsborough pozostał niezamalowany i nie wiadomo, co młoda dama miała trzymać na kolanach. Książkę? Pieska? Owa zachęta do uważnego, niespiesznego spojrzenia na malarstwo jest tu bodaj najcenniejsza. Chcesz wiedzieć, o co tu chodzi? To dobrze popatrz. No i poczytaj.
Lektura to na pewno pożyteczna, choć sporządzona stylem ciężkawym (w czym udział może mieć też tłumaczenie). No, ale przyjmijmy, że jest to praktyczny przewodnik, a nie pięknopisarski esej o sztuce. Dydaktycznego znaczenia podobnej książki nie sposób negować. Jest godna polecenia. Z jednym zastrzeżeniem.
Zanik tradycyjnej humanistycznej kultury, która stanowiła naturalne zaplecze dawnego malarstwa i była gwarancją jego czytelności, rzeczywiście sprawia, że coraz częściej widzowie stoją bezradni wobec wyobrażeń, na których najwyraźniej coś się dzieje, ale nie wiadomo co.
Podobne objaśnienia dają zatem tak pożądane i miłe poczucie "zrozumienia" obrazu. A to przecież niezrozumiałość budzi niechęć czy w najlepszym wypadku muzealną nudę i skutecznie zniechęca do kontaktu ze sztuką.
Ludzie lubią rozwiązywanie zagadek, szarad, rebusów, zwłaszcza gdy ktoś im rozwiązanie podpowiada. Tak - obrazy kryją zagadki, ale nie są tylko malowanymi zagadkami. Są obrazami. Czasem ich rozszyfrowywanie może przypominać odgadywanie rebusu. Ale na tym ich znaczenie się nie kończy. Są sztuką. Tymczasem w podobnym "odczytywaniu" obrazów różnica między rebusem a obrazem Giorgiona czy Vermeera się zaciera. O tym, co przedstawiono na obrazie, możemy dowiedzieć się wiele. O sztuce raczej mało.
(14 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

























