Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Jeden dzień z panem Julesem
Średnia ocena z 10 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Diane Broeckhoven
- Wydawnictwo:
-
Galaktyka
, Maj 2008
- Seria:
-
Zapach pomarańczy
- ISBN:
- 978-83-7579-024-5
- Liczba stron:
- 80
- Sprawdź inne tytuły:
-
Diane Broeckhoven
Poranek zaczyna się niewinnie, od zapachu kawy, który jak zwykle towarzyszy Alice w drodze z sypialni do kuchni. Dopiero tam odkrywa, że nagle została wdową. Aby móc w spokoju pożegnać się z mężem, ukrywa fakt jego śmierci. Pragnie spędzić z nim jeszcze jeden dzień, by podzielić się wszystkimi niewypowiedzianymi myślami i uczuciami, które kryła w sobie przez długie lata. W tym niezwykłym dniu towarzyszy jej autystyczny chłopiec, dla którego śmierć pana Julesa oznacza nagły koniec codziennych, nadających rytm jego dobie rozgrywek szachowych. Jeden dzień z panem Julesem to ciepła, poetycka i poruszająca opowieść o stracie, przemijaniu, ale także o miłości i nadziei.
- Jeden dzień z panem Julesem
- Autor:
-
Diane Broeckhoven
"I wszystko, absolutnie wszystko, ma znaczenie." - z motta do książki
(2008-11-07)
Aleksandra
Buła
Więcej o recenzencie
Pewnego zimowego poranka Pan Jules po nakryciu stołu do śniadania i zaparzeniu kawy – umiera cicho i spokojnie w swym fotelu. Alice, która budzi się ze snu, zastaje męża martwego. Co teraz? Udając przed sobą i przed światem, że nic się nie stało, Alice robi to co zwykle – przynosi mężowi gazetę, przygotowuje obiad, mówi do niego. Wracają wspomnienia – to co dobre i złe odżywa w pamięci: romans Julesa z inną kobietą, ale także pełne miłości chwile, które Alice i Jules przeżyli wspólnie. W ostatnim dniu, które Alice spędza z mężem każda sekunda czasu jest wypełniona miłością po brzegi. To naprawdę przepiękna książka o utracie, oswajaniu się ze śmiercią bliskiej osoby, o bezwarunkowej miłości, która wybacza wszystko. Dodatkowo ciekawym pomysłem jest wprowadzenie do powieści postaci Davida – autystycznego syna sąsiadki, którego mama przyprowadza do nich, bo niespodziewanie musi się zaopiekować chorą matką. Ten autystyczny chłopiec, paradoksalnie, pomaga Alice oswoić się ze śmiercią męża.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
O tych, co pozostają
(2008-07-20)
vrediana
Więcej o recenzencie
Jest to książeczka o śmierci, ale zwracająca uwagę przede wszystkim na tych, którzy zostają, a nie na tych, którzy odchodzą. Jules, starszy pan, który umiera, nie żegna się z życiem, nie układa swoich spraw, nie ma tu rozważań, jakie często przed śmiercią się podejmuje - zaczynamy towarzyszyć Alice, żonie Julesa, dopiero od momentu jego śmierci. "Jeden dzień z panem Julesem" to tak naprawdę jeden dzień z Alice. A Alice nie chce się z mężem pożegnać, więc przez ten jeden dzień postanawia ukryć przed wszystkimi fakt jego śmierci. Nie daje się temu zwieść jedynie David, autystyczny chłopiec z sąsiedztwa. To mnie w tej książce najbardziej uderzyło i ujęło: że w obliczu nieszczęścia to nie dorośli są rozsądni; dorośli tracą zmysły i zachowują się nieracjonalnie. Tylko dziecko, w dodatku dziecko autystyczne, reaguje zdroworozsądkowo. Mówi się, że książka ta podobna jest do "Weronika postanawia umrzeć" i do "Gołębia" Sueskinda. To nie jest prawda. Od tej pierwszej jest zwyczajnie lepsza i głębsza, a z drugą nie ma nic wspólnego - "Gołąb" bowiem opowiada o nerwicy natręctw, "Jules" natomiast - o godzeniu się ze śmiercią bliskiego. Dwie ostatnie polecam.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Pięknie
(2008-06-24)
kasia
m
Więcej o recenzencie
Książka ta niewątpliwie skłania do refleksji, do zatrzymania się choć na chwilę i spojrzenia na naszą egzystencję. Ukazuje nam kruchość szczęścia, kruchość ludzkiego życia. Człowiek jest tylko trzciną na wietrze - zdaje się potwierdzać w opowiedzianej historii Diane Broeckhoven. "Jeden dzień z panem Julesem" uświadomił mi, że codziennie powinniśmy obdarzać się ciepłem i mówić "kocham" - pod żadnym pozorem nigdy nie odkładać tego na jutro, gdyż jutro może nie być nas lub tych, których kochamy, szanujemy. Książka w dość ciekawy sposób, w ciekawej konwencji pokazuje problem niewypowiadanych słów, na wypowiedzenie których jest już za późno. Pokazuje też jak choć częściowo pogodzić się ze śmiercią. Myślę, że doskonałym zwieńczeniem tematyki tej książki są cytaty z poezji ks. Jana Twardowskiego "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą/zostaną po nich buty i telefon głuchy (...) Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna (...) Kochamy wciąż za mało i stale za późno ..."
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
O celebrowaniu rytuałów dnia codziennego
(2008-05-19)
zaczytana
Więcej o recenzencie
Jeden dzień... to książka, którą czyta się tak szybko... a tak wolno o niej zapomina... Właściwie nie wiem, czy zapomnę kiedykolwiek. To książka o prawdziwości, o nie udawaniu, o szczerości. O walce, o miłość, o współczuciu, współistnieniu. Nie tylko o starości i śmierci, ale o miłości, o wyjątkowości autystycznego chłopca, o celebrowaniu rytuałów dnia codziennego. Piękna.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
(2008-05-14)
Iwona
Banach
Więcej o recenzencie
Śmierć nadchodzi. Pewnego dnia, tak oczekiwana i nieoczekiwana zarazem, nadchodzi i nieodmiennie dziwi, zaskakuje, przeraża... Co pozostaje? Zostają niewypowiedziane żale, dobre słowa, wszystko to, co odkłada się na kiedyś, bo w tej chwili to jakoś głupio... Nie wypada... Zostają tajemnice skrywane latami, urazy, które drążą serce. Słowa, które kiedyś muszą zostać wypowiedziane. Kiedyś i do kogoś... Kiedy Alice zauważa, że jej mąż Jules zmarł, nie przyjmuje tego faktu do świadomości. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego co się stało, a jednak postanawia spędzić z nim cały dzień, traktując go jako żywego człowieka.
Rozmawia z nim, może po raz pierwszy otwarcie, opowiada o tym, o czym nie miała odwagi mu powiedzieć. Z jednej strony to straszne, z drugiej, w pewien sposób zrozumiałe. Chwyta się wszelkich sposobów, aby zignorować tę śmierć. Towarzyszący jej autystyczny chłopiec zupełnie inaczej podchodzi do sytuacji. Jest bardziej racjonalny i zarazem bardziej otwarty na to, co być może oznacza śmierć. Oboje i żona i chłopiec są z panem Julesem. Są z nim przez ten jeden dzień, jakby innych nie było. Nie tych, które nie nadejdą, bo przecież nie nadejdą, ale tych, które kiedyś przecież były. Człowiek nie może przeżyć śmierci. Oczywiście własnej, ale śmierć bliskich musi przeżyć, i to jest najsmutniejsze co może się zdarzyć i co musi się zdarzyć. Dobra, choć smutna książka. Króciutka opowieść bez ozdobników i niepotrzebnych słów. Skondensowana opowieść o życiu małżeństwa, o codziennej rutynie i życiu, zawarta w słowach do człowieka, który nie będzie mógł dać na nie odpowiedzi. Ciekawa i warta przeczytania pozycja, jakich w tej chwili mało na rynku księgarskim.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Długie pożegnanie
(2008-05-11)
Meszuge
Więcej o recenzencie
"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą" - Stara prawda, znany wiersz, świetnie zdajemy sobie z tego sprawę. Tylko dlaczego w takim razie żyjemy tak, jakby nasi najbliżsi, ci których kochamy, mieli specjalny glejt od Pana Boga na wieczne życie? Kiedy śmierć przychodzi w efekcie nieuleczalnej choroby, po długich i ciężkich cierpieniach, jest czas na to, by się z nią oswoić, by powoli przygotować się do rozstania. Kiedy jednak spada nagle, jak grom z jasnego nieba, czujemy się oszukani przez Boga, Los czy Przeznaczenie. Przecież on mógł jeszcze żyć, przecież ona mogła jeszcze tak wiele zrobić, przeżyć, doświadczyć... A i my sami mogliśmy...
W takich właśnie chwilach przychodzą nam na myśl wszystkie dobre słowa, których nie powiedzieliśmy, wszystkie uśmiechy, które „na później” schowaliśmy za gniewnie zaciśniętymi ustami, wszystkie ważne wyznania, nieujawnione uczucia, nieprzeproszone krzywdy... W takich właśnie chwilach wydaje nam się, że wystarczyłoby parę godzin, choćby jeden jeszcze dzień, a pożegnalibyśmy się tak, jak chcielibyśmy, żeby i nas kiedyś żegnano. W takim dniu nadrobilibyśmy zaległości całego życia, mówiąc wszystkie te dobre, ważne rzeczy, na które przez całe lata jakoś nie starczyło nam czasu. O tym właśnie jest ta książka.
Dla Alice śmierć Julesa była szokiem i zaskoczeniem. Nie godząc się z jego nagłym i niespodziewanym odejściem, postanawia ten fakt ukryć i przeznaczyć jeden dzień na długie pożegnanie z ukochanym.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji