Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: June [Digipack]
Średnia ocena z 5 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Julia Marcell
- Firma fonograficzna:
-
Mystic
, Październik 2011
- Nr katalogowy:
- MYSTCD182
- Sprawdź inne tytuły:
-
Julia Marcell
Julia Marcell jest wokalistką, kompozytorką i pianistką. Jej debiutancki album "It Might Like You" uznany został przez dziennikarzy muzycznych za jeden z najlepszych albumów w 2009 r. w Polsce. "June" jednak jest płytą, która przynosi wiele zmian względem swojej poprzedniczki. Na pewno nie jest to już classical punk, nie ma już tej surowości brzmienia, instrumentarium zostało znacząco wzbogacone, zaś same utwory stały się bardziej cielesne, hipnotyczne. Producent Moses Schneider, jego wieloletni współpracownik Ben Lauber (odpowiedzialny na "June" również za sound design) oraz Julia przez kilka miesięcy pracowali nad płytą na dwie zmiany. Później dołączył też Michael Ilbert (The Hives, The Cardigans), który miksując album nadał mu jeszcze więcej głębi i pięknie wydobył jego charakter podkreślając to, co najważniejsze, a ukrywając wszystko, co chce być zauważone dopiero po kilku przesłuchaniach.
To przede wszystkim płyta o rytmie. Większość piosenek została nagrana z udziałem dwóch perkusistów, doszły też elektroniczne bębny, ale rytm jest tu również podstawą kompozycji, jest w słowach, strukturach piosenek, tworzy konstrukcje z warstw instrumentów i wokali nakładających się na siebie. Wokali, które często same traktowane są jak instrument. Michał Wardzała mówi: od odkrycia Gaby Kulki w Polskiej muzyce nie wydarzyło się nic równie ekscytującego!
| Posłuchaj utworów: |
| 1. June |
|
| 2. Matrioszka |
|
| 3. Since |
|
| 4. CTRL |
|
| 5. Gamelan |
|
| 6. Shores |
|
| 7. Echo |
|
| 8. I Wanna Get On Fire |
|
| 9. Crows |
|
| 10. Shhh |
|
| 11. Aye Aye |
|
- June [Digipack]
- Wykonawca:
-
Julia Marcell
Rewelacja
(2012-01-13)
Monika
Stocka
Więcej o recenzencie
Mam to do siebie, że na niczym nie znam się dobrze. Jest tyle ciekawych dźwięków obrazów słów, trudno zawęzić pole do małego poletka. Z muzyką to w ogóle mam tak, że albo ją czuję, albo się wbija we mnie pazurami, albo spływa jak deszcz, a potem wysycha.
Julia Marcell obok Camille jest jedną z kilku wokalistek, które ostatnio wbiły mi się pod skórę i śpiewają, nucą, mruczą aż cały świat wokoło jest muzyką, dźwiękami i inną galaktyką. Ja w najbliższym czasie nie zamierzam stamtąd wracać. Ten świat jest jak kostium szyty na miarę, na zamówienie, z życzeń niewypowiedzianych, nie nazwanych, które krawiec z mojej głowy wyłowił i wplótł delikatnie w materiał. Odwiedźcie go koniecznie
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Niesamowite przeżycie
(2011-10-09)
slebden
Więcej o recenzencie
Julia Marcell, artystka, która własnym sumptem wydała EP-kę „Storm”, a następnie z pomocą 657 fanów oraz serwisu Sellaband, pełnowymiarową „It might like you”, będącą naturalnym rozwinięciem pierwszej płyty powraca z kolejnym albumem.
„June”.
„June” jest inny. „June” jest inny BARDZO. Z perspektywy „June” „It might like you” wygląda na heroiczną walkę o utrzymanie się w narzuconej sobie konwencji, prowadzoną z coraz mniejszym przekonaniem, a dwie ostatnie piosenki – „Night of the living dead” i „Sixteen, ten years later” stają się przez to zapowiedziami nadchodzącej zmiany stylu. Ale spokojnie – o liryczną Julię czarującą fortepianem i smyczkami nie trzeba się bać. Znajdziemy ją również tutaj, ale też znajdziemy dużo, dużo więcej. Tworząc „June” Julia Marcell nie odcina się bowiem od swojej wcześniejszej twórczości, ale wzbogaca swoją muzykę dodając do niej kolejne warstwy instrumentalne bez skrupułów używając wszystkich dostępnych środków wyrazu – nawet wokal w tle degradowany jest często do roli kolejnego instrumentu, którym można dowolnie manipulować. Feeria barw.
Jaki więc jest „June”?
Szalony.
Płyta jest dużo bardziej rytmiczna, taneczna od tego do czego Julia nas przyzwyczaiła – słuchając „June”, „Since”, „CTRL”, „Shhh” trudno usiedzieć w miejscu. Nieustannie wyczuwa się radość tworzenia, zabawę z słuchaczem, szczególnie w utworach takich jak „Echo”, przy którym nie da się nie uśmiechać (i który stanowi swego rodzaju mrugnięcie okiem do polskiej publiczności), „Crows” i „CTRL”. Znajdziemy tu też odrobinę liryzmu przeżywając wyciszenie w instrumentalnym „Shores”, czy w rewelacyjnym „I wanna get on fire”. Gdy kończy się „Aye, aye”, a przed oczami przewijają się nam wirtualne napisy końcowe pozostaje nam uczucie niedosytu, żalu że ten album już się skończył... Na szczęście żeby ponownie przeżyć tą fascynującą podróż zwykle wystarczy jeszcze raz nacisnąć „play”...
Gorąco polecam!
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji