Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Kala
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
M.I.A
- Firma fonograficzna:
-
XL Recordings
, 2007
- Nr katalogowy:
- XLCD281-2
- Sprawdź inne tytuły:
-
M.I.A
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Bamboo Banga |
|
| 2. Bird Flu |
|
| 3. Boyz |
|
| 4. Jimmy |
|
| 5. Hussel |
|
| 6. Mango Pickle Down River |
|
| 7. $20 |
|
| 8. World Town |
|
| 9. The Turn |
|
| 10. XR2 |
|
| 11. Paper Planes |
|
| 12. Come Around |
|
- Kala
- Wykonawca:
-
M.I.A
Stylowa M.I.A
(2009-12-28)
Mateusz
Kó
Więcej o recenzencie
Ależ ona ma styl... Chyba tak mogę powiedzieć o tej artystce. Słuchając "Jimmy" nie można się nie uśmiechnąć, co dopiero słuchać i oglądać teledysk. Hmmm. Dlaczego takie piosenki nie stają się hitami na największych listach przebojów? Czy takie piosenki nie porywają do tańca? Czy nie wywołują euforii i entuzjazmu? Idźmy dalej. Przyszedł czas na kolejny singiel. "Paper Planes" mimo że mniej przebojowy stał się hitem za co wielkie brawa. Nie bez powodu ta piosenka została jedną z najlepszych tej dekady. Gdyby M.I.A nagrała EP zawierającą te dwa przeboje, dodając z 3 piosenki byłoby dobrze. Jednak niektóre piosenki odstają od reszty i od razu tracimy pewien smak. "Bird Flu" miał być chyba nieziemską alternatywą, ale wyszło jak wyszło. "The turn" to chyba najsłabszy punkt płyty i lepiej byłoby gdyby M.I.A nie umieszczała go na płycie. Na pochwałę zasługują kawałki: "Bamboo Banga", "Come around" i "World Town". To przyjemne kawałki, do których chce się wracać. M.I.A ma bardzo ciekawy i kolorowy styl. Ma na siebie pomysł i nie jest ani odrobinę kiczowata. Inspiruje się rytmami afrykańskimi, które łączy z elektroniką. Kto by pomyślał że to się uda? Płyta bardzo dobra, jednak nie zasługuje na 5 czarodziejów.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Świeżo, innowacyjnie, kolorowo, niebanalnie
(2009-12-23)
Hubert
Wentland
Więcej o recenzencie
Płyta jest bardzo dobra, z pewnością lepsza od innych, którym dałem 4 merliny. Jednak to 5 wciąż daleko.
Na albumie najbardziej rzucają się w uszy niespójności w piosenkach. Są sobie jakieś afrykańskie bębny, a nagle następuje zupełna zmiana tematu, jakby rozpoczęła się kolejna pozycja. I to wszystko w jednym utworze! Najspójniejsze piosenki na krążku to "Paper Planes" i "Jimmy". Po włożeniu płyty do CD plajera ma się wrażenie, że pierwsza piosenka została zrobiona na eJayu (a przecież MIA reprezentuje wyższy poziom od Marysi Sadowskiej). Jednak to tylko pierwsze 10 sekund. Track 01, czyli "Bamboo Banga" początkowo mnie odpychał, jednak im więcej razy go odsłuchiwałem, to tym bardziej mnie hipnotyzował. Teraz słucham go fanatycznie. Idźmy dalej: "Bird Flu" - genialny początek, później jakieś niewymówione masakryczne dźwięki niepodobne do niczego mi znanego. Podobnie sprawa się ma z nieco lepszym "Boyz". Im dalej - tym lepiej. "Jimmy" - to genialna przeróbka starej piosenki rodem z Bollywood, zdecydowanie de best of ol sidi. "Hussel" - głos wokalistki niby irytuje, ale jest niebanalnie komputerowy, co nadaje niesamowitego klimatu kompozycji. Piosenka, która ma strasznie długi tytuł jest zdecydowanie najsłabsza na krążku. Jakieś okropne połączenie różnych aspektów magii nowoczesnych technologii. Dalej wszystko jest prześwietne - z wyjątkiem schrzanionego "The Turn". "$20", "World Town", "XR2", "Paper Planes" oraz duet z Timothym Mosleyem "Come Around"; te utwory są świeże, innowacyjne, kolorowe i niebanalne.
Kala wprowadza do muzyki nie więcej niż jej poprzedniczka, ale jest nietuzinkowa, warta uwagi. Czas przy niej spędzony na pewno nie będzie stracony. To jest wyjątkowe połączenie jakiegoś densholu, afrykańskich, plemiennych brzmień... Polecam!
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Bębniarskie, ciekawe, minimalistyczne
(2008-05-11)
krisu q
Więcej o recenzencie
Jeśli lubisz klimaty szamańskie, afrykańskie, bongosy ale nie tylko - po prostu rytmy, to jest ciekawe. Ile, po ile, gdzie, dlaczego i co stuka? to czynność nasuwająca mi się sama przy odsłuchu "Kali". Wyraźna przewaga wartości rytmicznych nad harmonicznymi więc metkowanie tej muzyki jako odpowiedni "gatunek" mija się z celem. Otwierający "Bamboo.." "Ptasia grypa", "Hussel", "$20", "Down river" są bardzo dobre. "Boyz" niezły, ale bardzo podobny do "Come around", z których ten drugi jednak znacznie lepszy. "Paper planes" doskonały kawałek, zwłaszcza dźwięk 4 odstrzałów w refrenie z przeładowaniem i brzękiem łusek. "Jimny" to klapa i kompletna kaszana. Rozumiem, że z nostalgią można słuchać "Gimmie, gimmie" ABBY, jest to na fali po zajęciu się samplem z tego utwory przez Madonnę. Ale tutaj to brzmienie i ta stylistyka jest jak diskopolo. Skreślam na zawsze Jimny z tej płyty. Reszta - jak ją opisałem. Alternatywnie i rytmicznie, ciekawa pozycja.
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Kobietą silną być
(2007-10-08)
Łukasz
Cybula
Więcej o recenzencie
Pochodzi ze Sri Lanki, a obecnie mieszka w Londynie. Córka Tamilskiego Tygrysa, projektantka, raperka, wokalistka. Orędowniczka problemów krajów Trzeciego Świata - autorka rewolucyjnych tekstów zwracających uwagę na biedę, głód i choroby Afryki. Kobieta-instytucja uwielbiana przez największych - od Madonny przez Missy Elliott aż po superproducenta Timbalanda. Panie i Panowie, M.I.A. - Maya Arulpragasam powraca z nowym materiałem - dojrzalszym, barwniejszym i jeszcze bardziej bezkompromisowym.
"Kala" to zmora każdego krytyka muzycznego, gdyż poprzez nieustanne żonglowanie stylami i konwencjami jest zjawiskiem trudnym do jednoznacznego określenia. Zjawiskiem opartym w dużej mierze na wykorzystaniu starych technik: żywych instrumentach, zwolnieniach czy tak popularnych w latach 80. chropowatych syntezatorach. To one napędzają "Kala", stając się tym samym głównym wyznacznikiem jej przebojowości. "Birdflu", "Jimmy", czy "World Town" wymykają się jakimkolwiek klasyfikacją i stają się poważną konkurencją dla "hitów" zalewających media. Siła utworów tkwi w niespotykanej, połamanej rytmice, która zamiast nużyć po kilku przesłuchaniach (jak większość utworów z kręgu hip-hopu), dalej zachwyca i intryguje nowatorskim podejściem łączącym zaangażowane, społeczno-polityczne teksty z muzyką odcinającą się od wszechobecnego medialnego blichtru.
Najważniejsza jest jednak nieprzewidywalność czepiąca inspiracje z wielu płaszczyzn muzycznych. Słychać tu rave Prodigy, dźwięki zarezerwowane dla world music, a nawet disco znane dotychczas z płyt, uwaga, Bolter! Zachwycają single: mantrowy "Boyz" (przejmująca opowieść o biednych, agresywnych chłopcach z Afryki idących na wojnę) udowadnia tezę, że Dizzee Rascalowi rośnie groźny konkurent na scenie grime, natomiast pysznie cytujący "Disco Dancer" (bollywoodzka produkcja z 1982 roku), ultraprzebojowy "Jimmy" porwie do tańca każdego. Zapożyczeń jest więcej: "Paper Planes" wykorzystuje twórczość Clash, a najlepszy, transowy "20 Dollar" (tyle podobno kosztuje karabin kałasznikow w Liberii)- nawiązuje dialog zarówno z "Blue Monday" (wiadomo kogo) jak i "Where Is My Mind?" ( również wiadomo kogo).
Sama artystka jest w świetnej formie. Słychać, że bawi się dźwiękiem, a jej flow
w obrębie jednego utworu zwalnia, przyśpiesza i ulega technicznym modyfikacją, osiągając apogeum swoich możliwości w pełnym słownych gierek "XR2" - utworze będącym ucztą dla wszystkich pasjonatów języka angielskiego.
M.I.A. rządzi na podwórku czarnej muzyki - jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem hip-hopu. Jest kimś jeszcze - postacią, która wprowadziła zdrową przeciwwagę dla wyrastających jak grzyby po deszczu i zalewających media, gitarowych gwiazdek jednego sezonu. M.I.A. to skarb narodowy Wielkiej Brytanii. Nie wierzycie? Posłuchajcie "Kala".
(8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji