Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Kalkwerk
Średnia ocena z 4 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Thomas Bernhard ,
Bernhard Thomas
- Wydawnictwo:
-
Officyna
, Styczeń 2011
- ISBN:
- 978-83-62409-02-0
- Liczba stron:
- 240
- Wymiary:
- 125 x 205 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Thomas Bernhard ,
Bernhard Thomas
Konrad zabił swoją żonę. Nie ma tajemnicy, nie ma szukania sprawcy. Czytelnik wysłuchuje różnych wersji historii zbrodni podczas nieformalnego dochodzenia. Czemu to zrobił? Pierwsze pytanie pociąga następne: kim właściwie był? kim była jego żona? jakim byli małżeństwem? czemu Konrad nie napisał studium "O słuchu"?
Poczucie bezsilności kryje się za największymi i najwspanialszymi projektami, a gdy do ich realizacji przystępują obłąkani, zagubieni ludzie, katastrofa jest tylko kwestią czasu.
Jedna z najsłynniejszych powieści Bernharda, w Polsce zapoznana dzięki genialnemu spektaklowi Krystiana Lupy, którego rysunki powstałe podczas pracy nad adaptacją zostały zamieszczone na okładce oraz stronach tytułowych.
"Obok tego martwego giganta nie przejdzie już nikt obojętnie"
- Elfride Jelinek
- Kalkwerk
- Autor:
-
Thomas Bernhard ,
Bernhard Thomas
Kalkwerk
(2011-09-17)
Paulina
Klos
Więcej o recenzencie
To zdecydowanie jedna z trudniejszych książek z jakimi przyszło mi się ostatnio zmierzyć. Odbiega ona od powieściowych schematów tak dalece, że jej czytanie było prawdziwym wysiłkiem psychicznym i fizycznym.
Pierwszą rzeczą, zwracającą uwagę czytelnika, jest forma powieści. Narracja przekazana jest w trzeciej osobie, a właściwie, w wielu trzecich osobach. Nie ma tu żadnych dialogów, ani opisów bezosobowego obserwatora, jest w zasadzie tylko monolog głównego bohatera, relacjonowany z perspektywy wielu osób, które miały te wypowiedzi słyszeć. Jest to bardzo ciekawy chwyt literacki, mający na celu nie tyle udziwacznienie tekstu, co absolutne skupienie uwagi czytelnika na punkcie widzenia głównego bohatera. Można wręcz powiedzieć, że czytelnika wtłacza się w wąską perspektywę głównej postaci - Konrada.
Kim on jest i co spowodowało, że tak wiele osób się nim interesuje? Mogę zdradzić Wam od razu, że zabił swoją żonę, zresztą autor również nie robi z tego tajemnicy i informuje o tym czytelnika zaraz na początku książki. Zabójstwo Konradowej nie jest bowiem sprawą dla detektywa, a raczej dla psychiatry.
Konrad jest bowiem maniakiem. Opanowany od lat jedną jedyną ideą - napisać monumentalny traktat filozoficzno-fizjologiczny "O słuchu" - całe życie swoje i żony podporządkowuje tylko temu celowi. Dlatego przeprowadzają się do odludnej posiadłości Kalkwerk, gdzie żona stanowi dla niego obiekt eksperymentów na słuchu, rujnujących jej i tak wątłe siły.
Mamy więc zbrodnię i sprawcę, a znalezienie motywu nie nastręcza trudności. Czy jednak sprawa jest aż tak prosta? Poznając świat z perspektywy zwichniętego umysłu Konrada, dowiadujemy się więcej o dziwnych relacjach w jakich tkwił z żoną, o jego stosunku do otaczającego świata, o wytężonej pracy, jaką prowadził nad swoim studium. Patrzenie na to wszystko z perspektywy zbliżającego się do obłędu sprawcy jest na prawdę ciekawym doświadczeniem.
Jest to znakomita psychologiczna książka, którą czyta się jednak niezwykle topornie. Dlatego jednocześnie polecam ją i ostrzegam przed nią.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
"Naszym celem był Kalkwerk, naszym celem była śmierć zadana przez Kalkwerk."
(2011-06-10)
Joanna
Mieszkowicz
Więcej o recenzencie
Lektura „Kalkwerk” nie należy do łatwych i przyjemnych. Ani od strony formalnej, ani merytorycznej. Jest jedną, bardzo długą myślą rozpisaną na wiele głosów. Jest swoistym studium upadku człowieka ogarniętego szaleńczą naturą. Odważę się stwierdzić, że ta powieść jest bolesnym atakiem przeciwko człowiekowi i życiu w ogóle. Konrad jest postacią tragiczną, co do tego nie mam najmniejszej wątpliwości. Nie wzbudził we mnie żadnego współczucia. Nie wzbudził też żadnej sympatii. Jest bohaterem odrażającym w swojej obsesji. Wyrachowanym, wyniosłym, egoistycznym i pozbawionym litości człowiekiem. Ale o dziwo znajduję właśnie w tym usprawiedliwienie czynu, jakiego się dopuścił. Już z pierwszych zdań powieści dowiadujemy się, że uśmiercił swoją chorą żonę strzałem w głowę. Już na samym początku Bernhard nie pozostawia złudzeń, co do niegodziwości jego zachowania. Tym okrutnym wstępem otwiera powieść, która zaskakuje przede wszystkim natężeniem myśli, natężeniem faktów, bez pardonu dawkowanych i często wielokrotnie powtarzanych.
Specyficzna narracja, rozbieranie na drobne elementy poszczególnych faktów, próba charakterystyki Konrada widzianego oczyma jego znajomych, to cechy „Kalkwerku”, których nie sposób nie zauważyć. Drażni ten strumień myśli, przerywany głosami różnych osób. Drażni czytanie bez wyraźnego przerywnika w postaci choćby akapitu. Ale właśnie w tej formie dostrzegam istotę powieści. O obsesyjnej naturze można pisać jedynie w obsesyjnie niepoprawny i ciężki sposób. Z całą pewnością postać Konrada to przypadek szczególny w światowej literaturze. Tak naprawdę to czytelnik nie poznaje go do końca. Podejrzewam, że nawet psychologowie rozkładaliby ręce nad takim pacjentem. Choć zapewne w psychologii takie przypadki są najciekawsze.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Czytać na własną odpowiedzialność
(2011-05-07)
Karolina
Małkiewicz
Więcej o recenzencie
Małżeństwo Konradów mieszka w starej wapniarni, tytułowym Kalkwerku. To nieprzytulne, niegościnne, pogrążone w grobowej ciszy miejsce na odludziu staje się milczącym świadkiem pełnego tragizmu związku dwojga ludzi noszącego wszelkie znamiona sadyzmu: kalekiej żony zdanej na łaskę i niełaskę zarazem troskliwego jak i okrutnego partnera oraz męża znęcającego się psychicznie nad żoną, targanego wewnętrznymi obsesjami człowieka, który całe swoje życie poświęcił bezskutecznym próbom przelania na papier dzieła, które od długiego czasu czeka całkowicie ukształtowane w jego głowie. Tragicznym, ale logicznym skutkiem niemocy twórczej, długotrwałej izolacji staje się obłęd, który znajduje swój finał w zabójstwie żony; Konrad zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu.
Niesamowitość i grozę fabuły potęguje dodatkowo charakterystyczna dla Bernharda narracja, która choć zagmatwana i okrutnie dezorientująca, ma konkretny cel.
Stanowi ją nieprzerwany monolog czy raczej chór przekrzykujących się głosów świadków wydarzeń; składają się nań okruchy relacji osób z kręgu znajomych Konrada, często sprzecznych, wykluczających się nawzajem. Autor uświadamia nam, że wiedza o drugim człowieku jest w gruncie rzeczy bardzo subiektywna, tylko prawdopodobna i w zasadzie nieweryfikowalna, gdyż opiera się wyłącznie na domysłach, podejrzeniach i odczuciach innych. Wielość i rozmaitość punktów widzenia wyklucza wiarygodność opinii, a zatem niemożliwe jest poznanie faktycznego przebiegu zdarzeń. Niemożliwe jest zrekonstruowanie losów małżeństwa Konradów, jednoznaczne określenie zarówno bohatera (mordercy? człowieka chorego? błazna? geniusza?), jak i ocena jego czynu (od działania w afekcie poprzez wypadek przy czyszczeniu broni po krwawy czyn). Moim zdaniem jest to zabieg tyleż męczący co genialny, a przesłanie bardziej czytelne i przejrzyste niż wykonanie.
Na przykładzie osoby Konrada autor uzmysławia nam, jak wielkim wyzwaniem jest dla artysty akt tworzenia, jak ogromny panuje rozdźwięk pomiędzy artystą a potencjalnymi odbiorcami jego sztuki lub po prostu społeczeństwem, ale również jak wielkie trudności wiążą się ze sferą komunikacji międzyludzkiej; daje nam do zrozumienia, że sposób porozumiewania się wymyślony przez rodzaj ludzki wcale nie jest doskonały - używanie języka mocno ogranicza, wywołuje nieporozumienia, fałszuje obraz rzeczywistości czyniąc niemożliwym poznanie jej prawdziwego oblicza.
Bernharda eksperymenty z formą, które już na wstępie miały wstrząsnąć czytelnikiem, skłonić do podjęcia innej perspektywy, szerszego spojrzenia oraz głębokie przesłanie ukryte zarówno w formie, jak i w treści z pewnością nie pozostawią czytelnika obojętnym. Oczywiście jeśli tylko nie zniechęci go - co tu ukrywać - dziwaczna forma, pogmatwana fabuła i nowatorska narracja nie pozwalająca nawet na chwilowe osłabienie czujności, co mogłoby się skończyć całkowitym zagubieniem w treści. Jeśli jednak odbiorca okaże się wystarczająco wytrwały oraz odpowiednio zmotywowany i uda mu się przedrzeć przez specyficzny, niełatwy styl Bernharda, zostanie nagrodzony niezapomnianymi doznaniami intelektualnymi wynikającymi z obcowania z tak ambitną prozą.
Zapraszam do lektury!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji