Skała księzycowa, ktora się zapodziała 30 lat temu... Pięc wiader przesiąkniętego krwią piasku kanionu w Nowym Meksyku... Naukowiec gotów iść po trupach... Mnich, który uratuje świat... Podejrzana agencja... największe odkrycie naukowe wszech czasów... Co przybyło z kosmosu na Ziemię w ognistej kuli, która miliony lat temu spadła w dolinie na pustkowiu na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych, znanej jako Kanion Tyranozaura?
Douglas Preston
Regularnie pisze o archeologii dla "The New Yorkera". Pracował w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej i wykładał anglistykę na Uniwersytecie Princeton. Obecnie jest współpracownikiem Laboratorium Antropologicznego w Santa Fe. Preston jest autorem trzech powieści, w 2006 roku ukazała się w Polsce jedna z nich, "Testament".
Książka objęta patronatem Merlin.pl
Czytadło - w swojej klasie bardzo dobre
(2008-02-06)
Jakub
Gałka
Więcej o recenzencie
Douglas Preston pisząc "Kanion tyranozaura" pozostał w obrębie gatunku w którym tworzył zarówno w duecie z Lincolnem Childem (m.in. zekranizowany "Relikt"), jak i samodzielnie ("Testament"). Co więcej, zdaje się być w coraz lepszej formie. "Kanion tyranozaura" ma trzy zalety. Po pierwsze i najważniejsze wciąga i trzyma w napięciu, to że dzieje się tak dzięki bardzo ogranym - czasem mało prawdopodobnym - chwytom fabularnym i formalnym (krótkie rozdziały, cliffhanger na końcu każdego z nich i akcja rozbita na kilka równoległych, przeplatających się wątków). Ważne, że nawet mimo ewidentnych błędów i świadomości bycia naciąganym, jednak chce się dowiedzieć, co będzie dalej. Po drugie: pomysł. Preston bardzo zgrabnie miesza ze sobą wyprawę Apollo 17 i poszukiwanie skamieliny dinozaura, a co ważniejsze, jak rzadko który autor thrillerów decyduje się wykorzystać prosty i prawdopodobny motyw fabularny - a nie jakieś ratowanie świata czy sekty neomasonów, jak to jest ostatnio w modzie. Wreszcie, last but not least: techno. Autor często i gęsto sypie fachowym słownictwem, dotyczącym zarówno biologii, archeologii, jak i techniki. Ba, nawet zadał sobie trud, żeby w opis lądowania na Księżycu w prologu wpleść autentyczne rozmowy lunonautów! Dzięki temu, a także sporej części książki dziejącej się w laboratoriach, powieść z całą pewnością zasługuje na miano techno-thrillera (a nawet - zapewne również dzięki podobnej tematyce - przypomina miejscami klimatem "Andromeda znaczy śmierć" Crichtona). Oczywiście książka nie jest wolna od wad, częściowo zresztą wpisanych w reguły gatunku. Przede wszystkim drażnią papierowe postacie z krystalicznym aż do bólu bohaterem i jego psychopatyczny adwersarzem na czele. Zresztą większość wątków trąci sztampą: złym naukowcem powoduje kompleks słynnego ojca, policjant jest głupi i ściga nie tych, co powinien, a rządowi agenci są krwiożerczo bezwzględni. Nie brak też zagrań deus ex machina, popychających w kluczowym momentach akcję do przodu. Na szczęście nie są to jakieś szczególnie rażące błędy (które dużo bardziej uciążliwe były w "Testamencie") i spokojnie da się przejść nad nimi do porządku dziennego, odwiesić racjonalne myślenie i dociekliwość na kołek i cieszyć się lekturą. Tym bardziej, że "Kanion tyranozaura" wynagradza to wartką, trzymającą w napięciu akcją. Przy odpowiednim nastawieniu i niewygórowanych oczekiwaniach, powieść Prestona nie powinna zawieść i dostarczyć kilku godzin przyjemnej rozrywki.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji