PATRONAT MERLINA

Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Karaibska Krucjata. Płonący Union Jack

Karaibska Krucjata - część 1. Płonący Union Jack

Marcin Mortka  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: miękka
nośnik: druk
liczba stron: 320

Produkt niedostępny
do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

- polecamy

Marcin Mortka - zobacz więcej »

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Karaibska Krucjata - część 1. Płonący Union Jack

      Średnia ocena z 4 recenzji (Dodaj własną)

    Autor:
    Marcin Mortka
    Wydawnictwo:
    Agencja Wydawnicza Runa , Wrzesień 2005
    Seria:
    Karaibska Krucjata
    ISBN:
    83-89595-18-4
    Liczba stron:
    320
    Wymiary:
    125 x 185 mm
    Sprawdź inne tytuły:
    Marcin Mortka
    Złe moce, skarby i piraci! Niezwykła wyprawa na południowe morza. Kapitanowi Williamowi O'Connor, dowódcy fregaty "Magdalena", niewiele można zarzucić jako człowiekowi czy żeglarzowi. Może jedynie to, że bez przerwy się na wszystkich obraża. I nie słucha dobrych rad. I jest zbyt szlachetny, by zabrać się za piractwo, a zbyt rozwydrzony, by grzecznie służyć w Royal Navy. I ciągle nie chce wywalić z załogi tego cholernego kuka Butchera. A nade wszystko - że bez przerwy pakuje siebie, okręt i załogę w tarapaty. Rzadki okres spokoju w życiu Williama przerywa wieść, że hrabia Christopher de Lanvierre, ostatni prawdziwy pirat karaibski, choć oficjalnie uznany za zmarłego, żyje i ma się świetnie. Gdy jego kompan usiłuje przejąć "Magdalenę", a przy okazji całe miasto Port Royal, zwyczajowe tarapaty Billy'ego zamieniają się w istną zawieruchę. Czekają go boje z piratami, ratowanie czci pięknych dam, odsiecz oblężonemu miastu, wywołanie pomniejszej wojny oraz najprawdziwsza krucjata. Bo nie jest łatwo rozwikłać intrygę de Lanvierre'a, gdy ma się w załodze maniakalnego cieślę, artylerzystę-piromana, straszliwego kuka i chór klnących z wprawą papug, a po pokładzie szwenda się diabeł morski. Marcin Mortka - skandynawista, miłośnik i popularyzator RPG, autor cenionych powieści Ostatnia saga i Wojna runów oraz licznych opowiadań.
    Książka objęta patronatem Merlin.pl

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Karaibska Krucjata - część 1. Płonący Union Jack
    Autor:
    Marcin Mortka

    Nie aż tak zabawne (2009-05-10)

    Katarzyna Tichy  Więcej o recenzencie

    Początek mile mnie zaskoczył. Świetny styl, interesujący bohater, nieco prześmiewcze i ironiczne podejście do konwencji. "Piraci z Karaibów" na papierze. Załoga "Magdaleny", żarty z Anglików - wszystko fajnie. Tylko w pewnym momencie zaczęło być okropnie wtórne. Zamiast ciekawego rozwoju fabuły, system "z deszczu po rynnę", wciąż musi się dużo dziać. Po ok. 80 stronach straciło świeżość i stało się po prostu męczące. Cieszyłam się, kiedy w końcu skończyłam (mimo wszystko, żal mi było przerywać w połowie). Mortce dam drugą szansę, bo wydaje się być autorem ze sporym potencjałem, ale "Krucjacie" już tej szansy nie dam.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Cudowny rejs po morzu dobrej zabawy. (2005-10-13)

    Paweł Wrzosek  Więcej o recenzencie

    Co by można powiedzieć o tej książce? Może "JA CHCĘ NASTĘPNE TOMY!!!" :))) A na serio to książka nieco różni się od poprzednich ksiazek tego autora klimatem. Jest wesoła, nawet bardzo wesoła, szczerze mówiąc. Jest w niej pełno odniesień lub wręcz momentami cytatów z innych książek, filmów, gier komputerowych. Jest ich na tyle dużo że niektórych może to nawet denerwować choć mnie akurat nie, ja usiłowałem nie ryczeć ze śmiechu w metrze i tramwaju a i tak ludzie się dziwnie patrzyli. :) Główny bohater, kapitan William o'Connor porzucił służbę w Royal Navy, podstępem zdobył statek i został korsarzem bo bycie piratem nie pasowało mu ze względów honorowych. No ale jeśli nie lubi się Francuzów ani Hiszpanów a w Wielkiej Brytanii ma się zaoczny wyrok śmierci za dezercję to ciężko o zdobycie listów kaperskich. :) Książka nie ma fabuły powalającej na kolana, nie zmusza do rozważań nad ludzką naturą. Pozwala za to przenieść się na Karaiby, na żaglowce, poczuć atmosferę pirackich miast, mórz południowych i bitew morskich. Do tego otrzymamy galerię oryginalnych postaci takich jak kapitan który chciałby chyba być cynicznym sukin... to jest draniem, ale jest tylko niepoprawnym romantykiem, dowódcę piechoty morskiej Edwarda Love który nie poci się nawet w południe w pełnym karaibskim słońcu bo to nie przystoi dżentelmenowi i jeszcze paru ciekawych członków załogi łącznie z kukiem który nazywa się Butcher i chce mięsa, świeżego mięsa. ;)

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Karaiby odkrywane na nowo (2005-09-12)

    Mateusz Wodyk  Więcej o recenzencie

    Z zimnych i mrocznych nordyckich klimatów – w gorące i słoneczne, nieco przemalowane i ubarwione XVIII-wieczne realia Indii Zachodnich lub, jeśli kto woli: Karaibów. W czasy zbliżone do tych z filmu „Klątwa Czarnej Perły”, epokę korsarzy, piratów, fregat i pierwszych okrętów liniowych. Taką dość niespodziewaną wycieczkę przed „Świtem po bitwie”, ostatnim tomem trylogii nordyckiej, zafundował swoim czytelnikom skandynawista Marcin Mortka. Ale też tłumacz marynistycznych powieści Patricka O'Briana – i to, nomen omen, wiele tłumaczy oraz zdecydowanie optymistycznie nastraja przed lekturą pierwszej połowy „Karaibskiej krucjaty”. Połowy tylko, bo drugą część dylogii, tj.: „La Tumba de las Piratas”, autor dopiero pisze. Historię przedstawioną na kartach „Płonącego Union Jacka” poznajemy z interesującej perspektywy kapitana fregaty „Magdalena” – Williama O’Connora. Rozliczne perypetie stające się udziałem załogi jego okrętu wypełniają te nieco ponad trzysta stron książki przede wszystkim akcją, ale też: obfitą porcją nienachalnego (a i zgryźliwego) humoru oraz niemałą dawką odwołań do naszej rzeczywistości i kultury masowej. Jest też – dość frapująca, lecz jak na razie odkryta jedynie w niewielkiej części – spinająca powieść intryga. Zdradzać jej nie zamierzam, acz ośmielę się ponarzekać na moim zdaniem zbyt słabe pierwszotomowe zakończenie. Wydarzenie, które wieńczy „Płonącego Union Jacka” jest bowiem dość mało znaczące. Autor zdaje się próbował to zamaskować efektownością, ale ciut przedobrzył: wyszło raczej efekciarsko i, chyba niezamierzenie, groteskowo. Słabo też z fantastyką: magią czy inną fantasmagorią – tych jest jak na lekarstwo; mniej nawet niż w choćby takoż niegrzeszącej pod tym względem „Pieśni Lodu i Ognia”. Lecz to, tak jak w przypadku cyklu George’a R. R. Martina, naprawdę dobrze robi całej opowieści – to, co nierealne czai się gdzieś na obrzeżach, peryferiach przedstawionych wydarzeń; z rzadka tylko stając w pełnej krasie przed oczyma czytelnika, pozostaje tajemnicze i intrygujące. Mocną stronę pierwszej części „Karaibskiej krucjaty” stanowią bez wątpienia bohaterowie – żegnający się ze zdrowym rozsądkiem i umiejętnością racjonalnej oceny sytuacji ilekroć w grę wchodzą emocje i porywy serca: kapitan załogi Billy O’Connor, chorobliwie pedantyczny dżentelmen i dowódca oddziału piechoty morskiej w jednej osobie: Edward Love (u którego wyrazem najgłębszego zdziwienia jest ledwie zauważalnie podniesiona brew), artylerzysta-piroman, uzależniony od prochu: Holender Avgusto Zeeman czy maniakalny, żyjący w odwiecznej i, jak się zdaje, dozgonnej symbiozie z okrętem: hiszpański cieśla Sanchez – to tylko co jaskrawsze przykłady z całej hurmy barwnych, zwariowanych postaci, na które natrafiamy w czasie lektury „Płonącego Union Jacka”. Przy każdej książce typu marynistycznego czy militarnego pojawia się niebezpieczeństwo przeładowania jej specjalistycznym słownictwem – technikaliami, które u przeciętnego czytelnika powodują w najlepszym razie pomijanie zbędnych, bo zupełnie abstrakcyjnych i często niezrozumiałych dlań opisów, a w najgorszym: zniechęcenie i rzucenie powieścią w kąt. Moim zdaniem w „Karaibskiej...” tak zwane „technobabble” utrzymane jest w normie, pozostaje środkiem, a nie celem samym w sobie. Ale oczywiście gwarancji, że czyjś próg tolerancji na bukszpryty, groty, brasowanie lub reje nie zostanie przekroczony, nie ma. „Płonący Union Jack” to udana awanturnicza historia w realiach, które, choć niesłychanie widowiskowe i intrygujące, o dziwo rzadko są w literaturze wykorzystywane. Wrażeń płynących z lektury nie psują niewielkie uchybienia. Toną one bowiem w powodzi przedniej rozrywki, jakiej bez skrępowania dostarcza nam Marcin Mortka. I o to chodzi.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Klasyczny "Karaibski Old School"

    Robert Biernacki

    Prawdę mówiąc, podchodziłem do tej książki jak do jeża. Ogólnie nie przepadam za młodymi pisarzami, a to dlatego, że zbyt często starają się stworzyć od razu co najmniej DZIEŁO WIEKOPOMNE. A wychodzi dynia. Pierwszy rozdział podobał mi się średnio, ale potem... REWELACJA. Nie mogłem się oderwać. Książkę przeczytałem w dwa wieczory, co chwila płosząc moją Piękniejszą Połowę dzikimi porywami chchotu. Że Pan Mortka ma koncept ostry, to trzeba mu przyznać. Że nawiązania stosuje skromnie, ale dobitnie, to też fakt. Cytował nie będę, bo teksty wyjęte z kontekstu tak jakoś tracą barwę. A kontekst jest przedni. Piraci, żaglowce, kuk - sadystyczna kreatura, skarby, upiory i inne takie. Po prostu klasyka gatunku. Jak komuś podobali się "Piraci z Karaibów" - nie zawiedzie się. Poza tym mam nieodparte wrażenie, że autor pisząc książkę miał niezły ubaw. Tak jak ja czytając :)

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Książki - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Książki - wszystkie zapowiedzi »

    Książki - Nowości - polecamy!

    Książki - wszystkie nowości »

    Książki - Promocje - kupuj i oszczędzaj!