Wiecznie młoda płyta
(2009-03-22)
Adam
Świętek
Więcej o recenzencie
Choć mija właśnie 50 lat odkąd ukazała się płyta „Kind of Blue”, to zawarte na niej kompozycje niezmiennie cieszą się ogromną popularnością i uznaniem miłośników gatunku. Tym bardziej zdumiewa więc fakt, że dzieło tak wybitne powstało właściwie przez przypadek, a ściślej pisząc w warunkach improwizacji. Mimo iż Miles Davis posiadał ledwo kiełkujący pomysł na linię melodyczną płyty, zaprosił do studia nagraniowego grupkę zaprzyjaźnionych muzyków (m.in. Billa Evansa czy John Coltrane) i po oględnym wyjaśnieniu koncepcji zaczęli grać. To niesamowite, ale ta zbiorowa improwizacja zaowocowała powstaniem jednego z największych arcydzieł w historii jazzu, za jakie powszechnie uznawana jest „Kind of Blue”. Choćby z tego powodu warto zaopatrzyć się w płytę i posłuchać tych spontanicznie powstałych nagrań. Jednakże argumentem dużo silniej zachęcającym do bliższego zapoznania z tym cool jazzowym albumem jest po prostu piękno sześciu kompozycji jakie zawiera. Najsłynniejsza to oczywiście „So what”, ale „Freddie Freeloader” czy „Blue in Green” to także świetne i znane kawałki. Choć nie jestem ani znawcą, ani pasjonatem jazzu, to nieustannie wracam do płyty i czynię to z wielką przyjemnością. Potrafi pięknie inspirować, wyciszać i czarować dźwiękami idealnie uzupełniających się instrumentów. A porównując album z codzienną radiową papką stęchłej pseudo muzyki, utwory Milesa są jak piękne perełki w morzu tandety, którymi zachwyci się każdy.
(10 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji