Koszyk pusty
- polecamy
-
- Kochankowie z Marony DVD
- cena: 22,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Patronat Merlina - zobacz więcej »
dramaty - zobacz więcej »
Średnia ocena z 5 recenzji (Dodaj własną)
paulo88wolsztyn Więcej o recenzencie
i trzeba wspomnieć o wspaniałej ścieżce dzwiękowej dofilmu jest poprostu boska :P polecam film wszystkim ludziom którzy potrafią dostrzec piekno w tym filmie poprostu boskiiiiiii :P
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Paweł Jankowski Więcej o recenzencie
Wszystko jest tu sztuczne, chciałoby się powiedzieć teatralne. Ale o ile w teatrze umowność i skrót należą do jego właściwości, to w filmie teatralne środki wyrazu żenują. Ale i na poziomie dramatu nic tu się nie klei, nic nie ma uzasadnienia. Ani Arek, ani tym bardziej Janek nie wyglądają na ludzi z kryminalną przeszłością, i na nic zdadzą się rekwizyty Arka. Dlaczego wnętrza są takie zniszczone, czybży była niedawno wojna? Przeczy temu nowiuteńki (i współczesny) motocykl Arka (no i te dopieszczone konstiumy). W ogóle ten motor unieważnia wszelką stylizaję na przeszłość. Pewne elementy języka, przedmioty, zdają się początkowo sugerować czas miniony, ale później bohaterowie dają sobie spokój z udawaniem dawnych czasów i mówią już zupełnie współcześnie. W sanatorium nie ma ani jednego lekarza? Kto dziś umiera na gruźlicę: czyżby jednak czas miniony? Kierownik szkoły i jego żona to postaci niemal parodystyczne, podobnie jak Gulbińscy. Mamy tu niemal ruiny starego zamczyska, w którym straszą upiory. Zestaw elementów z horroru w dramacie o miłości śmieszy. Ludzkie emocje nie rozgrywają się w próżni, w oderwaniu od czasu i miejsca ponieważ człowiek nie żyje i nie przeżywa miłości w stanie laboratoryjnego "wypreparowania". W filmie nie otrzymujemy syntezy miłości, jak chciałaby Cywińska, w zrujnowanym świecie, lecz maskaradę, szminkę i kostium. Na niewiele zdają się wysiłki aktorów, którzy starają się stanąć na wysokości zadania, co jest niewątpliwą zaletą filmu. Zwłaszcza Gruszka pokazuje swoje znakomite umiejętności dramatyczne; również Simlat daje z siebie bardzo dużo. Trochę słabiej wypada Zawadzki, który jest jakiś taki "rozlazły". Oczywiście punktem odniesienia jest Łukaszewicz z "Brzeziny", i trzeba przyznać istnieje podobieństwo i fizjonomii i gry, ale jakoś tak Zawadzki gra trochę jak model, który próbuje aktorstwa. Zapewne kwestia wprawy. Aktorzy radzą sobie w filmie zupełnie dobrze, lecz mamy tu do czynienia z poszczególnymi zadaniami, które wykonują, a przecież dramat ten ma stanowić całość. Chciałbym ich zobaczyć jeszcze raz razem, lecz w innej reżyserii, bez tego "klimatycznego" zadęcia, w historii inaczej opowiedzianej. Na pewno poradziliby sobie znakomicie.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Bożena Szczęsna Więcej o recenzencie
Wygrywająca konwencjonalnymi chwytami ckliwe nutki na strunach "współczesnej duszy". Niezbędne dla amatorów "Samotności w sieci" czy innego Coehlo. Przelatujące po ekranie z prawa na lewo nagie pośladki Gruszki trochę ratują sytuację, ale tylko trochę.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Czytelnik Więcej o recenzencie
Serdecznie polecam wszystkim wielbicielom Izabelli Cywińskiej. Film jest nie lada ucztą duchową. Obraz przepiękny, utrzymany w niespotykanym klimacie, podkreślonym niebanalnymi pejzażami i muzyką. Po prostu plaster miodu na obolałą, zmęczoną pośpiechem, duszę.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Film polski, ale nie dla Polaków. Film, o którym można myśleć również po seansie, a nie tylko w trakcie. Czemu? Po pierwsze temat. Zarówno utwór Iwaszkiewicza, jak i obraz Cywińskiej charakteryzuje niebanalność tematu. "Kochankowie z Marony" to nie ckliwy melodramat czy pozbawione głębi romansidło. Bohaterowie nie są tu jednoznaczni, jednowymiarowi - znakomicie złożoność ich charakterów oddają aktorzy. Na wielkie słowa uznania zasłużyli przestawiciele młodej kadry aktorskiej (szczególnie Łukasz Simlat) oraz ci już zasłużeni (wyróżnienie dla Danuty Stenki). Świetne prowadzenie odtwórców ról przez panią reżyser przyniosło znakomite owoce. Między bohaterami występuje pewne napięcie, z ekranu czuć powiew prawdy. Znakomite kreacje aktorskie uzupełnia wizualna i dźwiękowa warstwa filmu. Osobliwe, mające swój niepowtarzalny charakter zdjęcia najzdolniejszego polskiego operatora - Marcina Koszałki w połączeniu z muzyką skomponowaną przez duet Satanowski - Możdżer są kolejnymi walorami filmu. "Kochankowie..." nie są jednak dla masy (polskiej publiczności), która łaknie durnych żartów, wartkiej akcji i braku głębszego sensu. To film dla osób, które kochają sztukę (tę przez duże "s"), dla miłośników prozy Iwaszkiewicza, dla miłośników ambitnego, pozbawionego języka ulicy, pościgów i strzelanin kina.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji


























