Towar niedostępny

Najtańsza dostawa Dodaj do przechowalni

Zobacz koszt dostawy

Koszyk pusty

Podręczniki

tanie podręczniki i lektury

Kod Leonarda da Vinci (okładka czerwona)

Kod Leonarda da Vinci (okładka czerwona)

Dan Brown  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: miękka
Ocena klientów:

Marzec 2004 - Ofiarą popełnionego w Luwrze morderstwa pada kustosz muzeum Jacques Sauniere. Wezwany przez policję francuską Langdon odkrywa na miejscu zbrodni szereg zakonspirowanych śladów, które mogą pomóc w ustaleniu zabójcy, ale też stanowią klucz do jeszcze większej zagadki - niezwykłej tajemnicy...

Pełny opis produktu...

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

Polecamy również:

Inne wydania:

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Pełny opis produktu

  Średnia ocena z 169 recenzji (Dodaj własną)

Kod Leonarda da Vinci (okładka czerwona)
Autor:
Dan Brown
Tytuł oryginału:
The Da Vinci Code
Wydawnictwo:
Albatros/Sonia Draga , Marzec 2004
ISBN:
83-7359-162-1
Liczba stron:
568
Wymiary:
120 x 195 mm
Tłumaczenie:
Krzysztof Mazurek
Sprawdź inne tytuły:
Dan Brown
Ofiarą popełnionego w Luwrze morderstwa pada kustosz muzeum Jacques Sauniere. Wezwany przez policję francuską Langdon odkrywa na miejscu zbrodni szereg zakonspirowanych śladów, które mogą pomóc w ustaleniu zabójcy, ale też stanowią klucz do jeszcze większej zagadki - niezwykłej tajemnicy sięgającej korzeniami początków chrześcijaństwa. Langdom podejrzewa, że zamordowany był członkiem Zakonu Syjonu, powstałego w 1099 roku tajnego stowarzyszenia strzegącego miejsca ukrycia bezcennej, zaginionej przed wiekami relikwii Kościoła - Świętego Graala. Do organizacji należeli m.in. Leonardo Da Vinci i Isaac Newton. Kustosz poświęcił życie, by strzeżony przez zakon sekret nie dostał się w niepowołane ręce. Teraz pozostały jedynie 24 godziny na rozwikłanie precyzyjnie skonstruowanej łamigłówki pozostawionej przez Saunier'a - inaczej tajemnicę na zawsze skryją mroki historii. Kluczowe elementy zagadki kryją się w najsłynniejszych obrazach mistrza Renesansu - "Mona Lizie" i "Ostatniej wieczerzy". Czy ścigany przez policje i bezlitosnego zabójcę Langdon zdoła ujść pogoni i dotrzeć do szokującej prawdy? Jego jedynym sprzymierzeńcem jest piękna Sophie Neveu, agentka policji, specjalistka od tajnych kodów i szyfrów, wnuczka Sauniere'a...

Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

Kod Leonarda da Vinci (okładka czerwona)
Autor:
Dan Brown

Książka dobra, ale szumu wokół niej za wiele! (2006-08-28)

Olga U. 1Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

Ach, teraz jestem sceptycznie nastawiona, ponieważ niedawno była premiera kinowego "Kodu". Oczywiście spotkał mnie zawód, choć nie, tego się właśnie spodziewałam, ale to nie jest miejsce na recenzje filmowe. Cóż. Na niekorzyść książki działa także całe to zamieszanie (wszyscyśmy się tak oświecili, że tylko patrzeć, jak katolicyzm umrze). Niestety, muszę państwa oświecić: To tylko literacka fikcja. F-i-k-c-j-a. Pan Brown niektóre ze swych hipotez popiera nie do końca sprawdzonymi argumentami i choć być może w jego historii kryje się ziarno prawdy (bądź co bądź tak jest na pewno, wszak Kościół już wiele w historii narobił), część książkowych odkryć to czyste domysły (żeby nie powiedzieć: wymysły). Tak więc kwestię "wierzyć-nie wierzyć" i "prawda-nieprawda" mamy już za sobą. Przejdźmy do recenzji właściwej. Nie będę się kryła, że i ja uległam urokowi sensacji Browna. Pisarz ten nie posługuje się zbyt wyszukanym czy pięknym językiem, ale w tego typu książkach akcji nikt nie powinien tego wymagać. Czyta się miło, szybko, z przejęciem, czeka, co będzie dalej i szuka prawdy między wierszami. W pewnym momencie większość z nas zastanawia się, czy przypadkiem nie powinni być ateistami, albo przynajmniej zmienić wyznanie na mniej kontrwersyjne... O tak, pan autor nieźle nam w głowach namąci, zanim ockniemy się z Brownowego transu. Jednak muszę przyznać, że to jest po prostu ciekawe. Brown musi być dobry, skoro tylu ludzi jest pod wrażeniem jego książek. Nie podoba mi się za to sposób, w jaki pisarz przedstawia nam Opus Dei. Kościół katolicki czuje się urażony, kiedy w rzeczywistości zaledwie jego namiastka, Opus Dei została pokrzywdzona. Ale to nie moja sprawa. Zostawmy kwestie religijne i po prostu asekuracyjnie przypomnijmy że "to jest fikcja literacka, a nie książka oparta na prawdziwych zdarzeniach". Domniemania na temat pracy Leonarda da Vinci (czy w ogóle istnieje jakiś kod?) też są, naturalnie, podważane. Ale czytając książkę zapomnijmy o tym! Nie interesujmy się zbytnio światem zewnętrzym, a książka wiele na tym zyska. Po prostu czytajmy. Wartka akcja i bohaterowie oczarują nas na pewno (główny bohater ma wzięcie, Sophie ma wzięcie, Sylas ma wzięcie - nie powiem, że też go lubiłam...). Przygodę z "Kodem Leonarda da Vinci" na pewno długo będziemy wspominać. Idealna lektura dla miłośników literatury sensacyjnej albo dla ludzi lubiących grzebać w sprawach historii Kościoła czy sztuki. Ta książka po prostu nie może przejść niezauważona. U każdego wywoła emocje, inna sprawa, że w dewotce niekoniecznie pozytywne. Mimo wszystko polecam. Warto. Bo grunt, że książka dobra i ciekawa.

(12 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

super

Krzysztof Daniłowicz

Myślę, że to jak odbieramy tą książkę, zależy od naszgo do niej podejścia. Podszedłem do niej jak do sensacji i tak też ją odebrałem. Nie wiem po co ten hałas wokół tej książki. Jest on tylko (co powinno cieszyć autora) motorem napędowym jej popularności. Czekam na ekranizację.

(7 z 15 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Super książka, warta przeczytania!

Paweł Michna

Polemizowałbym trochę z Arkiem P. Zdaje mi się, że jak pisze Brown, Maria Magdalena została ukryta pod postacią Judasza, a nie Jana Chcrzciciela. Biblia, ani inne dokumenty nie głoszą o małżeństwie Jezusa, ponieważ Kościół wszystko zrobił "po swojemu". Dan Brown nie pozostawił tego bez wytłumacznia, a z twojej wypowiedzi wynika tak jakby to napisał nie popierając tego żadnymi dowoddami. Sam przyjrzałem się dokładniej "Ostatniej wieczerzy" i rzeczywiście rudowłosa postać przypomina kobietę, każdy ma swój kielich, a nie tak jak głosi Biblia, że miał go tylko Jezus. Historia z kielichem (figura stworzone przez układ Jezusa i Magdaleny na obrazie) tez wydaje mi się wiarygodna. Co do książki - jest super! Wszystkie historie w niej zawarte wydają mi się bardzo prawdopodobne. Wciągnęła mnie ta tajemniczość, czekanie na rozwiązanie zagadki, rozwój wydarzeń. Ta książka nie tylko ciekawi, ale i uczy. Dowiedziałem się w niej wielu rzeczy. Oczywiście nie chodzi tu tulku o domysłu Browna (które wg mnie są prawdopodobne ;)) ale o pewne fakty historyczne. Sam po lekturze zacząłem zwracać większą uwagę na symbole i znaczenie wszystkiego co może mieć inny przekaz :). Gorąco polecam wszystkim bez względu na to jaki typ książki lubią, to się spodoba wszystkim. Jutro sobie kupię "Anioły i demony" :D.

(11 z 15 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Czekam na ekranizacje (2005-09-29)

marta thorsen  Więcej o recenzencie

Uważam, że ta książka to dno literackie, zero pokarmu dla duszy i intelektu, ot taki "thrillerek" typowo amerykański. Czekam na ekranizacje i Amerykanów w T-shirtach z logo JEzus + Maria!!

(3 z 15 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Mi sie podobało!!

Hanka

Nie podam mojego wieku, bo wszyscy by mnie wyśmiali ale pomimo tego uważam, że ta książka była świetna. Oczywiście nie można wierzyć domysłom Browna, ale może jest w tym trochę prawdy? Tak jak pisali inni powieść można przeczytać jednym tchem. Najbardziej wciągające są zagadki, tajemnice i kody. Cała akcja jest bardzo interesująca. Nie chciałabym opowiadać więcej, kto chce wiedzieć najlepiej niech przeczyta sam i będzie najlepiej> =)

(3 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Malzenstwo Jezusa jest fikcja, jak cała książka Browna

Arek P.

Brown wysunął w tej sprawie następujące argumenty: żydowski zwyczaj nakazywał małżeństwo, jedna z gnostyckich ewangelii mówi, że Jezus całował Marię Magdalenę, a Leonardo da Vinci zakamuflował ją jako apostoła Jana na obrazie Wieczerza Pańska. Brown zakłada, że Jezus jako rabin musiał być żonaty, gdyż tak nakazywał obyczaj. Z tym, że Jezus nie piastował urzędu rabina. Poza tym celibat osób służących Bogu nie był w Izraelu bezwzględnym obowiązkiem, np. Jan Chrzciciel prowadził samotne życie, esseńczycy preferowali celibat, a jednak cieszyli się poszanowaniem wśród Żydów. Ani Biblia, ani nawet ewangelie gnostyckie, na które Brown się często powołuje, nie wspominają, aby Maria Magdalena była żoną Jezusa. Tekst, na który Brown się powołuje jest uszkodzony, dlatego nie wiadomo nawet tego, czy Jezus całował Marię w usta, czoło czy policzek. Trzeba też wiedzieć, że pierwsi chrześcijanie pozdrawiali się pocałunkiem, tak że nie było w tym nic szczególnego. Co do symboliki obrazu Leonarda da Vinci, to Brown ukazuje jako fakty swoje wymysły, których znawcy nie potwierdzają. Np. wysnuwa daleko idące wnioski z tego, że apostoł Jan ukazany jest na Ostatniej Wieczerzy w sposób zniewieściały, z długimi włosami i delikatną cerą. Tak jednak Leonardo i inni florenccy malarze tej epoki malowali młodzieńców, a Jan był najmłodszy wśród apostołów. Nie leżałoby w interesie Kościoła, aby zataić małżeństwo Jezusa, gdyby był żonaty, ponieważ małżeństwo w pierwszych wiekach chrześcijaństwa było wielkim plusem, np. nikt nie mógł być biskupem Kościoła, kto nie miał żony (1 Tym.3:2). Nowy Testament mówi, że Maria Magdalena i inne kobiety np. Joanna, żona Chuzy, podróżowały z Jezusem. W starożytności imiona kobiet zamężnych wiązano z imieniem męża (np. Joanna, żona Chuzy). Imieniu Marii nie towarzyszy imię Jezusa, jak byłoby, gdyby była Jego żoną. Ponadto, Jezus, który pod krzyżem polecił swoją matkę opiece apostoła Jana z pewnością zatroszczyłby się także o los żony, gdyby ją miał. W swej bibliotece mam około 40 tomów pism wczesnochrześcijańskich. W żadnym nie ma niczego, co wskazywałoby na związek Jezusa z Marią Magdaleną. Biblia nie wspiera takiego wniosku. Nawet pisma gnostyków, na które Dan Brown i Margaret Starbird lubią się powoływać nie zawierają niczego takiego. Starożytne źródła milczą o małżeństwie Jezusa z prostej przyczyny - nigdy go nie było!

(7 z 21 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Kod do ludzkich umysłów? (2004-05-22)

Małgorzata Lipska 2Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

Rzadko czytam powieści kryminalne czy sensacyjne, ale nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę. Zgodnie ze złotą zasadą Hitchcocka - rozpoczyna się "trzęsieniem ziemi", a potem napięcie rośnie. Krótkie rozdziały przenoszące czytelnika od jednego wątku do drugiego i liczne retardacje, zawierające wyjaśnienia mało znanych zagadnień historycznych, sprawiają, że powieść czyta się jednym tchem. Dan Brown nafaszerował swe dzieło frapującymi odbiorcę kodami, szyframi, symbolami, grami słownymi. Któż z nas w dzieciństwie nie lubił zagadek?... Należy też docenić wysiłek tłumacza polskiego, którego w ferworze dyskusji o samym przedmiocie powieści - raczej się nie zauważa, a który zmierzył się z trudnym zadaniem przełożenia kilku wierszyków pojawiających się w powieści. Niby nic - a jednak niezbędne było zachowanie oryginalnego metrum (pentametru jambicznego), niewygodnego dla polszczyzny z uwagi na występowanie tzw. rymu męskiego, w którym akcent pada na ostatnią sylabę w wersie. Do tego wierszowane zagadki musiały zgadzać się merytorycznie z wersją oryginalną, bo ich treść jest ściśle powiązana z fabułą. Powróćmy jednak do samej książki. Oczywiście - jak niemal w każdym utworze literackim - i u Browna można doszukać się niekonsekwencji i niedoskonałości. Ujawniają się one w zakończeniu. Po przeczytaniu kilkuset stron utrzymanych w atmosferze tajemniczości i wszechobecnego spisku - oczekujemy równie elektryzującego rozwiązania akcji. Autor pozostawia nas jednak z poczuciem niedosytu. Można by złośliwie stwierdzić, że finał opowieści jest żywcem wyjęty z animowanego serialu "Scooby Doo", w którym każda scena końcowa rozgrywa się wedle tego samego schematu. Po zdemaskowaniu sprawcy niecnej intrygi (którym często okazuje się niepodejrzewany przez nikogo staruszek!), zakuwany w kajdanki złoczyńca wypowiada niezmiennie tę samą kwestię - "Gdyby nie wy, wstrętne dzieciaki, wszystko by się udało!"... Chcę jednak wierzyć, iż owe skojarzenia to tylko efekt jednego z "błędów młodości", jakim było zbyt częste oglądanie kreskówek! Mam za to poważniejszy zarzut. Zarzut tchórzostwa. Bo jeśli pisze się książkę podważającą istotę chrześcijaństwa, to należy być odważnym do końca. A próba wybielenia biskupa Aringarosy wydaje się asekuranctwem. Jednakże trudno mieć o to żal do autora. I tak zebrał za swą powieść ostre cięgi! Swoją drogą - szum, jaki powstał wokół "Kodu Leonarda da Vinci" jest iście groteskowy. Przecież powieść Browna to fikcja literacka! Zbudowana na fundamencie faktów historycznych i hipotez naukowych - ale tylko fikcja. Mimo to jej autor stał się obiektem ostracyzmu. Właściwie dziwić może fakt, że książka w ogóle została wydana w Polsce, w kraju - jak mówią niektórzy - "ultrakatolickim". Pewnie jest w tym jakaś paradoksalna zasługa zamieszczonego w polskim wydaniu posłowia autorstwa prof. Z.Mikołejko, który desperacko broni dobrego imienia katolicyzmu, wymieniając całą "litanię" zbrodni protestantów. Można więc odnieść wrażenie, że powieść jest wynikiem protestancko-katolickich antagonizmów i aktem zemsty na Rzymie. To dopiero teoria spiskowa! Posłowie od wydawcy polskiego trochę mnie zniesmaczyło. Prof. Mikołejko zdaje się rościć sobie pretensje do bycia nieomylnym rzecznikiem Watykanu, zaś jego tekst stanowi zbędny komentarz, pomijający to, co naprawdę ważne, i brutalnie ściągający nas na ziemię zaraz po lekturze dzieła, które nieco wynosi nas ponad ziemski poziom... Bo "Kod Leonarda da Vinci" to świetnie napisany thriller, który wszak nie rości sobie praw do wyrokowania w fundamentalnych kwestiach prawdy historycznej czy wiary. Intencją autora było jedynie zmuszenie do refleksji i oderwania się od stereotypowego sposobu myślenia. Jesteśmy bowiem tak wrośnięci w tradycję kręgu kulturowego, z którego się wywodzimy, że często tracimy zdolność obiektywnego rozumowania, przyjmując za pewnik to, w co wierzy się od pokoleń. Współcześni Kopernikowi nie brali nawet pod uwagę, że Ziemia może krążyć wokół Słońca. "A jednak się kręci!"...

(6 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Co on z tym zrobił? :-( (2004-04-01)

Bartłomiej Nowak  Więcej o recenzencie

Książka wciąga, jak stary odkurzacz. Od pierwszej strony, od pierwszej tajemnicy. Już nawet otoczenie, wybrane przez Browna na miejsce morderstwa -jest niezwykle intrygujące. Luwr... Kody, zagadki, tajemnice -wypisane na nagim ciele starca rozłożonego na kształt "człowieka witruwiańskiego" Leonarda da Vinci na muzealnej podłodze. Akcja rozwija się naprawdę szybko. Przenosi nas z miejsca na miejsce, z wątku na wątek. Podejrzany policjant, dyrektor Banku Depozytowego Zurychu, biskup - duchowy przywódca Opus Dei, mnich albinos -wszystkie te postaci (a także parę innych) każą nam się zastanawiać -kto za tym wszystkim stoi? Mordercę znamy niemal od początku, ale wiemy, że nie on jest tutaj najważniejszy. Wraz z Sophie, wnuczką zamordowanego, i Robertem Langdonem -znawcą symboli, wykładowcą z Harwardu -odkrywamy tajemnicę Graala i Zakonu Syjonu. Wszystko to Brown okrasza niewyobrażalną ilością informacji historycznych, kulturalnych i naukowych ciekawostek itp. Pięknie i słodko, ale... Gdy wraz z bohaterami docieramy do domu historyka brytyjskiej rodziny królewskiej -Leigh Teabinga -zaczynamy wątpić, czy podawane wcześniej przez Browna informacje są prawdziwe. Teorie, które przytacza Teabing, a które dotyczą Marii Magdaleny, niejakiej Sary i francuskich Merowingów -są tak nierealne (na upartego mógłbym jedynie uwierzyć w to, że Maria Magdalena była Jego żoną), że niszczą klimat całej książki. Z sensacyjnej powieści (poniekąd antykościelnej -Brown nie lubi Kościoła -i nie jest, niestety, w tej kwestii obiektywny) "Kod Leonarda da Vinci" przeradza się w pełną bzdur powiastkę -o tym, jak to wszyscy wielcy ludzie naszego świata byli wyznawcami Wielkiej Bogini (wszyscy wiedzą przecież, że "Mała syrenka" Disneya to tak naprawdę zakamuflowana historia Marii Magdaleny ;-)). Można zwątpić. Chociaż powieść powraca później do normy, a akcja ponownie nabiera rumieńców, nie mogę Brownowi wybaczyć, że z tak dobrze zapowiadającej się historii zrobił tak fantastyczną papkę.

(3 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Quasi-ezoteryczny harlequin (3-0-1)

El Toro

Pasjonaci wielkich tajemnic, poszukujący intrygujących opowieści - nie dajcie się zwieść. Nie traćcie czasu i pieniędzy na quasi-powieść efekciarskiego grafomana, przez wydawcę określonego "najinteligentniejszym, ..., łączącym erudycję Eco i talent Cobena". Ten jakoby światowy bestseller jest w istocie historią o niczym. Templariusze, Opus Dei, Prieure de Sion i Graal to tylko hasła, aby przykuć waszą uwagę, zabrać Wasz czas i pieniądze. Dlaczego tak myślę? Używając metody autora, posłużę się moim kodem do tej książki, czyli 3-0-1. 3: Trzy części książki są jasno widoczne. Pierwsza: nawet interesujące zawiązanie spisku, ale mieszanka wątków i tajemnic szybko zmusza do zastanowienia: czy Dan chce na nas zrobić wrażenie, że przeczytał kilka książek o historii Świętego Graala i wciąż pamięta co to ciąg Fibonacciego? Druga (mniej więcej od 250 strony) - akcja coraz szybsza, ale z tą samą szybkością zanika oryginalność i już wiadomo "kto zabił". Trzecia - to wołanie Dona o pomoc: "nie wiem, jak zakończyć!" Co robi w takiej sytuacji nasz mistrz - używa starego sposobu z Hollywood: źli giną, brutalnie rozłączeni spotykają się i mamy w końcu upragniony romans. 0: zero punktów za oryginalność - ta sama konstrukcja została już użyta w "Aniołach i demonach". Zapewne niedługo możemy oczekiwać kolejnych mutacji historii Langdona wplątanego w spisek z udziałem: Nostradamusa, Mędrców Syjonu, Roswell, ... 1: jedyną wspólną myślą tych części jest alergiczna wręcz niechęć autora do papiestwa i katolicyzmu. Tu jednak również nie ma zaskoczenia - argumentacja i styl krytyki jest na poziomie prezentacji innych kwestii. Ogólnie, styl narracji Browna jest irytujący (co bardzo dobrze oddaje tłumacz). Krótkie zdania, szybkie dialogi i ciągłe przeplatanie wątków ma być metodą na utrzymanie czytelnika w napięciu. Niestety, po kolejnej szybkiej zmianie czujemy się, jak w czasie kolejnego oglądania tego samego teledysku. Każdy ma swoją opowieść, również Dan Brown, ale dla mnie zupełnie niezrozumiała jest wymowa tego dzieła. Jeżeli ktoś przeczytał "Święty Graal. Święta krew", "Wahadło Foucolta" czy też "Klub Dumasa", wątpię aby wytrzymał dłużej niż do połowy "Kodu Leonarda da Vinci". Ja to zrobiłem z pełną premedytacją, aby podjąć wysiłek ochrony przed tandetą i "macdonaldyzacją" społeczeństwa, przynajmniej tej części starającej się jeszcze czytać książki. Panie Brown, "Kod Leonarda da Vinci" jest w istocie kodem do Pana twórczości. Nie ma Pan nic odkrywczego do powiedzenia, a Pana przesłanie można określić popularnym ostatnio w kraju nad Wisłą określeniem - MATACZENIE! P.S. El Toro do D. Brown - rozszyfruj kod 3-0-1. Sic luceat lux!

(9 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Dałbym, zero, ale nie ma... (2007-01-20)

WALDEK BALCER 1Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

Moja recenzja jest bardzo długa i sądzę, że będę ją musiał podzielić na kilka części. Mam nadzieję, że "Pan Merlin" przełknie tę pigułkę. Pół roku zastanawiałem się, dlaczego ta książka zyskała taką popularność, pytałem wielu osób, część nie potrafiła powiedzieć, inne mówiły, iż jest kontrowersyjna, jeszcze inne, że wciągająca. W końcu sam po nią sięgnąłem i jestem przerażony, a powody są cztery, z czego trzy można znaleźć na wkładce do książki. Nie wiem, kto to pisał, ale chciałbym wiedzieć, ile się bierze za wypisywanie takich głupot. 1.Talent pisarski Cobena - tego autora nie znam i - jeśli ma taki talent jak Brown - na pewno nie poznam. Ani trochę nie podoba mi się sposób prowadzenia narracji, a chwyty mające wpłynąć na chęć dalszego czytania, łudząco przypominają sposoby pani Ilony Łepkowskiej. 2.Intrygi i spiski tworzone z kunsztem Ludluma - czy ten ktoś czytał "Tożsamość Bourne'a"? 3.Erudycja Eco - tutaj ręce mi opadły i właśnie dlatego postanowiłem tę książkę przeczytać i rozprawić się z rzekomą erudycją Dana Browna. Powód czwarty: ogarnia mnie trwoga, ponieważ widząc popularność tej powieści, widzę ludzi wierzących we wszystko, co Brown napisał, a na wiarę zasługuje bardzo niewiele. Gdy obalałem słowa i teorie autora, jedna z wielbicielek "talentu" Browna stwierdziła, że przecież to fikcja literacka, a więc można pisać wszystko. Nie mogę się z tym zgodzić, ponieważ autor nadaje swej powieści pozory prawdziwości. Po raz kolejny stosuje proste zabiegi, ale są one wystarczające z tego względu, że ludzie uwielbiają łatwe wyjaśnienia, a w związku z tym spiskowe teorie. Zabieg pierwszy: strona pierwsza i notatka zatytułowana "Fakty". Zabieg drugi: główny bohater jest profesorem Harvardu, a więc człowiekiem wiarygodnym. Ciekawy jestem, co o tym sądzą profesorowie tej uczelni, ponieważ Robert Langdon dysponuje wiedzą przeciętnego miłośnika historii, architektury czy też renesansowego malarstwa. Ostatnim dowodem na to, iż Brown wierzy w to, co pisze są imię i nazwisko największego specjalisty od Graala i Nauczyciela, sir Leigh Teabinga oraz nazwisko ostatniego Wielkiego Mistrza Zakonu Syjonu, Jacquesa Saunièra. Nazwisko pierwszego jest hołdem oddanym dwóm szaleńcom, którym Brown najwidoczniej uwierzył. Nie wiem tylko dlaczego nie umieścił nazwiska trzeciego. Otóż cała intryga jest oparta na ahistorycznych wywodach zawartych w książce z 1982 roku, pt.: "The holy blood and the holy Graal", a jej autorzy to: M. Baigent (anagram: Teabing), R. Leigh, H. Lincoln. Z kolei Saunière, to nazwisko proboszcza Rennes-le-Château, który od roku 1896 zaczął opływać w bogactwa, w związku z czym od razu wysnuto wniosek, że oto Bérenger de Saunière znalazł skarb templariuszy. Tak więc mam smutną wiadomość dla fanów Browna: jego "fascynująca" teoria wcale nie jest jego. Myślę, iż wystarczy tych inwektyw, należy swoją opinię uzasadnić. Jednak nim przejdę do meritum, chciałbym zaznaczyć, iż nie jestem gorliwym chrześcijaninem, a tym bardziej zwolennikiem Kościoła rzymskokatolickiego, a więc emocje nie miały wpływu na odbiór tej powieści. Nie będę rozpisywał się o rachitycznej narracji, ale muszę wyciągnąć kilka najbardziej rażących niedociągnięć. Od początku jest ciekawie, gdy Saunière umiera niczym Niemcy w "Czterech pancernych...". Dostał kulę w brzuch, a ma jeszcze mnóstwo czasu na bieganie po Luwrze, rozbieranie się, malowanie pentagramów i wymyślanie zagadek. W całej powieści jest sporo niekonsekwencji, np.: podjazd pod Chateau Villete raz jest ponadkilometrowy, za stron kilka - prawie kilometrowy. Jeszcze ciekawiej pisze Brown o strukturze Zakonu Syjonu. Otóż seneszalami ww. zakonu zawsze byli mężczyźni, natomiast Wielkim Mistrzem aż cztery razy była kobieta. W innym miejscu dowiadujemy się, że Wielkiego Mistrza wybierano spośród seneszali. Znajdujemy tam również ciekawostki astronomiczne: późną nocą Langdon spogląda na Wenus, tymczasem każdy choć trochę interesujący się niebem nocnym wie, iż jest ona widoczna tylko tuż po zachodzie Słońca i tuż po wschodzie. Drugie kuriozum, moje ulubione zresztą: Księżyc w nowiu oświetla twarz Sophie! Wspaniałe, prawda?

(12 z 25 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Przeczytaj wszystkie recenzje (169)