Dan Brown "Kod Leonarda da Vinci (okładka czerwona)"
Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję
- Kod Leonarda da Vinci (okładka czerwona)
- Autor:
- Dan Brown
Świetna książka! (2007-04-21)
Justyna Sobczak Więcej o recenzencie
Świetna jest ta książka. Mogłabym ją cały czas czytać, a ciągle mnie zaskakuje! Opisałabym ją obszerniej, lecz szczegółów nie będę zdradzać. 5 merlinów.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Fajna, lecz... lekko przereklamowana (2007-04-21)
Kamil
Stasiewicz
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Podszedłem z sympatią, do tej powieści, ale miałem wrażenie, że w zasadzie już wiem, o co w tym wszystkim chodzi i miałem nieco mniej zabawy, nie widziałem całego filmu, bo był jak dla mnei za płytki, ale postać Teabinga zagrana przez McKellena, powodowała, że czytając wypowiedzi Sir Lee... miałem przed oczyma właśnie tego aktora. Postać Sylasa za to nadawała rozpędu, taka ogromnie tajemnicza. Oprócz podstawowego wątku, który z powodzeniem mogę ujawnić, czyli rzekomego związku pomiędzy Marią Magdaleną, a Jezusem, na tle prokreacyjnym, jest jeszcze kilka innych, które nadają jakiś smaczek, przez co się nie zanudzimy, bo nie oszukujmy się, pan Brown, przesadził... jeśli chodzi o objętość. Przy końcu zamiast połykać strony myśli się - nie przynudzaj facet, skończ to wreszcie. Jednak jest pewien niesmak, który kłuje przy "Kodzie Leonarda" - autor poszedł na łatwiznę i zrobił dokładnie to samo, co w "Aniołach". Morderstwo miało jedynie inne tło i zarys, ale pokrewieństwo, między zamordowanym, a partnerką, jak to bywa w takich kryminałach pozostało. Nie da się ukryć, że ułatwił sobie początek... po środku, zapędził intrygami, a końcówkę, nieco już wydłużył. Ale w sumie to przeczytałem tylko raz "Kod" i muszę go jeszcze kiedyś dokładniej przetrawić. Polecam, bo naprawdę warto. Oczywiście należy podejść do tego z humorem, bo czytanie o tym, że "Mała syrenka" to historia Marii Magdaleny, jest po prostu zabawne.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Dałbym, zero, ale nie ma... (2007-01-20)
WALDEK BALCER Więcej o recenzencie
Moja recenzja jest bardzo długa i sądzę, że będę ją musiał podzielić na kilka części. Mam nadzieję, że "Pan Merlin" przełknie tę pigułkę. Pół roku zastanawiałem się, dlaczego ta książka zyskała taką popularność, pytałem wielu osób, część nie potrafiła powiedzieć, inne mówiły, iż jest kontrowersyjna, jeszcze inne, że wciągająca. W końcu sam po nią sięgnąłem i jestem przerażony, a powody są cztery, z czego trzy można znaleźć na wkładce do książki. Nie wiem, kto to pisał, ale chciałbym wiedzieć, ile się bierze za wypisywanie takich głupot. 1.Talent pisarski Cobena - tego autora nie znam i - jeśli ma taki talent jak Brown - na pewno nie poznam. Ani trochę nie podoba mi się sposób prowadzenia narracji, a chwyty mające wpłynąć na chęć dalszego czytania, łudząco przypominają sposoby pani Ilony Łepkowskiej. 2.Intrygi i spiski tworzone z kunsztem Ludluma - czy ten ktoś czytał "Tożsamość Bourne'a"? 3.Erudycja Eco - tutaj ręce mi opadły i właśnie dlatego postanowiłem tę książkę przeczytać i rozprawić się z rzekomą erudycją Dana Browna. Powód czwarty: ogarnia mnie trwoga, ponieważ widząc popularność tej powieści, widzę ludzi wierzących we wszystko, co Brown napisał, a na wiarę zasługuje bardzo niewiele. Gdy obalałem słowa i teorie autora, jedna z wielbicielek "talentu" Browna stwierdziła, że przecież to fikcja literacka, a więc można pisać wszystko. Nie mogę się z tym zgodzić, ponieważ autor nadaje swej powieści pozory prawdziwości. Po raz kolejny stosuje proste zabiegi, ale są one wystarczające z tego względu, że ludzie uwielbiają łatwe wyjaśnienia, a w związku z tym spiskowe teorie. Zabieg pierwszy: strona pierwsza i notatka zatytułowana "Fakty". Zabieg drugi: główny bohater jest profesorem Harvardu, a więc człowiekiem wiarygodnym. Ciekawy jestem, co o tym sądzą profesorowie tej uczelni, ponieważ Robert Langdon dysponuje wiedzą przeciętnego miłośnika historii, architektury czy też renesansowego malarstwa. Ostatnim dowodem na to, iż Brown wierzy w to, co pisze są imię i nazwisko największego specjalisty od Graala i Nauczyciela, sir Leigh Teabinga oraz nazwisko ostatniego Wielkiego Mistrza Zakonu Syjonu, Jacquesa Saunièra. Nazwisko pierwszego jest hołdem oddanym dwóm szaleńcom, którym Brown najwidoczniej uwierzył. Nie wiem tylko dlaczego nie umieścił nazwiska trzeciego. Otóż cała intryga jest oparta na ahistorycznych wywodach zawartych w książce z 1982 roku, pt.: "The holy blood and the holy Graal", a jej autorzy to: M. Baigent (anagram: Teabing), R. Leigh, H. Lincoln. Z kolei Saunière, to nazwisko proboszcza Rennes-le-Château, który od roku 1896 zaczął opływać w bogactwa, w związku z czym od razu wysnuto wniosek, że oto Bérenger de Saunière znalazł skarb templariuszy. Tak więc mam smutną wiadomość dla fanów Browna: jego "fascynująca" teoria wcale nie jest jego. Myślę, iż wystarczy tych inwektyw, należy swoją opinię uzasadnić. Jednak nim przejdę do meritum, chciałbym zaznaczyć, iż nie jestem gorliwym chrześcijaninem, a tym bardziej zwolennikiem Kościoła rzymskokatolickiego, a więc emocje nie miały wpływu na odbiór tej powieści. Nie będę rozpisywał się o rachitycznej narracji, ale muszę wyciągnąć kilka najbardziej rażących niedociągnięć. Od początku jest ciekawie, gdy Saunière umiera niczym Niemcy w "Czterech pancernych...". Dostał kulę w brzuch, a ma jeszcze mnóstwo czasu na bieganie po Luwrze, rozbieranie się, malowanie pentagramów i wymyślanie zagadek. W całej powieści jest sporo niekonsekwencji, np.: podjazd pod Chateau Villete raz jest ponadkilometrowy, za stron kilka - prawie kilometrowy. Jeszcze ciekawiej pisze Brown o strukturze Zakonu Syjonu. Otóż seneszalami ww. zakonu zawsze byli mężczyźni, natomiast Wielkim Mistrzem aż cztery razy była kobieta. W innym miejscu dowiadujemy się, że Wielkiego Mistrza wybierano spośród seneszali. Znajdujemy tam również ciekawostki astronomiczne: późną nocą Langdon spogląda na Wenus, tymczasem każdy choć trochę interesujący się niebem nocnym wie, iż jest ona widoczna tylko tuż po zachodzie Słońca i tuż po wschodzie. Drugie kuriozum, moje ulubione zresztą: Księżyc w nowiu oświetla twarz Sophie! Wspaniałe, prawda?
(14 z 27 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
cd. (2007-01-20)
WALDEK BALCER Więcej o recenzencie
Brak kompetencji w mojej ukochanej dziedzinie objawia się od samego początku. Otóż w "Faktach", Brown opiera się na "Les dossiers Secrets", którego autorzy przyznali się do fałszerstwa. Dalej pisze: "Wszystkie opisy dzieł sztuki, obiektów architektonicznych, dokumentów oraz tajnych rytuałów zamieszczone w tej powieści odpowiadają rzeczywistości". Po pierwsze: skąd wie, jak wyglądają tajne rytuały? Po drugie: co innego opis obrazu, a co innego jego pokrętna interpretacja. Np: Madonna wśród skał. Brown pisze, że Madonna trzyma dłoń w drapieżnym geście, anioł podcina niewidzialną głowę, a Jan Chrzciciel błogosławi Jezusa, a On się temu poddaje. Moim zdaniem dłoń Marii równie dobrze można nazwać gestem opiekuńczym, wystawiony palec jest częstym elementem obrazów Leonarda i w końcu wcale nie Jan błogosławi Jezusa, ale odwrotnie.Łatwo to ocenić, ponieważ doskonale widać, które dziecko jest starsze i gdyby Brown był takim erudytą jak Eco, wiedziałby, iż Jan Chrzciciel był ok. pół roku starszy. Autor ma problemy nawet z chronologią. W przypadku opowieści o Konstantynie, pisze, iż ów cesarz podniósł status Jezusa prawie cztery wieki po Jego śmierci. Jednak Jezus zmarł pomiędzy 25 a 35 rokiem, kiedy namiestnikiem Judei był Poncjusz Piłat, a Konstantyn w roku 337, tak więc te wydarzenia dzielą trzy wieki. Zdaniem Browna teksty z Qumran znaleziono w latach 50-tych XX w. W istocie było to w 1947. Wspaniała jest opowieść o cesarzu Konstantynie. Profesor Langdon opowiada Sophie, iż ów władca ochrzcił się dopiero na łożu śmierci, gdy już nie miał sił protestować. Tymczasem wiadomo, iż po zwycięstwie na moście mulwijskim Konstantyn nie ochrzcił się tylko wydał Edykt tolerancyjny, a ochrzcił się na łożu śmierci, ale z własnej woli. Wszystko wskazuje na to, iż Brown opiera się na Donacji Konstantyna, dokumencie z VIII w., Lorenzo Valla już w 1440 dowiódł, iż jest to falsyfikat. Teraz na scenę wchodzą templariusze. Według Browna zakon nie powstał do ochrony miejsc świętych i pielgrzymów. Byli oni zbrojnym ramieniem Zakonu Syjonu, a oni skrywali niesamowitą tajemnicę. Założył go Gotfryd Bouillon, król Jerozolimy, który królem wcale nie był, gdyż mówił, że nie może nosić korony w miejscu, gdzie Jezus nosił koronę cierniową, dlatego przyjął tytuł Obrońca Grobu Świętego. Dalej jest jeszcze ciekawiej. Gotfryd posiada tajemnicę, nowo założony Zakon Syjonu dowiedział się, iż w murach świątyni są jakieś tajne dokumenty, a Gotfryd założył ten Zakon, by chronić tę tajemnicę. Konsekwencja autora jest powalająca. Brown zna też wszystkie tajemnice kasaty zakonu. Twierdzi, iż papież chciał coś zrobić z niewygodnym zakonem, porozumiał się z Filipem IV i po całej Europie rozesłał listy oczerniające templariuszy, a pieczęcie na tychże listach złamano wszędzie 13.X.1307. Trzy linijki tekstu i trzy rażące błędy. Po pierwsze: Filip miał kłopot z templariuszami, a dokładnie z finansami państwowymi, dlatego chciał zgładzić bogaty zakon i to on szukał sojusznika w osobie Klemensa V. Po drugie jest znany list Klemensa V do Filipa IV z 27.X.1307, w którym papież broni zakonu. Po trzecie 13.X.1307 był dniem, kiedy schwytano 546 zakonników i działo się to wyłącznie we Francji. I jeszcze teksty z Qumran. Brown pisze, powtarzając za M. Baigentem, iż teksty te są ukrywane przez Watykan, ponieważ zawierają prawdę o Graalu i ukazują chrześcijańskie sprzeczności i fałsze. Dla zwolenników tej teorii mam dwie złe wiadomości: teksty zostały opublikowane w roku 2000 (u nas 2001) i są w posiadaniu państwa Izrael, ostatniego kraju, który miałby interes chronić chrześcijańskie podstawy. Na koniec powrócę do "erudycji" Browna i najmniej trafnego porównania w historii literatury. Dan Brown: Prawdziwym celem krucjat było zbieranie i niszczenie informacji. Umberto Eco: Dla szaleńca wszystko stanowi dowód wszystkiego. Szaleniec ma idée fixe i cokolwiek wpadnie mu w ręce, służy potwierdzeniu tej idei. Szaleńca poznaje się po swobodnym podejściu do sprawy dowodu, po gotowości do szukania objawień. I szaleniec prędzej czy później zawsze wyciąga z rękawa templariuszy.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ekstra!!! (2007-01-05)
Grzegorz Świerczek Więcej o recenzencie
Najlepsza książka z moich dotychczasowych! Książka sama zmusza do szukania wolnej chwili, by poczytać, nie pozwala spać, bo zastanawiamy się co będzie dalej. No i oczywiście język, w jakim pisze Brown, czyli prosty i przyjemny do czytania. Dla mnie zdecydowany numer 1!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Książka jest super (2006-12-31)
Tomasz Uzdowski Więcej o recenzencie
Czytałem ją z wielkim napięciem. Szybkie tempo akcji i ciekawe przygody.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Spoko (2006-11-06)
mateusz - Więcej o recenzencie
I tę książkę czytałem dawno, ale jestem w stanie napisać do niej recenzję. Akcja tej książki rozgrywa się w wielu krajach. Najbardziej jednak powiązana jest z Francją. Nie trudno się domyślić, że chodzi tu o Luwr i o Mona Lisę, która patrzy na czytelników z okładki. Jest to bardzo kontrowersyjna powieść. Rozpoczyna się od śmierci kustosza Luwru, który został zamordowany, gdyż nie wyjawił jakieś tajemnicy. W całej książce chodzi o jeden skarb. Świętego Graala. Robert wraz z córką kustosza wuruszają w szaleńczą podróż, by odnaleźć skarb i uchronić go, by nie trafił w niepowołane ręce. Po drodze dowiadują się wielu ciekawych rzeczy i rozwiązują ciężkie dla umysłu zagadki. Kody, szyfry i hasła to podstawa tej książki. Pojawiają się też rozmaite dzieła sztuki. Jedno z nich - Ostatnia wieczerza - opisana w książce wywołało sporo zamieszania. Mówi o związku Jezusa z Marią Magdaleną, ale jeśli chcecie wiedzieć o tym coś więcej i jak ta cała zagadka się skończyła po prostu przeczytajcie książkę. To by było tyle...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Dobra powieść sensacyjna i i tyle (2006-09-15)
EwaZM Więcej o recenzencie
Bardzo sprawnie napisana powieść sensacyjna, niestety nieco przydługa i w dodatku z dysharmonizującym, niedopracowanym zakończeniem... to wszystko. Nie doszukiwałabym się arcydzieła w kontrowersyjnych próbach manipulowania dedukcyjnym zmysłem czytelnika... Niemniej polecam, bo czyta się nieźle, no i warto mieć w tej kwestii swoje zdanie.:-)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Książka dobra, ale szumu wokół niej za wiele! (2006-08-28)
Olga U. Więcej o recenzencie
Ach, teraz jestem sceptycznie nastawiona, ponieważ niedawno była premiera kinowego "Kodu". Oczywiście spotkał mnie zawód, choć nie, tego się właśnie spodziewałam, ale to nie jest miejsce na recenzje filmowe. Cóż. Na niekorzyść książki działa także całe to zamieszanie (wszyscyśmy się tak oświecili, że tylko patrzeć, jak katolicyzm umrze). Niestety, muszę państwa oświecić: To tylko literacka fikcja. F-i-k-c-j-a. Pan Brown niektóre ze swych hipotez popiera nie do końca sprawdzonymi argumentami i choć być może w jego historii kryje się ziarno prawdy (bądź co bądź tak jest na pewno, wszak Kościół już wiele w historii narobił), część książkowych odkryć to czyste domysły (żeby nie powiedzieć: wymysły). Tak więc kwestię "wierzyć-nie wierzyć" i "prawda-nieprawda" mamy już za sobą. Przejdźmy do recenzji właściwej. Nie będę się kryła, że i ja uległam urokowi sensacji Browna. Pisarz ten nie posługuje się zbyt wyszukanym czy pięknym językiem, ale w tego typu książkach akcji nikt nie powinien tego wymagać. Czyta się miło, szybko, z przejęciem, czeka, co będzie dalej i szuka prawdy między wierszami. W pewnym momencie większość z nas zastanawia się, czy przypadkiem nie powinni być ateistami, albo przynajmniej zmienić wyznanie na mniej kontrwersyjne... O tak, pan autor nieźle nam w głowach namąci, zanim ockniemy się z Brownowego transu. Jednak muszę przyznać, że to jest po prostu ciekawe. Brown musi być dobry, skoro tylu ludzi jest pod wrażeniem jego książek. Nie podoba mi się za to sposób, w jaki pisarz przedstawia nam Opus Dei. Kościół katolicki czuje się urażony, kiedy w rzeczywistości zaledwie jego namiastka, Opus Dei została pokrzywdzona. Ale to nie moja sprawa. Zostawmy kwestie religijne i po prostu asekuracyjnie przypomnijmy że "to jest fikcja literacka, a nie książka oparta na prawdziwych zdarzeniach". Domniemania na temat pracy Leonarda da Vinci (czy w ogóle istnieje jakiś kod?) też są, naturalnie, podważane. Ale czytając książkę zapomnijmy o tym! Nie interesujmy się zbytnio światem zewnętrzym, a książka wiele na tym zyska. Po prostu czytajmy. Wartka akcja i bohaterowie oczarują nas na pewno (główny bohater ma wzięcie, Sophie ma wzięcie, Sylas ma wzięcie - nie powiem, że też go lubiłam...). Przygodę z "Kodem Leonarda da Vinci" na pewno długo będziemy wspominać. Idealna lektura dla miłośników literatury sensacyjnej albo dla ludzi lubiących grzebać w sprawach historii Kościoła czy sztuki. Ta książka po prostu nie może przejść niezauważona. U każdego wywoła emocje, inna sprawa, że w dewotce niekoniecznie pozytywne. Mimo wszystko polecam. Warto. Bo grunt, że książka dobra i ciekawa.
(13 z 17 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Odpowiednio duży szum medialny może wszystko.... (2006-08-17)
Hanna Kowalska Więcej o recenzencie
Przekonałam się o tym, gdy sięgnęłam do tego bestsellera. Książka już od pierwszych stron nie podobała mi się: styl, prowadzenie akcji i sama treść-wszystko to nie spełniało moich oczekiwań. o tego stopnia, że ostanią 1/4 książki w ogóle sobie darowałam (nawet mnie nie ciekawiło, jak się skończy!). Po prostu szkoda czasu na tak nędzne książki.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)







![Apocalyptic Love [Deluxe] - Slash](/Apocalyptic-Love-Deluxe_Slash,images_small,6,1686176785.jpg)





