Komeda. Księżycowy chłopiec
okładka: twarda
nośnik: druk
liczba stron: 265
Ocena klientów:
wszystkie recenzje (2)
Listopad 2010 - Ktoś powiedział, że Komeda był dzieckiem szczęścia - wydaje się jednak, że ilekroć los uśmiechnął się do niego, to jedynie po to, by po chwili zachichotać złośliwie... Książka ta nie jest typową biografią, lecz stanowi żywy, barwny portret znanego kompozytora, pianisty jazzowego i...
Pełny opis produktu...
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

zamknij
-
-
-
Marlene
- Angelika Kuźniak
-
cena:
31,99
zł
-
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Komeda. Księżycowy chłopiec
Średnia ocena z 2 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Emilia Batura
- Wydawnictwo:
-
Rebis
, Listopad 2010
- ISBN:
- 978-83-7510-549-0
- Liczba stron:
- 265
- Wymiary:
- 150 x 225 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Emilia Batura
Ktoś powiedział, że Komeda był dzieckiem szczęścia - wydaje się jednak, że ilekroć los uśmiechnął się do niego, to jedynie po to, by po chwili zachichotać złośliwie...
Książka ta nie jest typową biografią, lecz stanowi żywy, barwny portret znanego kompozytora, pianisty jazzowego i prekursora modern jazzu w Polsce. Autorka, sięgając po osobiste szczegóły z życia Komedy, odmalowuje sugestywny obraz zarówno samego artysty, jak i związanych z nim ludzi - m.in. Romana Polańskiego czy Marka Hłaski - oraz epoki i panującej w niej atmosfery.
- Komeda. Księżycowy chłopiec
- Autor:
-
Emilia Batura
Przeciętne pozycja książkowa o nieprzeciętnej postaci
(2011-06-29)
MsM
Więcej o recenzencie
Autorka książki "Komeda. Księżycowy chłopiec" przedstawiła burzliwe losy genialnego artysty w mało plastyczny i nieciekawy sposób.
Zastrzeżenia:
A) ugładzona i nijaka forma prezentowania faktów przypomina bardziej opowiadanie szkolne niż dramatyczną i narracyjnie "żywą" biografię niezwykłego człowieka,
B) brak bibliografii, przypisów, relacji innych bohaterów tamtych czasów (poza kilkoma cytatami z biografii Polańskiego) co bardzo zawęża horyzont prezentowanych faktów i pozostawia duży niedosyt,
C) nieuzasadnione i niepotrzebne wtrącenia "od siebie". Wyczuwa się, że Autorka nie była przygotowana merytorycznie (vide: B) do popełnienia takiego dzieła, więc uzupełniała treść o własne (natrętne/irytujące) domysły, które momentami przyjmują wręcz kuriozalną formę,
D) bardzo słabo prowadzona linia wydarzeń. Skaczemy z tematu na temat. Jest trochę chronologii, potem już tylko żonglerka fragmentami życiorysu,
E) niewystarczająca liczba faktów, mało ciekawa forma ich prezentowania i zupełny brak dynamiki! Równolegle z Księżycowym chłopcem czytałem Autobiografię Claptona. Ilość informacji na 3 stronach "Claptona" równa jest kilku (sic!) rozdziałom "Komedy",
F) elementy, które stanowią kluczowe elementy losów Trzcińskiego (np: muzyka do Dziecka Rosemary, tragiczna śmierć) potraktowane zbyt ogólnikowo! Liczyłem, że dowiem się więcej ponad to, co powszechnie wiadomo - duże rozczarowanie! Opisy ubogie i niesłychanie uproszczone - zamiast serwować fakty, dostajemy papkę w stylu - Maruś szturchnął Krzysia, a ten się przewrócił na kamyczki,
G) mierne odwzorowanie życia artystycznego i towarzyskiego ówczesnej bohemy. Autorka uporczywie pomija hasła: alkohol, sex, narkotyki, libacja. Oczywiście temat kilkudniowych maratonów w domu Trzcińskich pojawia się, ale niemalże wyłącznie w kontekście tego czym Zosia Komedowa nakarmiła biesiadujących artystów i co wisiało wtedy na ścianach. Podobnie z romansami Komedy: wciąż zastanawia mnie, czy przespał się z tymi kobietami, czy wyłącznie flirtowali spojrzeniami - taki można wysnuć wniosek z opisywanej przez Autorkę "rzeczywistości".
G) we wstępie/przedmowie Autorka przyznaje, że wybór Komedy na bohatera jej kolejnej książki nie był powodowany miłością (i znajomością?) jazzu, ale względami wyłącznie racjonalnymi. Co na każdej stronie Księżycowego Chłopca daje się we znaki!
H) przeszkadza język, którym Autorka gwałci moje poczucie estetyki. Nie ma mowy o tzw. "lekkim piórze" młodzieżowo nazywanym "flow". Jest łopatologia, sporo pustosłowia i figur o charakterze "zapchajdziury" oraz spora porcja dziwolągów językowych. Szczególnie rażą wspomniane wtrącenia "od siebie". Z pamięci przykładów nie przytoczę... Na szczęście!
Wbrew opisowi na Merlin.pl ta książka nie jest ani żywym, ani barwnym, ani portretem kompozytora. Tylko jedno się zgadza: to także nie jest typowa biografia. I nie jest to pozytywna cecha tej publikacji.
P.S. Zapomniałbym: na plus zaliczam dużą porcję ciekawych zdjęć, m.in. autorstwa Marka Karewicza. Szkoda tylko, że jego jakoś w tej książce też brak. A być powinien.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jaki jazz, taka biografia
(2011-01-09)
FabrykaRecenzji
Więcej o recenzencie
Książkę Emilii Batury śmiało można (i trzeba) polecić miłośnikom jazzu oraz dobrej literatury biograficznej. Autorka z równą werwą i klasą przybliża czytelnikowi życiorys Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego oraz złotą (w sporej części katakumbową) erę polskiego jazzu. Nie jest to relacja „sucha”, ale też nie przemoknięta wodą bijącą ze źródła środowiskowych plotek. Nie oznacza to oczywiście, że brakuje tu anegdoty - wręcz przeciwnie. Nic tu jednak podczas lektury nie przywodzi na myśl tabloidalnego stylu, nie spotka się tej samej natury treści. Autorka wprawdzie zagląda w życie państwa Komedów-Trzcińskich, ale nie przez dziurkę od klucza, lecz przez lekko uchylone drzwi zza których sączy się niepowtarzalna muzyka prawdziwego ojca dziecka pewnej Rosemary. Wiele w tej książce o nieco zapomnianej Zofii Komedowej, bez której prawdopodobnie talent artysty nie mógłby się tak rozwinąć, jak to miało miejsce. Dość burzliwe stosunki Zofii Komedowej z rodzicami artysty przedstawia Batura w sposób wyważony, obiektywnie, starając się poznać i zrozumieć intencje oraz ograniczenia obu stron. Nie inaczej autorka pisze środowisku polskich jazzmanów, o przyjaźni Komedy z Polańskim, o rzekomej winie Hłaski, który do końca życia obwiniał się za wypadek króla polskiego jazzu, a także żenujących postępkach paru osób, kiedy Komeda już umierał. Choćby o bossach PAGART-u, którzy, jakże elegancko, akurat wtedy przypomnieli sobie, że artysta jest im winien parę „państwowych” dolarów. „Księżycowy chłopak” to znakomita biografia Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego, opowieść o tym, kim był i jak się nim stawał. E. Batura napisała też o tym, kim był ale się nim nie został. I nie mam na myśli tego, iż artysta ukończył studia medyczne i wielkie były jego szanse na karierę w tej dziedzinie. Kim był ale nie został - sformułowanie to na pierwszy rzut oka nie zawiera sensu, ale też nie posiadał go (na wszystkie możliwe rzuty) werdykt Związku Kompozytorów Polskich, który dwukrotnie odmówił artyście przyjęcia w swoje szeregi. Co sprzeczne z polskimi obyczajami - związek nie zmienił zdania nawet wówczas, gdy wielki jazzman, jednocześnie wybitny twórca muzyki filmowej (a chyba najlepszy był to jej okres w historii kina) wyjechał za granicę, ani też wtedy, gdy umarł. Może i lepiej. I bez tej legitymacji do dzisiaj kompozycje Komedy słuchane są na całym świecie. W odróżnieniu od…
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji