Czy to zły sen? Nie, to tylko Albania. Książka Orneli Vorpsi to dramatyczna i ironiczna zarazem opowieść o albańskiej codzienności, na którą składają się dwa terrory: ten komunistyczny i drugi, nie mniej uciążliwy, terror kultury. Obydwa okazują się nieludzkie. Bywają przyczyną tragedii, dramatów, pchają niepokornych nawet ku śmierci.
Książka napisana jest z perspektywy młodej dziewczyny. Moment wkraczania w kobiecość, dorosłość to także chwila przekroczenia progu rzeczywistości przenikniętej kulturowymi stereotypami i specyficzną wizją płci. Narasta krytycyzm, a ironia staje się sposobem na przetrwanie.
Prosty, subtelny język staje się adekwatnym narzędziem do opowiedzenia tej osobistej, nieco onirycznej i tragicznej zarazem albańskiej historii. "Jesteśmy w Albanii, tutaj nie ma żartów".
"?Żyj, a będą cię nienawidzić, umrzyj, a będą cię opłakiwać? - ten aforyzm najtrafniej podsumowuje opowiedzianą przez Ornelę Vorpsi krótką historię albańskiego dzieciństwa. W Albanii bowiem - kraju ludzi okrutnych i zawistnych - wolno być tylko gorszym lub brzydszym. Lekki ironiczny ton tej opowieści ma uchronić przed cierpieniem, jakie niosą niezatarte mimo upływu lat wspomnienia. Totalitarny system, więzienia polityczne i obyczajowe, ateistyczna szkoła - wszystko to pojawia się w tle osobistej relacji pisarki, dla której najważniejszy jest kobiecy punkt widzenia. Kraj, gdzie nigdy się nie umiera, ukazuje albańskie machismo sprowadzające seksualność do nierządu, a kobiecie pozostawiające maskę pruderii ...?
prof. Hanna Serkowska
Podróż do mrocznego kraju
(2008-04-26)
Jarosław
Czechowicz
Więcej o recenzencie
Mieszkająca w Paryżu Vorpsi napisała po włosku książkę o Albanii. Pozornie wydawać by się mogło, że nie może to być tekst przekonujący. Wydawać by się mogło także, że ojczyznę bolącą i ojczyznę raniącą można przeżyć tylko i wyłącznie wewnątrz, pisząc o niej jej językiem i przyglądając się wszystkiemu wokół. Ornela Vorpsi bazuje jednak na traumie przeżyć z dzieciństwa i szeroki punkt widzenia na swój smutny kraj otrzymuje dopiero, gdy przygląda mu się z oddalenia. Ojczyzna Fatosa Kongoli i Ismaila Kadarego (o którym przeczytamy w tej książce) jest dla nas nadal miejscem tajemniczym, miejscem odizolowanym od reszty Europy i miejscem, w którym żyje się w innym, własnym rytmie. Tymczasem w oczach Vorpsi to miejsce, w którym żyje się wiecznie. Miejsce, w którym śmierć jest dopiero początkiem czegoś, co nienazwane za życia upomina się o swoje prawa. Miejscem, z którego trzeba wyjechać, aby tak naprawdę móc o nim napisać. I tak jak sama autorka wraz z kobiecymi bohaterkami tej złożonej z historyjek obyczajowych quasi-powieści odczuwa nieznośną niepewność i czuje się napiętnowana w oczach, w jakich tylko czai się zawiść i zło, tak Albania rodzi się w tej prozie jakby w swej wstydliwej kobiecości, z jaką dusi się sama w sobie i nie jest w stanie wyjść naprzeciw reszcie Europy, spoglądającej na nią niczym na kopciuszka.
Dominująca tematyka w opowiadaniach Vorpsi to problem tożsamości, kobiecej niezależności, masochizm kulturowy i mentalny Albańczyków oraz przede wszystkim grzebanie marzeń, które nie mają możliwości w pełni się narodzić. Albania rysuje się jako kraj bylejakości i dumy z tej bylejakości, jako kraj zawiści i jako kraj szeptanych pokątnie słów rozgrzeszenia. Kraj, w którym wszystko sypie się i kraj, który na gruzach nie jest w stanie zbudować niczego nowego. Państwo, w jakim piekielny żar słońca wypala przyzwoitość i potęguje kompleksy. "Z pyłu i błota zrobiony jest ten kraj; słońce pali tak mocno, że liście winorośli rdzewieją, a rozum zaczyna się topić. Skutkiem ubocznym tego wszystkiego (obawiam się, że trwałym) jest megalomania, obłęd, który pośród owej flory krzewi się jak chwast". To jednocześnie także miejsce wielbiące narodową martyrologię, nurzające się w błocie historycznych uprzedzeń, donosów, pustych haseł bez wyrazu i oddane jedynej bezwarunkowej miłości do matki-partii: "Cały mój cudowny kraj jakże spragniony jest tragedii! Wymyśla ją z niczego, jak Stwórca, który ulepił nas z nicości prochu". Jak w takim piekle na ziemi przeżyć i jak ująć w słowa to, ile upokorzeń i smutku musi przeżyć młoda dziewczyna, aby zrozumieć swą ojczyznę, której nie jest w stanie się wyprzeć, choć boli ją ona i uwiera?
Przytaczając Tadeusza Różewicza, można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że ojczyzna Vorpsi "krwawi i boli&", a krwi i bólu nie są w stanie zatrzeć ani upływ czasu, ani pisanie o swym kraju w innym języku. To książka będąca swoistą formą autoterapii. Możliwością prawdziwego umierania w kraju, gdzie nigdy się nie umiera...
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji