Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Lake and Flames
Średnia ocena z 10 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
The Car Is On Fire
- Firma fonograficzna:
-
EMI Music Poland
, 2006
- Nr katalogowy:
- 3796652
- Sprawdź inne tytuły:
-
The Car Is On Fire
| Posłuchaj utworów: |
| 1. The Car Is On Fire Early Morning Internazionale |
|
| 2. Can't Cook (Who Cares?) |
|
| 3. Iran - China |
|
| 4. Nexteam |
|
| 5. Stockholm |
|
| 6. Parker Posey |
|
| 7. North By Northwest |
|
| 8. Such A Lovely |
|
| 9. When The Sun Goes Down |
|
| 10. Seventeen |
|
| 11. Ex Sex Is (Not) |
|
| 12. Neyorkewr |
|
| 13. Oh, Joe |
|
| 14. Take Me There |
|
| 15. It's Finally Over |
|
| 16. Kiss Kiss |
|
| 17. Red Rocker |
|
| 18. Falling Asleep And Waking Up |
|
| 19. What Life's All About |
|
| 20. Got Them CDs Babe |
|
| 21. JW Construction |
|
| 22. Love |
|
| 23. Lake & Flames |
|
- Lake and Flames
- Wykonawca:
-
The Car Is On Fire
Dobrze grają głową
(2006)
Bartek
Chaciński
Przekrój
Więcej o recenzencie
Niech wagę tej propozycji sygnalizuje już samo to, że w niniejszym wydaniu "Przekroju" poświęcamy jej więcej miejsca niż The Beatles. Ale czy zapowiadało się na to? Mimo wszystkich zalet, jakie miała ich debiutancka płyta, nie słuchało się jej z przyjemnością. Dzieła nie można było opisać pojęciami takimi, jak "produkcja", "aranżacja" i "partie wokalne". Na szczęście miał inne walory: łączył postpunkową energię i zadziorność z kombinacyjną rytmiką dzisiejszych rockowych kapel i - co najważniejsze - nie brzmiał jak nic, co dotąd ukazywało się w Polsce. A muzycy TCIOF, mając potrzebę działania globalnego, od początku pisali w języku Szekspira, a nie Mickiewicza. I jeszcze z dumą mówili, że ich tutejsza historia nie dotyczy. Ale nie czarujmy się - gdyby nie byli stąd, o The Beatles napisalibyśmy więcej.
Efekty braku lokalnych korzeni były łatwe do przewidzenia. W samym gronie recenzentów "Przekroju" zespół ma więcej fanów niż w średniej wielkości liceum czy na wydziale uczelni. Pierwszy album nie sprzedał się najlepiej, ale za to wśród liderów opinii miał wzięcie. To nie dziwi o tyle, że lider TCIOF Borys Dejnarowicz jako jeden z twórców pasjonackiego serwisu muzycznego porcys.com łączy role recenzenta, pilnego obserwatora trendów rockowych z Zachodu i twórcy piosenek. Razem z kolegami pracuje głową, szuka formuły, a nie oddaje się radosnej twórczości, kopiując Nirvanę, bo tylko to w życiu usłyszał.
Dwa razy dłuższy od debiutu "Lake & Flames" porządkuje sytuację zespołu prawie pod każdym względem. Syntezatory, bardziej taneczne rytmy i chwytliwe refreny popychają zespół w kierunku jaśniejszej strony rockowej energii. Chwilami nawet popu (świetny "Can't Cook (Who Cares)"). Pojawiła się produkcja (nad brzmieniem pracował Leszek Biolik), a piosenki zorganizowane są w sposób wzorcowy. Tu, gdzie na poprzednim albumie wokalista jako jedyną bazę harmoniczną miał właściwie partie gitary basowej, mamy coś takiego jak aranżacje.
Rozchybotany intonacyjnie śpiew to w zasadzie jedyna przywara, która pozostała. Grupa jest przykładem zjawiska skądinąd częstego - trzech wokalistów, ale żaden z nich wybitny. A ponieważ garażową otoczkę diabli wzięli, to przy okazji ci sami diabli nadali i problem: chropowate wokale w wygładzonej i dopracowanej aranżacyjnie muzyce słychać - odstają znacznie bardziej niż poprzednio. A gdy ratują się, śpiewając falsetem, brzmi to jak parodia stylu, który właśnie wzięli na warsztat. Jednak gdy obok mamy tak doskonałe konstrukcyjnie utwory, jak "Ex Sex Is (Not) The Best (Title)" czy "New Yorker", to zaczynam wierzyć w to, że kiedyś spełnią się marzenia (dyskretnie chowane pod maską cool i luzu) chłopaków z TCIOF i jakiś MySpace albo i sam EMI zrobi z nich gwiazdy międzynarodowe. Parę piosenek mogliby już sprzedać na Zachód z zyskiem.
Porażający tempem, liczbą chwytliwych refrenów i nerwem "Lake & Flames" zawstydza polską konkurencję, ale przynosi także i inną konkluzję - że cała chwała szczeniackich brytyjskich zespołów zbudowana jest, niestety dla nas, na dużo cięższej niż u naszych debiutantów pracy nad każdym elementem muzyki z osobna.
Czemu - mimo wszystkich uwag - tak zachęcam do kupna tej wybitnej, choć niedoskonałej płyty? Otóż jak ktoś ma coś w głowie, a brak mu w technice, może zawsze nadrobić. Odwrotna relacja, niestety, nie zachodzi. Na szczęście The Car Is On Fire występuje ta pierwsza.
(7 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ocean dźwięków to na pewno nie jest
(2007-01-13)
Borodziej
Cieśla
Więcej o recenzencie
Nie jest to jakaś totalnie słaba płyta, niemniej tytuł płyty roku pasuje do niej mniej więcej tak jak krawat do trampek. Mniemam, że Polacy obniżyli swoje gusta muzyczne, bo piać z zachwytu nie ma nad czym. Pozytywem jest z pewnością to, że skład zespołu to młodzi, ciągle poszukujący nowego ludzie - może więc na którejś płycie doczekamy się ich ewolucji - oby. "Lake&Flames" sytuuje się wyżej od poprzedniczki, bo jest bardziej różnorodna. Jeśli stopień innowacji będzie podobny na kolejnej płycie - to ich 5 krążek powinien być naprawdę dobry - jeśli tempo zmian nikogo nie przeraża... Jeśli masz 30 zł i chcesz posłuchać czegoś polskiego, nowego, dobrego - wybierz Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach i "Lewą Stronę Literki M" - to z całą pewnością jest płyta roku 2006 w Polsce.
(3 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wspaniała płyta
(2006-12-17)
Tomasz
Jarczyk
Więcej o recenzencie
Powiem szczerze, że ten album mnie absolutnie powalił, choć przy pierwszych kilku przesłuchaniach nie byłem do końca przekonany, czy kupić tę płytę, głównie z tego względu, że kompletnie nie siedzę w tego rodzaju klimacie muzycznym. Ostatecznie jednak się przekonałem co do kupna "Lake&Flames" i nie żałuję! To, co mnie urzekło w tym albumie to niesamowity wprost eklektyzm, przeogromna liczba różnorakich smaczków i zabiegów studyjnych, mnogość instrumentów użytych na płycie oraz, last but not least, progresywne podejście do kompozycji, widoczne przede wszystkim w takich utworach jak np. "Oh, Joe" czy "When The Sun Goes Down". Jak dla mnie "Lake&Flames" to najlepsza polska płyta 2006 roku i nr 3 na świecie (tuż za "Blood Mountain" Mastodona i "10000 days" Toola). Gorąco polecam!
(6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
O dziwo świetna płyta
(2006-12-14)
Daniel
Jasiewicz
Więcej o recenzencie
To drugi album grupy The Car Is On Fire, na którym zespół pokazał się z nowej lepszej strony. Zrezygnował z uciążliwych, czasami ostrych gitar, które znajdowały się na pierwszym planie na debiutanckiej płycie. Gitarę zastąpił fortepian, który stworzył klimat, muzycy już nie "hałasują", tekst jest przemyślany. Ich muzykę z tej płyty nadal zaliczam do alternatywnej, mimo niektórych kompozycji, którym bliżej do popu (np. utwór "Can't Cook" - singiel promujący płytę). To dopiero druga płyta zespołu, na pewno będą następne i ze spokojem ich oczekuję, bo wiem, że każda następna będzie lepsza od poprzedniej. Chłopcy z zespołu pomału "dorastają", są na etapie poszukiwania swojego miejsca w muzyce i są tego coraz bliżej. Gorąco polecam fanom nie tylko muzyki alternatywniej, każdy znajdzie tu coś dla siebie.
(6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji