Koszyk pusty
Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...
-
- Gospel [Digipack]
- Lao Che
- cena: 31,49 zł
-
- Piła tango [Digipack]
- Strachy na Lachy
- cena: 36,99 zł
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 21 recenzji (Dodaj własną)
Paweł Zdziennicki Więcej o recenzencie
Żadna "nowość", żaden "odjazd" - tak grał i śpiewał Myslovitz na płycie "Korova Milky Bar", ale to było już w 2002 roku...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Joanna Rybicka Więcej o recenzencie
Kombajn znałam od dłuższego czasu, miałam "8 piętro" zanim zdecydowałam się na zakup nowego krążka. Przyznam, podczas pierwszego słuchania płyta mnie nie przekonała, wręcz zirytowała, rozdrażniła do tego stopnia, że po czterech kawałkach nie byłam w stanie przetrawić reszty. Dziś wiem, że wtedy po prostu nie miałam nastroju. Do muzyki z tej płyty trzeba się przygotować: nie można jej słuchać byle jak i mimochodem, bo nie zadziała, a nawet odniesie odwrotny skutek. Po paru tygodniach od zakupu zawzięłam się. Dopiero wtedy poczułam ten magnetyzm, tę delikatność i szorstkość zarazem, to specyficzne ciepło i lęk. Przy każdym kolejnym słuchaniu wyszarpywałam z muzyki te piękne słowa, które naprawdę krzyczą, pozostają gdzieś z tyłu głowy i nie pozostawiają obojętnym. Nie ma na tej płycie niczego zmanierowanego, sztucznego, wszystkie dźwięki mniej lub bardziej harmonizują i układają się w tajemniczą układankę. Warto nie przeoczyć ani jednego jej elementu. I za każdym razem odkrywa się na tej płycie coś innego.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
PAWEŁ SOCHA Więcej o recenzencie
Dzień dobry. Można odlecieć? Można, bo odlecieć można nawet przy Suszarce do suszenia włosów, która nagra płytę "Górna część cyferki 8". Można? Można. Chłopięta nasłuchali się, oj nasłuchali, takich różnych niszowych zespołów z niewielkiej brytanii, lameryki i różnowatych andergrandów z całego świata... no i chłopiętom uruchomiła się taka maszynka, co to uruchamia się czasem prawie każdemu... taka maszynka, że też jestem tak bardzo wrażliwy - właśnie - taki siędzący na drzewie skulony ptasiek.... no tak się nasłuchali i poczytali i podzielili się wrażeniami i... ulegli temu pięknemu złudzeniu, że oni też tak mogą jak inni. Ynnymy slovy: usłyszał wróbel jak śpiewa słowik i postanowił zaocznie skończyć akademię muzyczną. Résumé: nic nowego, brzmi tu wszystko co się słyszało już dawno, dawno i duuuużo! Histeryczne, mdłe, przekombinowane. Na kilometr widoczny-słyszalny zamiar, a realizacja.....? Eeeejjj. Zawsze można zająć się czymś innym. Kombajnie, dajże spokój. Do widzenia.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ania Rock Więcej o recenzencie
W mojej płytotece nigdy nie było płyty tak niezwykłej i dostarczającej tak niezwykłych doznań. Słuchając jej miałam wrażenie, że autor tekstów piosenek jest nie z tej ziemi. Obok tej płyty nie można przejść obojętnie. Nawet nie śmiałam nigdy marzyć o tak genialnych utwotach kapeli z Polski. Wielkie dzięki!!!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Agnieszka Wlekła Więcej o recenzencie
Moja płyta, moja i tylko moja, nie oddam jej nigdy nikomu! Nie można wyobrazić sobie, co może zawierać ta płyta, bez jej przesłuchania. Tego nie da się spokojnie słuchać. Muzyka, której nie idzie opisać. Niespodziewane dźwięki i słowa brzmiące lekko i chrapliwie, co wytwarza jeszcze bardziej specyficzny nastrój "elektryczności" płyty. Uczucia rozbudzone przez Kombajn to wyzwolona dawka adrenaliny, refleksja, jednocześnie bunt, urzeczywistnienie myśli i szalony bieg w głąb swojej duszy... Uczucie niedefiniowalne, chyba jeszcze przez nikogo nie odkryte. Największe przeżycie życia mego. Ale przekonajcie się sami.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Łukasz Martun Więcej o recenzencie
Recenzję rozpocząłem cytatem z Kazika... twierdzę "na kolana" - bo mamy do czynienia z absolutnym arcydziełem, mamy do czynienia z podróżą znacznie powyżej waniliowego nieba, mamy do czynienia z opowieścią o miłości, strachu, ciemnych stronach duszy, po prostu z lewą stroną literki M... Trudno opisać słowami album, który po prostu wywraca na lewą stronę, który porusza każdym dźwiękiem, każdą sekundą, każdym wyrazem, trudno opisać rejony, w jakie zabrała mnie ta muzyka! Z reguły w takie miejsca jestem w stanie pofrunąć z muzyką dopiero w towarzystwie różnych czarodziejskich środków, przy tej płycie były one zupełnie niepotrzebne. Powalają "Uczucia", powala "Dziecina", powalają "Roboty", nokautuje "O czym ja mam z tobą myśleć", ale cała płyta, od pierwszego do ostatniego dźwięku po prostu zabiera człowieka w taki wymiar, jaki bez tej muzyki jest absolutnie nieosiągalny. Po wybrzmieniu ostatniego dźwięku, ze ściśniętym gardłem i drżącymi rękami, pierwszy raz w życiu, napisałem maila do ludzi, którzy stworzyli to dzieło, przytoczę: "panowie nie wiem jak to zabrzmi, ale wali mnie to... składam wam hołd za tę płytę, absolutny hołd... dajecie wiarę w to, że muzyka jeszcze żyje, że nie wszystko musi być miałkim, sprzedajnym g*, że można stworzyć coś wielkiego, coś genialnego, coś, co nakazuje się zatrzymać... zatrzymać, stanąć jak wryty i nie móc złapać tchu! każde słowo brzmi banalnie, brzmi za słabo, żadne nie jest w stanie oddać tego, co robi ze mną ta płyta... nie myślałem, że jestem jeszcze zdolny do tego, by tak całym sobą odbierać muzykę, przekaz, by tak mocno reagować na każdy dźwięk, na każde słowo... dziękuję, po prostu dziękuję, jesteście genialni!". Jedna ważna rzecz. Ktoś już to pewnie napisał przede mną, ale podkreślę to z całą mocą - nie słuchajcie tej płyty przy okazji, nie słuchajcie jej, gdy macie coś do zrobienia, nie słuchajcie jej, jeśli nie macie możliwości znaleźć się przez prawie 70 minut zupełnie gdzie indziej! Przygotujcie się na zaskoczenia, na wzruszenia, na łzy, na uczucie jednocześnie strachu i dziecięcej ciekawości kolejnego dźwięku. Płyta wywraca na lewą stronę, na tę lewą stronę, która zabijana jest w nas przez czas, życie, epokę, własne schizy, strachy i lęki, tę lewą stronę, którą zakrzykujemy fast foodem codzienności. Ta płyta krzyczy o tym wszystkim, o czym podobno wstyd jest mówić! Absolutne arcydzieło.
(10 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Daniel Jasiewicz Więcej o recenzencie
Już od dawna było wiadomo, że jeśli ukaże się druga płyta, to będzie zdecydowanie lepsza i bardziej przemyślana niż pierwsze "8 piętro" i tak się stało. "Lewa strona literki M" jest genialna w swej prostocie, ujmujące teksty, głaszczące uszy rify gitarowe. Polecam gorąco wszystkim.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Patryk Więcej o recenzencie
Ale zabrzmi jeszcze ciekawiej, jeśli zgra się ją do plików MP3 w systemie dual stereo. Wokal jest wtedy słyszalny na głośniku lewym, gitary na prawym. Pozwala to skupić się na jednym albo drugim, dźwięki są mniej rozmyte. Słychać jak przebiegał żmudny proces miksowania krążka.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
mateusz czarnowski Więcej o recenzencie
KDZKPW to dla mnie sakralna sfera polskiej muzyki i bez wątpienia najciekawszy projekt alternatywny ostatnich lat. Czekałem na tę płytę, zwłaszcza że pierwsza okazała się nr 1 spośród płyt, jakie mam. Dzień premiery, świeża bułeczka pt. "Lewa strona literki M" kręci się już w odtwarzaczu i... jakoś dziwnie. Dużo elektroniki, czym nie "rozpieszczało" nas "8 Piętro". Może stąd to zdziwienie i lekki niedosyt. Za kilkunastym razem przestało mi to jednak przeszkadzać, a w niektórych momentach nawet mi to pasowało. Ogólnie rzecz biorąc chłopaki z Kombajnu, znowu promieniują psychodelicznymi falami muzyki, abstrakcyjno-surrealistycznymi tekstami, co według mnie jest najmocniejszą stroną każdego utworu zespołu. Każdy fragment rozsadzają emocje, hipnotyzujący głos Zagana i rozmywająca się gitara. Z racji mojej ogromnej sympatii, wręcz uwielbienia, nie biorąc pod uwagę początkowych "elektronicznych" zastrzeżeń, uważam, że obowiązkiem każdego fana dobrej muzyki jest lot w morze nut i słów, jakie serwuje kombajn zbierający wiejskie kury.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Piotr Solga Więcej o recenzencie
Zespół Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z kosmosu i tak naprawdę nigdy nie zszedł na ziemię. Wykonawcy najbliżej ziemskiego padołu znajdują się, kiedy bujają w obłokach waniliowego nieba. Wieść niesie, że nawet ich najnowsza płyta, pod jakże trafnym tytułem "Lewa Strona Literki M", spadła do wydawcy zaklęta w meteoryt. "Lewa" daje nam kolejną porcję melancholijno-depresyjnej muzyki, okraszonej psychodelicznymi tekstami, czyli danie bardzo charakterystyczne dla kszszszsz... liczymy oddechy miasta, które śpi... 12 godzin... kszszsz... mistrza muzycznej kuchni, jakim jest KDZKPW. Jakkolwiek jednoznaczne interpretowanie tego, co chcieli nam powiedzieć muzycy jest posunięciem bardzo odważnym, by nie rzec szaleństwem, to jednak udało mi się (tak sądzę) wyłapać myśl przewodnią krążka. Chodzi tu o maszyny. Komputery, roboty, tudzież inne urządzenia. Już na tylnej stronie pudełka mamy "Adnotację zakładu usługowego napraw w ramach gwarancji", czyli listę piosenek ujętą w tak zgrabną i przemyślną formę. Piosenka otwierająca płytę zawiera słowa "nie wolno zbliżać się i siedzieć za długo przy komputerze, który podobno nie czuje nic", trzeci utwór zwie się "Dekodery i anteny", piąty to "Jesienne baterie", nie mówiąc już o "Zerojedynkach" czy mechanicznych "Robotach", zaczynających się od słów "Boże jak dobrze, że... Te urządzenia nie są martwe", po których następuje dalsza, często spotykana na płycie personifikacja maszyn. Przerwy między utworami wypełnia coś w rodzaju szumu źle ustawionego telewizora, sprzężeń czy pogłosów przebijających w radiu - ich eskalacja, to utwór "Brudek", w którym surowe gitarowe brzmienie i perkusja wydają się być przerywnikiem między kszszszsz... tak bardzo ciepło jest tu w brzuchu, synapsy unoszą nas... Ameryka atakuje Kanadę i... Liście za oknem symulują padaczkę... kszszsz... szumem niewyregulowanego odbiornika, czyli tytułowym "brudkiem" na początku i końcu krótkiego kawałka. Kombajn nie były też Kombajnem Do Zbierania Kur Po Wioskach, gdyby w jego piosenkach zabrakło schizofrenicznego, lekko onirycznego (tutaj dalsze mądre słowa, które autor z trudem poznał w katuszach zdobywania wykształcenia średniego) klimatu. Mam na myśli nie tylko depresyjną ścieżkę instrumentalną, w której notabene jeden eksperyment zdaje się gonić następny, ale również, a może przede wszystkim w kwestii tekstów: "Pani z zielonego sklepu, pieczywo, prostytutki na końcu nieba, zabierzcie ten tłum! Próbuję spać!!! (...) Małe kropki odkryły, że niczego nie muszą chcieć!!!". - Osobiście, słuchając tej piosenki, oczyma wyobraźni widzę człowieka skulonego w kącie w pozycji embrionalnej. Jeśli popatrzyć całościowo na "Lewą Stronę Literki M", to jest ona nową wersją wiersza Mirona Białoszewskiego - "Szare eminencje zachwytu" kszszsz... stoimy z boku, policja śpi na drzewie... kszszsz... - To samo chorobliwe zainteresowanie szczegółami zwykłych przedmiotów, tak samo odległe skojarzenia. Nie da się też ukryć poetyckiego kszszsz... pstryk
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























