Little Prince Dream
(2007-07-09)
Łukasz
Czajka
Więcej o recenzencie
Upadek. Uderzenie w grunt. Boli po raz pierwszy, dając początek życiu dojrzewającemu do swojego przeznaczenia. Spadł jak jego ojciec przed milionami lat. Baobab nie wytrzymał ciężaru jego rozkwitającego serca. Mech najczulszej matki ocalił niezastąpione życie przed ostateczną kasacją. Komory wstrząśnięte szokiem trzepocą płochliwie, podtrzymując iskierkę, będącą pozostałością po żarze pustoszących uczuć. Rozum nie walczy, zapada w sen zaniemyślenia. Umysł zamiera , ginie racjonalność, rodzi się metafizyka. Porywa go wizja, prorocze widzenie Eliasza. To, co widzi, wzbudza wibracje witalnej mocy. Krwiobieg wyrywa ciało z objęć marazmu.
Idzie dalej, brnąc w nieznane. Drogę przysłaniają chmury.
Spotka go gorycz ze strony niepoznawalnego piękna.
On nie może się oprzeć, pójdzie... „po swoją niezasłużoną nagrodę”.
Będzie kochał. Będzie nienawidził. Może kiedyś sam w chwili absolutnej szczerości samostwarzającego się ducha odgadnie dlaczego!
Mały Książe poetyczna opowieść dla dzieci, jednocześnie metafizyczny traktat filozoficzny o miłości, przyjaźni i śmierci. Heroiczne przesłanie zawarte w tym świadectwie wzniosłego i szlachetnego humanizmu wciąż walczy o miejsce w sercach „wylęknionych jąkał” postmodernistycznego świata przełomu trzeciego tysiąclecia. „ Umierasz, jeśli umierają twoi bogowie. Bo żyjesz dzięki nim. A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć.”
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Recenzja-Gazeta Wyborcza
Jarosław
Mikołajewski
Więcej o recenzencie
W środę 7 kwietnia agencje potwierdzają, że odnaleziono samolot, którym 31 lipca 1944 r. Antoine de Saint-Exupéry wybrał się z misją zwiadowczą na Korsykę i który nie wiadomo dlaczego wpadł do morza. Dla kogoś, kto właśnie tego dnia zabiera się do pisania o "Małym Księciu", ta wiadomość jest jak seledynowy szalik zrzucony z małej planety...(...) Omawianie postaci z "Małego Księcia" przypomina omawianie bohaterów Sienkiewiczowskiej Trylogii. Mówić o napotkanym przez chłopca Pijaku jako o tym, który pije, żeby zapomnieć, że się wstydzi, że pije, to jak mówić o Zagłobie, że bardziej się chełpi swoją walecznością, niż walczy. Zaoszczędzę więc czytelnikom repetytorium z oczywistej wiedzy i powiem, odwzajemniając się Saint-Exupéry'emu szczerością za szczerość, co w rozumieniu jego książki wydaje mi się najważniejsze. Nie opowieść - tej, gdyby nie rozmowy, prawie by nie było. Nie maksymy, które mówią o oswajaniu jako stwarzaniu więzów albo o tym, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - te irytują dziś swoją sztambuchową przydatnością, przewagą etycznej górnolotności nad życiowym szczegółem, swoją nadobecnością w zbiorach mądrości na wzniosłe okazje. Tym, co wciąż stanowi ogromną wartość tej książki, jest obraz życia wśród ludzi jako współistnienia planet. Pejzaż, w którym Pijak pije właśnie w chwili, kiedy baranek może chcieć pożreć Różę. A Latarnik zapala swoje latarnie, co pokrywa się z badaniami Geografa i z rachunkami Bankiera, na co nakładają się filozofia Lisa i niepokojący szelest Żmii. Rozbicie porządku kopernikańskiego, który jest systemem jednego słońca, na porządek słońc równoległych. Sugestia - którą dorosłym warto powtarzać, a dzieciom delikatnie podsuwać - że własny świat nie wyklucza całkiem innego świata, że każda planeta ma swoje stałe i zmienne punkty grawitacji. Krótko mówiąc - że Einstein miał rację. I dopowiem - w duchu wspomnianej szczerości, ryzykując, że dla niektórych powiem za wiele - że Mały Książę jest dla pilota samym sobą, tyle że z czasu, którego już nie ma. Realnym, plastycznym, tak odrębnym, że jego śmiertelność wydaje się śmiertelnością kogoś droższego od nas samych, bo kogoś bardzo bliskiego, do kogo miłość nabyliśmy z pewnym trudem. I nic dziwnego, że dorosły rozmawia tu z dzieckiem jak z całkiem inną osobą - planety dzieci nie są planetami dorosłych, a pustynie i jej gorączki przenoszą obrazy z odległych miejsc i przeszłości. Mały Książę odszedł, bo ukąsiła go Żmija. Wrócił na swoją planetę. Pilot przez długie lata zadawał sobie pytanie: "Co dzieje się na jego planecie?". To się martwił, że baranek zjadł Różę, to znów pocieszał się, że do niczego złego dojść nie mogło... Szukał go wszędzie z nadzieją, że wróci. W epilogu książki zapisał taki oto apel: "Nie spieszcie się, błagam was, zatrzymajcie się na chwilę pod gwiazdą! Jeśli przyjdzie do was śmiejące się dziecko o złotych włosach, nie odpowiadające na pytania - zgadniecie, kto to jest. Nie zostawiajcie mnie wtedy w moim smutku: bądźcie tak mili i napiszcie mi szybko, że wrócił...". Wszystko wskazuje na to, że pilot wziął sobie do serca to, co chłopcu mówił Lis, zwłaszcza słowa o odpowiedzialności za innych. Napisałem na początku, że nie wiadomo, co się stało z samolotem. A przecież łatwo się domyślić, że został zestrzelony. Bo Antoine de Saint-Exupéry walczył jako ochotnik na wojnie.
(2 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji