Teatralne misterium
(2008-12-21)
MŁG
Więcej o recenzencie
Stojąc na granicy pomiędzy dostarczaniem ludziom szlachetnej rozrywki a czynieniem ich lepszymi, Jacobs wybrał możliwość pierwszą. I choć Haendel miał kiedyś powiedzieć, że jest mu przykro, jeśli jego dzieło stało się jedynie rozrywką, to przecież sam miał wpływ na to, że premiera odbyła się nie gdzie indziej, jak w teatrze. Choć libretto przenosi słuchacza w świat duchowej zadumy, to muzyka i jej ilustracyjny charakter, oraz wpadające w ucho melodie, mocno trzymają "Mesjasza" na ziemskim padole. Jacobsowi się to spodobało. Jego soliści i chór znakomicie korzystają z każdej okazji, by słuchacza poruszyć, pokazać muzycznymi gestami tkwiące w tekście emocje. Niekiedy ich westchnienia, zaśpiewy i okrzyki mogą się wydać nawet przesadne, ale efektem jest wykonanie, które przykuwa uwagę i trzyma w napięciu. Mamy tu niezwykle sugestywnie trzęsącego ziemią w posadach basa, lirycznie nabożnego tenora, jasny i ciepły sopran, lekko zmatowiony lecz wyrazisty alt oraz fantastycznie miękkiego i ruchliwego kontratenora. Chór brzmi zaskakująco precyzyjnie i spójnie, choć to wcale nie Monteverdi Choir ani Gabrieli Consort. Brzmienie orkiestry jest przejrzyste, pełne i stylowe. Nie zabrakło ani odpowiednio dobranego dynamizmu, ani subtelnej miękkości, a ponadto bardzo dobrze wykorzystano tajemny eliksir każdego wybitnego nagrania - ciszę. Ona mówi czasem więcej niż dźwięk. Mnie powiedziała, że to najlepszy "Mesjasz", jakiego ostatnio słyszałem. I choć najlepszy pozostaje Paul McCreesh, tej wersji warto dać pięć gwiazdek, także za realizację.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji