Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Metallica
Średnia ocena z 25 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Metallica
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 1996
- Nr katalogowy:
- 5100222
- Sprawdź inne tytuły:
-
Metallica
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Enter Sandman |
|
| 2. Sad But True |
|
| 3. Holier Than You |
|
| 4. The Unforgiven |
|
| 5. Wherever I May Roam |
|
| 6. Don't Tread On Me |
|
| 7. Through The Never |
|
| 8. Nothing Else Matters |
|
| 10. The God That Failed |
|
| 11. My Friend Of Misery |
|
| 12. The Struggle Within |
|
- Metallica
- Wykonawca:
-
Metallica
Nic nie będzie takie samo
(2008-09-28)
Przemysław
Czapski
Więcej o recenzencie
Płyta, która wstrząsnęła rynkiem metalowym i nie tylko. Muzycy pokazali , że można grać ostro i jednocześnie melodyjnie, a do tego nie ulegać kompromisom. Produkcją zajął się Bob Rock. Stąd też sterylne i selektywne brzmienie.
No i są ballady.
Zaczyna się cichym riffem na gitarze (znanym już dziś każdemu szanującemu się gitarzyście), wchodzi śpiew, gitary i jest już mrocznie i złowrogo. "Enter Sandman" - nastrój podkreśla modlitwa dziecka.
Ciężki riff, toczący się niczym walec "Sad But True" - ciężaru dodaje prawie wykrzyczany refren.
"Holier Than Thou" jest szybszy, w stylu dawnej Metalliki. Hadbanding murowany, głowa chodzi sama. Solo Hammeta na kaczce ogniste i krwawe.
No i pierwsza ballada "The Unforgiven". Kanto zaśpiewane z furią, natomiast refren delikatnie, do tego akustyczna gitara. Arcydzieło.
Orientalny wstęp do utworu "Whenever I May Roam" dowodzi ,że muzycy zaczęli eksperymentować. Ciężki riff, kombinacje z rytmem. Głowa znów chodzi we właściwym rytmie.W solo znów "kaczka".
Ciężkie wejście perkusji, rytm podchwytuje gitara. "Don't Tread On Me" to kolejny walec. Popis Larsa Ulricha. Na rytmie oparty jest również "Through The Never". Superogniste solo Hammeta.
Delikatne muśnięcia strun, delikatny głos Hatfielda i wyłania sie utwór, który po dziś dzień wprawia w zakłopotanie i podziw, wszystkich. Taka ballada zagrana przez Metallikę, i do tego orkiestra? Zaiste, piękny to utwór i tylko to się liczy. Kapitalnie melodyjna solówka.
Dalej mamy już tylko ogień, krew , czad i kawałki na najwyższym poziomie. Szaleńczy "Of Man And Wolf", basowy "The God That Failed, połamany "My Fiend OF Mysery" i jadowity "The Struggle Within" to metal bez kompromisów, szybki, melodyjny i władczy. Porywa nas w swój niesamowity taniec bez opamiętania.
Zawładnęli mną od pierwszego przesłuchania.
Metal dzieli się na ten przed "Czarnym Albumem" i na ten po.
Nic już nie będzie takie samo.
(9 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Świetna i przełomowa
(2008-09-24)
Robert
Dybowski
Więcej o recenzencie
Pozycja godna polecenia, ten album zamyka tzw. okres trashowy w działalności zespołu. Kapela chcąc pewnie dotrzeć również do wielbicieli lżejszych brzmień, zrezygnowała z agresywnego, szybkiego grania na rzecz wolniejszego i łagodniejszego brzmienia. W 1991 roku wielkim zaskoczeniem dla fanów była ścieżka wokalna zarejestrowana na płycie, Hetfield zaczął śpiewać, porzucając charakterystyczny zachrypły gardłowy krzyk na rzecz łagodniejszego wyśpiewywania tekstów. W warstwie instrumentalnej też słychać złagodzenie, riffy choć mocne nie są już tak zadziorne, a muzyka jest bardziej melodyjna, tempo wolniejsze. Polecam, dobrze się tego słucha, nawet ludziom nie przepadającym za metalem. Spokojnie daję 5/5.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Komercja bez pazura czyli "ladniutka" płyta
(2008-07-31)
Jacek
Antczak
Więcej o recenzencie
Nigdy nie rozumiałem zachwytów nad tą płytą. Po trzech pierwszych płytach długogrających czyli wielkiej trójce stanowiącej kamienie milowe w rozwoju muzyki metalowej, fajnej EP'ce z coverami ("Garage...") i nadal przyzwoitej, choć już słabszej "...And Justice For All", Metallica nagrała coś, co nie powinno się moim zdaniem wydarzyć. Zespół zapragnął kasy(?), popularności(?), uznania szerokiego ludu(?) i nagrał najprostszą i najbardziej komercyjną płytę w swej dotychczasowej twórczości. Milusie, sympatyczne melodyjki bez ognia, grzeczniutko i pluszowo... Muzyka rockowa (bo na pewno nie metalowa) dla grzecznych dzieci. Ładniutkie solóweczki, broń boże przykopu, broń boże kombinacji z rytmem, żadnych hałasów i przyciężkich rytmów. Po prostu... ładniutkie.
No i cóż - trzeba przyznać... udało się. Miliony sprzedanych płyt, kilka przebojów i miłość tłumów. 5-cio gwiazdkowe recenzje. Nowe rynki podbite, stare stracone. Ja jestem ze starego, ale to już przecież mój problem. Moje szczęście, że po równie słabych (choć z zupełnie innych powodów) Load i Re-Load jest szansa na na odbudowę starej, dobrej trzymającej poziom Metalliki. "St. Anger" była już całkiem niezła... Może na sinusoidzie nadchodzą ponownie szczyty?
Uwaga: niniejsza recenzja jest napisana przez fana metalu. Być może z punktu widzenia osoby lubiącej po prostu muzykę rockową (i nie o łatki tu chodzi) to jest fajna płyta. Ja nie potrafię tak na nią spojrzeć. Tak jak nie potrafiłbym pewnie docenić, gdyby np. Led Zeppelin nagrało najlepszą w historii wszechświata płytę dyskotekową. Bo nie za dyskoteki ich szanuję...
(4 z 20 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Początek końca?
(2008-05-22)
Robert
Dybowski
Więcej o recenzencie
Album Metallica z 1991 roku to najlepiej sprzedająca się płyta zawierająca muzykę "mocnego uderzenia" chyba dzięki swej melodyjności. Zespół zmienił producenta na Boba Rocka i nagrał 12 piosenek brzmiących łagodniej niż poprzedniczki zwłaszcza w warstwie wokalnej, James rezygnuje tu z charakterystycznej formy znanej z lat 1983-1988 kiedy raczej krzyczał nie śpiewał podobnie jak inni wokaliści metalowi. Tu w sposób stonowany wyśpiewuje swoje teksty w rytm ciężkiej jednorodnej lecz mniej agresywnej niż na starszych płytach muzyki. Metallica porzuciła tu dawną formę, częstych zmian tempa i imponowania znakomitymi riffami gitarowymi na rzecz melodyjnej prostoty, jednak to dotarło do nowych rzesz wielbicieli grup rockowych, kosztem wielu starych fanów. Metallica dużo zarobiła na tej płycie, moim zdaniem bardzo udanej i ciekawej, ale będącej niestety początkiem spadku formy kapeli i drogi do ślepego zaułka. Bo lata 90-te w dyskografii zespołu to dziwne i nieudane eksperymenty muzyczne. Album Metallica z przebojami "Enter Sandmam" i "Sad but true" to moim zdaniem ostatni z wielkich dokonań zespołu przynajmniej na chwilę obecną, to ukłon w stronę mniej ortodoksyjnych wielbicieli metalu i furtka zespołu do wielkiej sławy i ogromnych pieniędzy. Daję 4 pkt bo Master... ma 5 więc to naturalne, że nie stawiam go na równi z szczytowym dziełem zespołu. Polecam.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(25)