David Drayton (Thomas Jane) i jego synek Billy (Nathan Gamble) znaleźli się w licznej grupie mieszkańców miasteczka, którzy zostali uwięzieni w supermarkecie z powodu tajemniczej mgły. David jako pierwszy orientuje się, że w oparach czai się coś zabójczego, przerażającego; jakieś istoty nie z tego świata. Lecz tak naprawdę to nie mgła stanowi największe zagrożenie... Ludzka natura w obliczu paniki jest nieprzewidywalna i David zaczyna się zastanawiać, co tak naprawdę przeraża go bardziej: potwory, czy uwięzieni...
W tej legendarnej przypowieści o strachu zdarta zostaje cienka warstwa naszego człowieczeństwa, maski zostają zrzucone, a prawdziwy horror ujawnia się pod postacią nas samych.
Mgła jest wspólnym dziełem nominowanego do Nagrody Akademii scenarzysty i reżysera Skazanych na Shawshank i Zielonej mili oraz legendarnego autora powieści grozy Stephena Kinga.
Doskonałe studium ludzkich zachowań w obliczu zagrożenia
(2009-03-22)
Rafał
Kotyrba
Więcej o recenzencie
Najlepszy duet pisarsko-reżyserski XXI wieku - Stephen King i Frank Darabont - który stworzył tak nietypowe dla amerykańskiej kinematografii filmy jak "Zielona mila" i "Skazani na Shawshank" powraca w ekranizacji długiego opowiadania zatytułowanego "Mgła". I tak samo jak dwie poprzednie pozycje jest ono dość nietypowe jak na Kinga. I paradoksalnie - o wiele lepsze od sztandarowych dzieł pisarza. Przyklejenie do "Mgły" Darabonta etykietki horroru może wprowadzić niektórych widzów w błąd i spowodować, że pożałują czasu, który spędzili na oglądaniu tego niesamowitego obrazu. Omawiana pozycja jest - najprościej mówiąc - filmem psychologicznym z elementami zjawisk nadprzyrodzonych. Jednak są one tylko tłem dla głównego wątku akcji, którym jest pokazanie ludzkich zachowań w obliczu niezrozumiałego i śmiertelnego zagrożenia przychodzącego z zewnątrz.
We "Mgle" zarówno King jak i Darabont po raz kolejny udowodnili, że są mistrzami w kreowaniu historii odgrywającej się w zamkniętym pomieszczeniu. Tak jak w "Zielonej mili" i "Skazanych..." było to więzienie, teraz jest to supermarket, w którym schronili się mieszkańcy miasta przed istotami wychodzącymi z mgły. Właśnie oni (mieszkańcy) są głównym obiektem zainteresowania pisarza i reżysera i to od ich reakcji (osób w supermarkecie) zależy czy widz czuje do nich sympatię, nienawiść czy może po prostu budzą w nim uczucie grozy. Sądzę, że głównym atutem filmu jest zarówno aktorka odgrywająca rolę, ale również sama postać pani Carmody - religijnej fanatyczki, która w obliczu zagrożenia wprowadza konflikt pomiędzy ludźmi znajdującymi się wewnątrz supermarketu zamiast ich jednoczyć. Jej zachowania wzbudzają prawdziwą grozę, będącą skutkiem naturalnego ludzkiego strachu przez nieracjonalnym zachowaniem. Carmody próbuje powstrzymać tych, którzy zamiast bezczynnie tkwić w jednym miejscu, chcą znaleźć sposób na ocalenie życia (z głównym bohaterem na czele). Jej fanatyzm przyciąga ludzi, którzy w obliczu zagrożenia są ogarnięci strachem i lękiem przed tym co czai się za szybami budynku i łatwo ulegają jej wpływom. Stwory, które od czasu do czasu pojawiają się na ekranie, aby kogoś zabić są tylko dodatkiem, tłem mającym pokazać ludzkie zachowania.
Do moich uszu doszło wiele opinii na temat tego filmu i większość osób je wyrażających uznała, że był on dobry, lecz zakończenie kompletnie nie pasowało do akcji i powodowało ich niezadowolenie. Hmm, cóż, moim zdaniem zakończenie pasowało idealnie do reszty filmu i tylko pogłębiło lęk i poczucie beznadziei konsekwentnie budowane przez cały czas trwania akcji. Bezradność głównego bohatera wobec tego co uczynił i niemożność odwrócenia swojej decyzji wywołały u mnie głębokie emocje, które wyzwoliło we mnie niewiele dzieł kinematografii amerykańskiej.
Moim zdaniem na tym właśnie polega prawdziwa groza - na nieracjonalnych, sprzecznych z rozsądkiem ludzkich zachowaniach, lękiem przed nieznanym, skłonnością ludzi do ulegania negatywnym wpływów fanatyków w obliczu niebezpieczeństwa oraz na ludzkiej bezradności wobec skutków własnych, podjętych już decyzji.
Żaden film grozy, który dotąd oglądałem nie pokazywał właśnie takiego rodzaju strachu w sposób tak doskonały jak "Mgła". I właśnie dlatego warto jest obejrzeć - nawet kilkukrotnie - ostatnie, wspólne dokonanie Franka Darabonta i Stephena Kinga. Potem pozostaje tylko czekać na kolejne.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji